Malaga pokonała w pojedynku otwierającym 29. serię gier Primera Division Rayo Vallecano 3:1. Andaluzyjczycy zgarnęli trzy punkty dzięki bramkom Weligtona, Baptisty i bohatera spotkania – Pedro Moralesa. Czas na Borussię Dortmund w Lidze Mistrzów!
Aspiracje Rayo Vallecano do gry w europejskich pucharach potwierdzają się właśnie w takich meczach. Paco Jemez już przed rozpoczęciem spotkania pokazał, że jego celem są tylko i wyłącznie trzy punkty. Hiszpański trener zdecydował się na bardzo ofensywne ustawienie z tylko jednym defensywnym pomocnikiem – Javim Fuego. Podopieczni Jemeza od pierwszej minuty pokazywali, że podzielają ofensywną wizję trenera. Co chwila gościli pod polem karnym Malagi – groźnie było już w 4. minucie, kiedy „Piti” minął trzech rywali, ale z jego uderzeniem poradził sobie Willy. Trzy minuty później po raz pierwszy opłacił się wysoki pressing Rayo – „Chori” przejął futbolówkę od Martina Demichelisa, ale argentyński defensor w porę naprawił swój błąd, po którym na 99% padłby pierwszy gol tego popołudnia. Szkoda tylko, że miejscowym ogromnego animuszu wystarczyło ledwie na kilka minut. Przez kilkanaście kolejnych byliśmy świadkami (nieskutecznych) prób przejęcia inicjatywy przez jedną lub drugą drużynę. Nieco lepiej prezentowało się Rayo, które przynajmniej utrzymywało się przy piłce, ale to Malaga – koniec końców – wyszła na prowadzenie. W 21. minucie Pedro Morales dośrodkował w pole karne z rzutu wolnego, inteligencją popisał się Weligton – nie gromadząc się z pozostałymi graczami na przedpolu – i zamykając akcję na długim słupku, wpakował piłkę do siatki.

Gol dla Malagi niczego na Estadio de Vallecas nie zmienił. Rayo w dalszym ciągu szukało ofensywnej gry i starało się grać piłką. Z każdą chwilą atmosfera na boisku stawała się coraz gęstsza, czego efektem był rzut karny dla gospodarzy w 31. minucie. Arbiter uznał, że Willy faulował „Choriego”, choć można mieć co do tego wątpliwości. Tak czy siak, „jedenastkę” niezwykle pewnie na wykorzystał „Piti”, zdobywając swojego dwunastego gola w tym sezonie. Chwilę później gorąco było w środku boiska, gdzie znowu pojawił się „Chori”. Kolejny faul i kolejne prowokacje – w Vallecas robiło się niebezpiecznie. Arbiter ewidentnie zaczął się gubić i podejmował – co tu dużo mówić – dziwne decyzje. W końcu sytuacja nieco się uspokoiła, a do głosu znowu doszła piłka. Dzięki dwóm golom mecz stał się zdecydowanie bardziej otwarty, ale nadal najwięcej ciekawego działo się w środkowej części boiska. Obydwie drużyny miały jednak swoje okazje do zdobycia bramek. Najpierw po akcji Isco i krótkim odegraniu Joaquina przed niezłą szansą stanął Baptista, ale Brazylijczyk fatalnie przestrzelił z szesnastu metrów. W samej końcówce pierwszej połowy jeszcze lepszą akcję Jorge Casado zmarnował z kolei Jose Carlos i ostatecznie na przerwę zawodnicy obydwu zespołów schodzili przy stanie 1:1.











