Manchester United za burtą. Czwartkowe wieczory nadchodzą


Manchester United przegrał wtorkowe spotkanie z RB Lipsk i pożegnał się z Ligą Mistrzów

9 grudnia 2020 Manchester United za burtą. Czwartkowe wieczory nadchodzą
editorials360.com

Stało się. Manchester United we wtorkowy wieczór "przypieczętował awans", ale nie do tych rozgrywek, o których marzył. Liga Mistrzów przeszła koło nosa piłkarzom Ole Gunnara Solskjaera. RB Lipsk nie pozostawił „Czerwonym Diabłom” żadnych złudzeń i pewnie, mimo nerwowej końcówki, wygrał 3:2. Oznacza to, że na Old Trafford w nowym roku zagości Liga Europy, co jest z pewnością olbrzymim rozczarowaniem dla całej czerwonej społeczności Manchesteru.


Udostępnij na Udostępnij na

Obecny tydzień miał być dla Manchesteru United prawdziwym sprawdzianem i ostatnią szansą, aby definitywnie odwrócić negatywną narrację, która ostatnio coraz rzadziej pojawiała się w mediach. W Premier League zespół wychodził na prostą. Wygrał ostatnie cztery spotkania z rzędu i do pełni szczęścia brakowało mu tylko awansu z grupy w europejskich pucharach. Władze klubu z Old Trafford mogły mówić, że pozycja Ole Gunnara Solskjaera jest niezagrożona, ale w przypadku odpadnięcia z Ligi Mistrzów i przegranych derbów Manchesteru te słowa poszłyby w niepamięć. Zaczęło się, zgodnie z przewidywaniami, fatalnie. „Czerwone Diabły” oblały pierwszy test i na wiosnę zagrają w najbardziej niewygodnych dla gigantów europejskich rozgrywkach, co na pewno nie pomaga norweskiemu szkoleniowcowi.

Emocje do samego końca

Kiedy wylosowano grupę H, stało się jasne, że będziemy w tym roku świadkami przynajmniej jednej niespodzianki. W tym samym miejscu spotkały się bowiem trzy bardzo silne drużyny. PSG, RB Lipsk oraz Manchester United. Pierwsi w tamtym roku zagrali w finale Ligi Mistrzów, drudzy doszli do półfinału tych rozgrywek, a ostatni znaleźli się w półfinale Ligi Europy. Obsada więc była bardzo mocna. Dla całej trójki ewentualne pożegnanie się z najbardziej prestiżowymi rozgrywkami w Europie oznaczało ogromne rozczarowanie. Miejsca dające awans były jednak tylko dwa. Ktoś musiał odpaść.

Zgodnie z zapowiedziami grupa H nie zawiodła kibiców. Do ostatniej kolejki mieliśmy prawdziwą walkę o awans do dalszej fazy Ligi Mistrzów. Przed piątą serią gier PSG, RB Lipsk oraz Manchester United mieli po tyle samo punktów. Z tym że PSG grało z najsłabszą drużyną – Basaksehirem, i to na dodatek u siebie. W tym samym czasie „Czerwone Diabły” musiały wybrać się natomiast do Saksonii na arcytrudny pojedynek z „Czerwonymi Bykami” Juliana Nagelsmanna. Jak wszyscy już doskonale wiedzą, podopieczni Ole Gunnara Solskjaera przegrali ten mecz.

Prawda jest jednak taka, że Manchester United mógł przyjechać do Lipska nawet rezerwami i spokojnie odpoczywać przed derbami Manchesteru. Miał bowiem dwie szanse, aby przypieczętować sobie awans do dalszej fazy Ligi Mistrzów. Najpierw z tureckim Basaksehirem na wyjeździe, a tydzień temu na własnym obiekcie z PSG. Wystarczyło jeden z tych meczów wygrać, a sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej i podopieczni Ole Gunnara Solskjaera jechaliby do Lipska jedynie przypieczętować awans i to jeszcze na boisku rywali. Trzeba co prawda oddać Manchesterowi, że walczył do końca i niewiele zabrakło, aby wywalczył remis, ale kto będzie o tym za kilka dni pamiętał?

Gorąco w gabinecie Solskjaera

Jeśli ktoś po odpadnięciu z Ligi Mistrzów może czuć się poważnie zagrożony, to jest nim tylko Ole Gunnar Solskjaer. W ostatnich tygodniach znajdował się pod dużą presją. Mimo że wyniki zespołu uległy poprawie, wciąż podważano jego umiejętności szkoleniowe. Pojawiały się głosy, że Norweg odsuwa od siebie gilotynę, która prędzej czy później i tak wykona na nim wyrok. Jeśli ktoś był zwolennikiem tej teorii, to we wtorkowy wieczór mógł się czuć usatysfakcjonowany. Dla wszystkich przeciwników Solskjaera był to mecz idealny, który pokazał, że jeśli Manchester United chce się bić o wyższe cele, musi w końcu zmienić menedżera.

Wydaje się, że we wtorkowy wieczór miarka się przebrała, a jeśli nie, to z wielkim prawdopodobieństwem można powiedzieć, że stanie się to w najbliższy weekend. W oczach kibiców Manchesteru United Ole Gunnar Solskjaer nie ma co liczyć na jakąkolwiek kolejną szansę. Oni po prostu mają dość mydlenia oczu. Każda kolejna wpadka jest skutecznie zamazywana przez kilka następnych spotkań, a później następuje kolejne rozczarowanie i tak w kółko. Historia kołem się toczy, ale po porażce z RB Lipsk dni Norwega na Old Trafford muszą dobiec końca.

