W dzisiejszych meczach padło aż dziewięć bramek, z czego pięć zdobyli piłkarze Bayernu i tylko oni mają prawo się czuć ćwierćfinalistami obecnej edycji Ligi Mistrzów. Kibiców Chelsea musi cieszyć odrodzenie Didiera Drogby.
Chelsea Londyn – Juventus Turyn
Początek meczu na Stamford Bridge, mimo głośnego dopingu kibiców Juventusu, należał do gospodarzy. Już w piątej minucie spotkania Salomon Kalou oddał pierwszy celny strzał na bramkę Gianluigiego Buffona. W jedenastej minucie sędzia Benquerenca nie dał się nabrać na teatralny upadek Didiera Drogby w polu karnym. Nie skończyły się jeszcze dyskusje na trybunach dotyczące „jedenastki”, a na londyńskim stadionie zapanowała radość. Złe wybicie Molinaro, piłka trafia do Salomona Kalou, który świetnym prostopadłym podaniem otworzył drogę do bramki Didierowi Drogbie. Dwunasta minuta i już 1:0 dla Chelsea. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej co chwila nękał Buffona. Próbował strzałów, jak nie nogą, to głową. W dwudziestej trzeciej minucie Juventus stworzył pierwszą klarowną sytuację bramkową. Alessandro Del Piero uderzył po długim słupku, ale na wysokości zadania stanął Petr Cech. Dalsza część pierwszej odsłony meczu toczyła się w większości na środku boiska. Zawodnicy obu drużyn starali się oddać celny strzał, ale niemal wszystkie z nich były blokowane lub bardzo niecelne. Prowadzenie Chelsea w pełni zasłużone.

Druga część spotkania rozpoczęła się od mocnych strzałów Franka Lamparda i Pavla Nadveda. Z kolei w pięćdziesiątej trzeciej minucie znów w polu karnym padł Didier Drogba, a gwizdek arbitra milczał jak zaczarowany. Dalsza część meczu toczyła się pod znakiem walki. Wielokrotnie dochodziło do ostrych starć między zawodnikami, a im bliżej końca, tym bardziej dało się wyczuć nerwową atmosferę. Ostatecznie Chelsea wygrywa spotkanie, choć Juventus sprawił londyńczykom sporo kłopotów. Mimo wyniku pozytywnego dla „The Blues” walka na Stadio Olimpico w Turynie zapowiada się równie pasjonująco.
Villarreal – Panathinaikos Ateny
W drużynie „Koniczynek” od początku spotkanie rozpoczął Jakub Wawrzyniak. Jest to jedyny polski gracz z pola pozostający nadal w zespole grającym w Lidze Mistrzów. Pierwsza połowa była toczona w dość dobrym tempie. „Żółte łodzie podwodne” już od początki zaczęły niepokoić grecką defensywę. Pierwszy strzał Giuseppe Rossiego minął cel dość znacznie. Galinovicia próbował jeszcze zaskoczyć Eguren, ale też niecelnie. Kolejne strzały Rossiego i Ibagazy mijały bramkę. Panathinaikos był cofnięty i czekał na swą szansę z kontrataku. Grecy tylko raz zmusili do interwencji bramkarza Villarreal. Mimo to do przerwy nie padły żadne bramki.









