Tomasz Magdziarz, kapitan Warty Poznań, opowiada, jak wygląda sytuacja w Warcie Poznań. Jak sam przyznaje, jest nieciekawie i najczarniejszym scenariuszem pozostaje usunięcie Warty z piłkarskiej mapy Polski. Zapraszam do obszernego wywiadu z zawodnikiem!
Jest Pan gotowy na trudne pytania?
Oj, zawsze. Życie jest tak skonstruowane, że często są trudne pytania i trzeba umieć na nie odpowiedzieć.
W Warcie Poznań są problemy. Na początku porozmawiajmy o tych pozasportowych. Boi się Pan, że podzielicie los ŁKS-u?
W klubie, jakim jest Warta Poznań, jest taka opcja, ponieważ sytuacja finansowa jest trudna. Odeszło wcześniej kilku zawodników, którzy nie mają zapłaconych wszystkich pieniędzy, ale z tego, co mi wiadomo, są poczynione próby porozumienia się z nimi, żeby dogadać się w tej sprawie. Wiem, że jest to trudne, aby wykonać to z dnia na dzień, ale mam nadzieję, że uda się to władzom klubu, bo w przeciwnym razie podzielimy los ŁKS-u. Łódzka drużyna i Warta mają tak długą tradycję, że nie powinno się jej przerywać. Nie po to ktoś 100 lat pracował, żeby w chwilę cały dorobek został zaprzepaszczony.
Przez myśl by mi nie przeszło, że na mecz będziecie musieli jechać własnymi samochodami. Jest tak źle, że nie ma pieniędzy na autokar?

Nie zgodzę się z twierdzeniem, że przez myśl by nie przeszło, bo wcześniejsze lata pokazywały, że nie pierwszy raz samochodami na mecz jechaliśmy. Jeżeli mamy trudną sytuację finansową i jedzie się w dzień meczu, to najlepiej samochodem. Po pierwsze koszty przejazdu są duże, a po drugie samochodem szybciej przejedzie się przez Polskę. Nawet dla samych piłkarzy jest lepiej jechać autem niż autokarem.
Do Stróż też jechaliście samochodami osobowymi?
Nie, do Stróż jechaliśmy autokarem i wcześniej mieliśmy nocleg. Tam już trudniej byłoby dojechać własnym samochodem.
Artykuł ukazał się także na blogu Teksty z Kurzawą!
Pani prezes spotkała się z Wami, aby porozmawiać o problemach?
Tak, pani prezes rozmawiała z nami o problemach przed sezonem i powiedziała, że mamy kiepską sytuację. Wiemy, skąd ona się wzięła, wiemy, że na rynku piłkarskim jest ciężko. Mówię tutaj o nowych sponsorach, których mimo wszystko pozyskaliśmy, ale to i tak jest za mało, żeby prowadzić klub pierwszoligowy. Mamy jeden zasadniczy problem – nie dostajemy pomocy z Poznania. Wszyscy nasi rywale, nawet w I lidze, mają bardzo dużą pomoc ze strony swojego miasta, a gdyby dano nam to samo, to byśmy sobie bez problemu poradzili, a pomoc w stolicy Wielkopolski jest żadna, więc tutaj tkwi problem. Wrocław potrafi przeznaczyć 16 mln na Śląsk, a Lech Poznań dostaje z miasta zaledwie milion zł, nie wspominając o Warcie, która jest dofinansowywana kwotą w wysokości 40 tysięcy. W dzisiejszych czasach to nie starcza nawet na funkcjonowanie klubu przez pół miesiąca. To jest jakiś żart! W Poznaniu o sport nie dba się w ogóle.












