Jeśli finał jakiś rozgrywek przypada na koniec lutego lub początek marca, to musi być ostatnie starcie w ramach Capital One Cup. Jeśli to decydujące spotkanie w angielskich pucharach, to musi być stadion Wembley. Jeśli to finał na Wembley, to możemy być pewni emocji podczas meczu. Tak było i tym razem, kiedy Manchester City zmierzył się z Sunderlandem.
Zanim piłkarze rozpoczęli rywalizację, odbyła się oficjalna prezentacja wyjściowych składów drużyn, a po chwili można było usłyszeć hymn Anglii. Choć takie podniosłe wprowadzenie trwało tylko chwilę, kibice zgromadzeni na stadionie już nie mogli doczekać się pierwszego gwizdka sędziego. Mecz zaczął się od typowych dla finałów „piłkarskich szachów”. Obie ekipy badały się nawzajem i skupiły się, by nie popełnić błędu. Dotyczy to szczególnie „Obywateli”, którzy zapewne jeszcze pamiętają z zeszłego sezonu, jak to jest przegrać w finale angielskich rozgrywek pucharowych.

Na pierwszy groźniejszy strzał musieliśmy poczekać do 9. minuty, kiedy to Aguero ładnym strzałem próbował pokonać bramkarza Sunderlandu. Mannone popisał się niezłą interwencją, wybijając piłkę na rzut rożny. To, co stało się minutę później, można nazwać podręcznikowym wyprowadzeniem kontry. Po kiepskim wykonaniu rożnego przez City, piłkę przejęli zawodnicy drużyny przeciwnej. Dzięki zaledwie trzem podaniom „Czarne Koty” znaleźli się pod bramką strzeżoną przez Pantilimona. Futbolówka trafiła pod nogi Boriniego, a ten uderzeniem zewnętrzną częścią stopy wyprowadza Sunderland na prowadzenie. Rumuński bramkarz „Obywateli” był bezradny.
W 14. minucie ponownie strzelał Borini. W ostatniej chwili strzał zablokował Dżeko. W 27. minucie Nasri uderzał z trudnej sytuacji i co za tym idzie, Mannone nie niał większych problemów z interwencją. 31. minuta to ciekawa akcja City, którą strzałem zakończył Nasri. Na miejscu był jednak Bradsley, który zablokował to uderzenie. Trzy minuty później z kontrą wyszli piłkarze Sunderlandu, ale świetnie w obronie zachował się Fernandinho. W 38. minucie w świetniej sytuacji znalazł się Borini. Włoch, wydawałoby się że jest w sytuacji sam na sam z Pantilimonem, ale w ostatniej chwili świetnym wślizgiem popisał się Kompany, wybijając piłkę na rzut rożny. 44. minuta to ciekawa sytuacja City, ale według sędziego Zabaleta pomógł sobie ręką podczas przyjmowania piłki. Pierwsza połowa zakończyła się dość zaskakującym prowadzeniem Sunderlandu.











