LM: Manchester zwycięża pewnie i zasłużenie


W drugim półfinałowym meczu piłkarskiej Ligi Mistrzów Manchester United pokonał na Old Trafford Arsenal Londyn 1:0, po golu zdobytym przez Johhny’ego O’Shea.


Udostępnij na Udostępnij na


Gospodarze rozpoczęli to spotkanie z wysokiego „C”, kilkakrotnie wywołując niemałe zamieszanie w szesnastce przeciwnika. Ładnym strzałem głową popisał się chociażby Wayne Rooney, jednak Manuel Almunia obronił to uderzenie. Później Manchester uspokoił nieco grę, ale cały czas sprawował pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. W 16. minucie dokładne podanie w pole karne dostał Carlos Tevez, lecz po raz kolejny wybornie spisał się golkiper „Kanonierów”, który zablokował również dobitkę w wykonaniu Argentyńczyka.

Niespełna 60 sekund później Hiszpan zmuszony był jednak do kapitulacji, gdy po rzucie rożnym zamieszanie w szeregach obronnych rywala wykorzystał O’Shea i mocnym strzałem prawą nogą wyprowadził miejscowych na prowadzenie. Arsenal próbował odpowiedzieć, ale bez skutku. Największe zagrożenie goście stworzyli po płaskim uderzeniu Cesca Fabregasa, które wyłapał jednak Edwin van der Sar. W 30. minucie Tevez precyzyjnie dośrodkował do Cristiano Ronaldo, aczkolwiek Portugalczyk nie przymierzył dokładnie, więc Almunia sparował tę piłkę. Pod koniec pierwszej połowy zaskoczyć przeciwnika próbował jeszcze Rooney – bezskutecznie.

Po przerwie obraz gry nieco uległ zmianie. „Czerwone Diabły” nadal atakowały, ale mimo że obie strony nacierały w coraz bardziej zawrotnym tempie, to w ich poczynania wkradło się trochę chaosu. Arsenal dobrą okazję do wyrównania zaprzepaścił w 63. minucie, kiedy Emmanuel Adebayor kropnął potężnie sprzed pola karnego, jednak futbolówka powędrowała w trybuny. Z czasem rozkręcać zaczęli się aktualni mistrzowie Anglii, sprawiający gigantyczne problemy defensywie przyjezdnych. Warto wspomnieć o cudownym uderzeniu Ronaldo, którego charakterystyczna bomba wylądowała na poprzeczce i wyszła w boisko. Chwilę po tym zagraniu kolejny „pocisk” leciał na bramkę „The Gunners”, jednak Michael Carrick pomylił się o jakieś dwa metry.

W międzyczasie na murawie zameldowali się Ryan Giggs i Dimitar Berbatov po stronie gospodarzy, zaś Arsene Wenger desygnował do gry Duńczyka Nicklasa Bendtnera, który jednak nie odmienił postawy swoich kolegów z drużyny. Końcowe fragmenty spotkania można zdefiniować jako spokojne. Zespół Łukasza Fabiańskiego, siedzącego na ławce rezerwowych, nieefektywnie konstruował atak pozycyjny, natomiast United jakby opadli z sił, bo choć wciąż w ich grze widać było dużo ambicji, to jednak brakowało im przysłowiowej kropki nad „i”.

Komentarze
~zołza (gość) - 15 lat temu

Zasłużenie to może i tak,ale czy pewnie?Czy wynik 1-0
świadczy o tym,że drużyna wygrała pewnie?Uważam,że
nie;P...I szkoda,że'Kanonierzy'przegrali,ale na
szczęście jest jeszcze rewanż;)

Odpowiedz
~pysio (gość) - 15 lat temu

zgadzam sie z kolegą , Manchester UtD za bardzo
kozaczy :P

Odpowiedz
11659 (gość) - 15 lat temu

Manchester nie potrafi strzelić jakiegoś iadnego
gola, ich bramka pada po kiksie obrońcy, Almunia
uratowal szanse Kanonierów, a ci u siebie muszą
wygrać.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze