W cieniu wielkiej batalii na Wembley pomiędzy FC Barcelona a Manchesterem United na Craven Cottage rozegrano finałowe spotkanie drużyn kobiecych. Po golach Renard w pierwszej i Dickenmann w drugiej połowie Olympique Lyon pokonał Turbine Poczdam 2:0. Tym samym został pierwszym francuskim klubem, który wygrał Ligę Mistrzyń. Ale tak po prostu musiało się stać. Dlaczego?
Po pierwsze – chęć rewanżu. Oba kluby po raz pierwszy w finale spotkały się rok wcześniej. W premierowej edycji Ligi Mistrzyń na stadionie w Getafe Olympique był nie o włos, a o włosek od wygranej. Po regulaminowych 90 minutach gry utrzymywał się bezbramkowy remis, a goli i, co za tym idzie, rozstrzygnięcia nie przyniosła także dogrywka. O triumfie zdecydować miał więc konkurs rzutów karnych. W nim OL prowadził z Turbine już 3:2 i miał dwie szanse na strzelenie jednego karnego i postawienie kropki nad i. Ostatecznie jednak Olympique obie szanse zmarnował, a po dziewięciu seriach jedenastek… przegrał 6:7!

Po drugie – powroty. Po długiej i żmudnej kontuzji szwedzkiej napastniczki, Lotty Schelin, oraz z występów w amerykańskiej WPS kapitan reprezentacji Francji, Sonii Bompastor, i bramkostrzelnej pomocniczki, Camille Abily. Jak bardzo jakościowe było to wzmocnienie i tak już ciekawego, rutynowanego i międzynarodowego składu OL nie trzeba nawet mówić. Schelin strzeliła w tej edycji Ligi Mistrzyń aż dziewięć goli, a w finale momentami ośmieszała młodą defensywę Turbine. Abily, grająca za plecami dwójki napastniczek Schelin i Thomis, została wybrana najlepszą zawodniczką finału. Z kolei Bompastor, która w narodowych barwach rozegrała 125 spotkań, skonsolidowała obronę drużyny z Lyonu.
Po trzecie – trener. Po ubiegłorocznej porażce z funkcji trenera zwolniony został Farid Benstiti. W jego miejsce klub zatrudnił Patrice Laira, który ostatnio pracował jako dyrektor męskiej reprezentacji Rwandy, a na piłce kobiecej zjadł zęby. Z sukcesami prowadził m.in. żeńską drużynę Montpellier, z którą dwukrotnie wygrywał Puchar Francji i awansował do półfinału Pucharu UEFA (2007).
Po czwarte – umiejętność wygrywania. Nowy szkoleniowiec wprowadził nową jakość. Olympique pod wodzą Laira przeszedł jak burza przez wszystkie rozgrywki. Dość powiedzieć, że ani razu nie przegrał w regulaminowym czasie gry! Jedynej porażki doznał w ćwierćfinale Pucharu Francji, kiedy dopiero po rzutach karnych odpadł z Juvisy. W lidze wygrał wszystkie dotychczasowe 21 spotkań z piorunującym bilansem goli 101:5! Dawno zapewnił sobie piąty z rzędu mistrzowski tytuł, choć do rozegrania pozostała jeszcze jedna kolejka. Nie przegrał także żadnego meczu w Lidze Mistrzyń, a zaledwie jeden zremisował na wyjeździe ze Zvezdą Perm. A trzeba wiedzieć, że w ubiegłym roku Olympique trenera Benstitia przystępował do finału, nie będąc pewnym obrony tytułu mistrza Francji, a co za tym idzie gry w kolejnym sezonie Ligi Mistrzyń. Na cztery kolejki przed końcem sezonu zajmował dopiero trzecie miejsce w tabeli.











