Jak sam mówi, nigdy nie podejmuje decyzji za syna. Stara się jednak zawsze mieć swój mały głos doradczy. Maciej Szczęsny, bo o nim mowa, w ostatnim tygodniu był jednym z najszczęśliwszych ojców na ziemi. Na własne oczy mógł oglądać debiut swojego 19-letniego syna w reprezentacji Polski. Już na spokojnie, kiedy wszystkie emocje opadły, dla czytelników naszego wortalu także znalazł chwilę na krótką rozmowę.
Marcin Jajko: W poprzednim tygodniu miał Pan możliwość obserwowania syna podczas zgrupowania reprezentacji. Jak on na to wszystko reaguje? Tak naprawdę w ciągu kilku dni jego „akcje” wzrosły diametralnie.
Maciej Szczęsny: Wojtek twardo stąpa po ziemi. Wiadomo, że się ucieszył, ale nie był też w jakiejś nagłej euforii. On rozumie, że to jest dopiero dobry początek, a jak to wszystko się ułoży, to już tylko od niego zależy. Jest to dla niego wielka szansa, ale również i zobowiązanie wobec siebie i ludzi, którzy go powołali.
Mocno Pan przeżywał debiut syna?
Byłem spokojny, gdyż wiem, że Wojtek jest bardzo dobrym bramkarzem. Oczywiście trzymałem kciuki, aby nie zdarzyło mu się jakieś niepowodzenie, a ponieważ sam byłem bramkarzem, to wiem, że taki moment prędzej czy później musi nadejść. Nie ma bramkarza, który nie puścił tzw. frajerskiej bramki.
Potrafiłby Pan porównać siebie u szczytu swojej kariery i Wojtka na etapie, na którym się teraz znajduje?
Myślę, że Wojtek gra lepiej ode mnie przed bramką. Dobrze walczy o górne piłki – ma po prostu lepsze warunki fizyczne. Zaczął wcześniej grać w takim miejscu na świecie, gdzie przykłada się do tego wielką rolę szkoleniową. Natomiast ja w jego wieku grałem zaledwie w drugoligowej Gwardii Warszawa, więc to się nie daje przyrównywać w żaden sposób. Owszem, ja jestem już po całej zabawie i przygodzie, więc na pewno zebrałem więcej doświadczenia od niego i miałem wiele okazji przetrenować siebie i swoją odporność na wpływ z zewnątrz.
Jak Pan ocenia szanse Wojtka na dalsze występy w reprezentacji?
Jego celem nadrzędnym jest teraz to, aby grał regularnie i zbierał doświadczenie. Na pewno chciałby występować od razu w Arsenalu, jednak jak na razie musi pokazywać swoją wartość w niższej lidze. Jak nie będzie grał, to selekcjoner nie będzie go powoływał, a tak niech „Franz” drapie się po głowie i ma mały kłopot.
Co sądzi Pan o wypożyczeniu Wojtka na okres jednego miesiąca do Bredforf?
Na pewno jest to próba zebrania doświadczenia. Czy na dobre mu to wyjdzie, to zobaczymy. Zależy przede wszystkim jak on i jego drużyna będzie się spisywała w tych spotkaniach. Jednak wydaje mi się, że to jest taki moment, kiedy Wojtek powinien grać jak najwięcej. Jeżeli trener Wegner uznał, że to przyniesie jakąś korzyść szkoleniową i sam Wojtek tego chciał to myślę, że należy się tylko cieszyć, że do tego doszło.
Czy przed podjęciem tej decyzji Wojtek się z Panem kontaktował?










