„Na rynku magazynów piłkarskich pojawił się nowy projekt, który może zaciekawić kibiców spragnionych wysokiej jakości artykułów” – tak pisaliśmy niedawno w krótkim newsie na temat magazynu „¡Ole!” Teraz nadszedł czas ocenić, czy ten projekt rzeczywiście jest tak dobry jak początkowo zapowiadano.
Zanim zasiądziecie do czytania mgazynu „¡Ole!” zastanówcie się, czego tak naprawdę po nim oczekujecie. Ów magazyn reklamowany jest jako fachowe źródło wiedzy o hiszpańskim futbolu i jest to fakt jak najbardziej słuszny. Jednak jeśli oczekujecie, że „¡Ole!” będzie wypełniony tekstami o Realu Madryt i Barcelonie, przeplatany dodatkowo artykułami z Radamelem Falcao i Santi Cazorlą, to się bardzo zawiedziecie. Ten projekt kierowany jest do prawdziwych pasjonatów La Liga i przez takich pasjonatów jest tworzony. Autorzy tekstów wyszli z założenia, że jeśli rynek potencjalnych odbiorców ogranicza się do dwóch, trzech hiszpańskich produktów, to trzeba tym odbiorcom pokazać, ile niezwykłych faktów można odszukać w pozostałych częściach hiszpańskiej układanki. I tak powstał magazyn. Nie tylko blaski, ale przede wszystkim cienie ligi hiszpańskiej, zostały opakowane w piękną zewnętrzną powłokę, natchnione dużą dawką fantazji i polotu, i powstało coś wyjątkowego. Do tej pory pewnie zastanawialiście się, co wyjątkowego może być w Granadzie, Rayo Vallecano czy powiedzmy Osasunie Pampelunie. Jest! I to bardzo dużo! I właśnie to pokazują redaktorzy magazynu „¡Ole!”

– Wstępnym założeniem było trafienie do wąskiej grupy pasjonatów hiszpańskiego futbolu, czyli ludzi, którzy kochają tę dziedzinę piłki – mówi redaktor naczelny magazynu „¡Ole!”, Dominik Piechota. – Sami jesteśmy wielbicielami tych klimatów, więc chcieliśmy znaleźć równych sobie i tworzyć taki magazyn przede wszystkim dla nich. Z czasem jednak stwierdziliśmy, że ograniczanie spektrum zainteresowania nie ma najmniejszego sensu, więc przygotowaliśmy szeroki wachlarz materiałów do wyboru. Począwszy od spojrzenia psychologicznego czy kobiecego aż do Hiszpanów poza granicami kraju. Generalnie z każdym numerem planujemy dawać odbiorcom różne możliwości – będzie też czas na naukę języka, kulturę czy inne aspekty niezwiązane bezpośrednio z piłką. Premierowe wydanie miało być pilotażowym numerem, który pozwoli nam określić, jakie są oczekiwania i potencjalne zainteresowanie. Z każdym numerem będziemy dążyć do znalezienia złotego środka, oferując czytelnikom najróżniejsze aspekty Hiszpanii, futbolu, i nie tylko.
Śledź magazyn „¡Ole!” na Facebooku
Siłą magazynu, tak jak pierwotnie zapowiadano, jest jego treść. Po kilku ciekawostkach na pierwszych stronach, podanych czasem w dość zabawnym kontekście, trafiamy na tekst Jacka Staszaka o występującym w angielskiej Premiership Michu. Potem mamy Michała Zachodnego, który jest ekspertem od angielskiego futbolu, i artykuł na temat Vicente. Idąc dalej, wciąż pozostajemy w klimacie Wysp Brytyjskich, bo Oskar Szumer zafundował czytelnikom materiał o Fernando Torresie. Dzięki takiemu ułożeniu tematów początek czyta się jednym tchem, kolejny artykuł wynika z poprzedniego, dzięki czemu pierwszy numer czyta się bardzo szybko.