W zasadzie można powiedzieć, że włodarze Manchesteru United przespali najlepszy moment na zwolnienie Ole Gunnara Solskjaera. Przed ostatnią przerwą reprezentacyjną był na to idealny czas. Ale udało się wygrać z Evertonem i sprawę znowu odsunięto na bok. Wtedy oczko w stronę Old Trafford puszczał Mauricio Pochettino. Zignorowano to jednak, a teraz pojawia się problem. W Anglii zaczyna się najintensywniejszy okres. Nie ma czasu na wprowadzenie daleko idących zmian i ciekawe, jakie decyzje zapadną w najbliższych dniach w czerwonej części Manchesteru.

Czwartkowe granie, czyli największe przekleństwo

Dla największych klubów na świecie granie w czwartkowe wieczory w Lidze Europy to swego rodzaju problem. Pieniędzy jest o wiele mniej niż za grę w Lidze Mistrzów, a poziom i prestiż rozgrywek jest niewielki. A przynajmniej do pewnego momentu. Poważne granie zaczyna się w okolicach półfinału, a do tego czasu większość trenerów nie traktuje tych rozgrywek jako priorytet. Dają w nich raczej pograć zmiennikom, a jeśli uda się przy tym coś ugrać, to jest to dodatkowy bonus.

W tym roku dla Manchesteru United problem pojawia się jednak jeszcze w innym aspekcie. Doskonale wiadomo, że w Europie ze względu na opóźniony start rozgrywek panuje zabójcza jazda bez trzymanki. Zawodnicy są eksploatowani do granic możliwości, więc każda chwila odpoczynku jest na wagę złota. W Premier League, co warto przypomnieć, wciąż obowiązują na razie tylko trzy zmiany. To utrudnia pracę szkoleniowcom.

Przed „Czerwonymi Diabłami” stoi naprawdę wielkie wyzwanie. W tym szaleńczym terminarzu trzeba będzie pogodzić granie na europejskich boiskach, a priorytetem stanie się teraz Premier League. Czwartkowe spotkania mogą odbijać się bezpośrednio na postawie piłkarzy w trakcie weekendowego grania, a tego na Old Trafford nikt już chyba nie przetrawi. Manchester United sam nawarzył sobie piwa i musi je teraz wypić. Nikt mu w tym nie pomoże, a wręcz przeciwnie. Pozostałe drużyny z pewnością będą chciały wykorzystać ten aspekt na swoją korzyść.

Co czeka Manchester United w Lidze Europy?

Trudno na razie ferować, co czekać będzie Manchester United w Lidze Europy. Ostateczne rozstrzygnięcia nastąpią dopiero w czwartkowy wieczór i do tego czasu można jedynie gdybać. Wiadomo na pewno, że podopieczni Ole Gunnara Solskjaera nie trafią  na Sevillę, bo ona na wiosnę zagra w Lidze Mistrzów. To oczywiście jedynie mały pstryczek wymierzony w kierunku „Czerwonych Diabłów”. I chyba jeden z bardziej łagodnych, patrząc chociażby na Twittera.

Mimo wszystko trzeba przyznać, że Manchester United schodzi półkę niżej (a może właśnie do odpowiedniej dla siebie kategorii?). W końcu mierzyć się będzie z takimi zespołami jak Leicester City, AC Milan, Napoli czy Arsenal. Wciąż nie wiadomo, kto jeszcze z trzeciego miejsca w Lidze Mistrzów „awansuje” do Ligi Europy. Na pewno nie będą to jednak największe światowe marki.

Manchester United na wiosnę wypłynie na morze, na którym na pewno nie chciał się znaleźć. Ma jednak na tym polu spore doświadczenie. Rok temu odpadł przecież dopiero w półfinale z Sevillą, a jeszcze nie tak dawno podnosił trofeum za Ligę Europy pod wodzą Jose Mourinho. To doświadczenie może okazać się bardzo potrzebne w kluczowych momentach rozgrywek, ale nie oszukujmy się. Manchester United czeka bardzo trudna druga połowa sezonu.

Na razie pewne rzeczy da się jeszcze odwrócić, ale trzeba w końcu zacząć podejmować dobre decyzje i przekuć złość sportową w zwycięstwa. Najlepszy moment, aby rozpocząć ten proces, nastąpi już w niedzielę. Derby Manchesteru dużo nam powiedzą, gdzie obecnie mentalnie znajduje się drużyna wciąż Ole Gunnara Solskjaera. Trzeba sobie jednak powiedzieć wprost, że na Old Trafford potrzebne są daleko idące zmiany, a zacząć je trzeba od zmiany szkoleniowca.

Komentarze
Kacper (gość) - 1 miesiąc temu

Całkowicie się nie zgadzam z tekstem autora, na całą sytuację trzeba patrzeć szerzej i widzieć jak ciężko gra się każdej drużynie, zmiana trenera nic nie pomoże a jak już to zacznijmy od góry czyli od Prezesa

Odpowiedz
Serki_GOL (gość) - 1 miesiąc temu

Ja jestem kibicem City. Patrzę na sytuację ze strony bardziej kibica rywala. Mimo wszystko, zgadzam się też z autorem. Tak samo sądzę, nie zwalniajmy Brzęczka. Nawałka nie był lepszy(co było widać w Lechu), po prostu piłkarze za czasów Nawałki grali lepiej także w klubach, a myślę, że na takim Euro za Brzęczka z taką grupą jak w 2016(UKR, IRL PLN, NIE) wypadlibyśmy podobnie, co pokazał mecz z Ukrainą. Ale styl kadry i tak pozostawia wiele do życzenia. Zamiast efektownej piłki, gramy nudną i brzydką. I to nawet nie jest efektywne. Wiem że artykuł nie o kadrze(tak wogóle fajny), ale trochę się rozpisaałem.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze