Po pierwszych dwóch kolejkach nowego sezonu nie brakowało ekspertów, którzy już teraz postawili krzyżyk na piłkarzach ŁKS-u. W piątkowy wieczór podopieczni Kazimierza Moskala odpowiedzieli swoim krytykom w najlepszy sposób. Ełkaesiacy zagrali bardziej pragmatycznie niż w dwóch poprzednich spotkaniach, a co najważniejsze – walczyli o wynik do samego końca. Łodzianie zwycięskiego gola zdobyli w 99. minucie.
Dwie kolejne przegrane, w tym jedna z innym beniaminkiem. Plaga kontuzji w zespole (w piątek zabrakło w meczowej kadrze czterech podstawowych zawodników). Dziurawa defensywa (pięć straconych goli w dwóch meczach). A do tego z tyłu głowy przykre wspomnienia z poprzedniej kadencji Kazimierza Moskala w ekstraklasie (seria ośmiu kolejnych przegranych). Mimo że to początek sezonu, ŁKS przystępował do piątkowego starcia z Koroną z nożem na gardle. Najwięksi sceptycy oczyma wyobraźni widzieli kolejną przegraną łódzkiego klubu, która mogłaby mieć kolosalny wpływ na morale zespołu. A w perspektywie jeszcze zbliżające się derbowe spotkanie z Widzewem…
ŁKS – Korona. Ligowy dżemik dla koneserów
Jeśli się przełamywać, to właśnie w takich momentach. A najlepiej w okolicznościach, w jakich zrobił to ŁKS. Nie będziemy czarować, że w piątek ełkaesiacy stworzyli z Koroną piękne widowisko. Przez ponad 80 minut było to spotkanie, które mogło zadowolić jedynie prawdziwych koneserów PKO Ekstraklasy. Długimi momentami gra toczyła się w środku pola, oba zespoły nie stwarzały sobie zbyt wielu dogodnych sytuacji. Najbardziej było to widoczne w statystykach celnych strzałów. W pierwszej połowie ŁKS wykorzystał w zasadzie jedyną dogodną okazję, którą wykreował (rzut karny na gola zamienił Ramirez).
ŁKS (prawie całkiem) inny niż zwykle. Przypadek? Nie sądzę
Wydaje się nam jednak, że w takiej, a nie innej grze łodzian nie było przypadku. Przyzwyczailiśmy się, że ŁKS pod wodzą Kazimierza Moskala prezentuje się efektownie, ale mało efektywnie. Tym razem wyglądało to inaczej. Piłkarze z Łodzi skupili się w pierwszej kolejności na defensywie, co do której w ostatnim czasie było najwięcej zastrzeżeń. Opinie te zresztą potwierdziły zmiany w składzie dokonane przez Moskala. Trener gospodarzy wymienił aż trzech z czterech defensorów w porównaniu z ostatnim spotkaniem ligowym. I faktycznie, para stoperów Flis – Louveau prezentowała się lepiej od duetu Marciniak – Nacho z pierwszych dwóch kolejek. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie debiutujący w ŁKS-ie Francuz sprokurował rzut karny, który Korona zamieniła na wyrównującą bramkę na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry.











