Według opinii graczy obecnego lidera Premier League rekordy są dla dziennikarzy, a nie zawodników. Wydarzenia sobotniego popołudnia na Vicarage Road sprawiły jednak, że o poprawie wielu osiągnięć rywali Liverpool może już zapomnieć. Porażka z Watfordem zakończyła wspaniałe serie zespołu z Anfield Road. Zszokowała świat, choć nie powinna. Na niezadowalające rezultaty odnoszone przez podopiecznych Jürgena Kloppa w ostatnich tygodniach zanosiło się przecież od dłuższego czasu.
Niesamowita dyspozycja Liverpoolu w obecnym sezonie sprawiła, że losy mistrzowskiego tytułu według wielu obserwatorów były rozstrzygnięte już w grudniu. Przez zimowy maraton „The Reds” przeszli szturmem, stale powiększając przewagę nad rywalami, która urosła w końcu do monstrualnych rozmiarów. Wszyscy, włącznie ze mną, chwalili zmianę w stylu gry drużyny Jürgena Kloppa. Zespół z czerwonej części Merseyside punktował kolejnych rywali niczym doświadczony pięściarz, nie wdając się w niepotrzebną wymianę ciosów.
Brak emocji w wyścigu o mistrzostwo media zrekompensowały sobie licznymi doniesieniami o kolejnych rekordach w zasięgu zawodników z Anfield Road. I tak Liverpool w drodze po tytuł przebijał kolejne osiągnięcia ustanowione przez rywali, seryjnie wygrywając ligowe spotkania. Z czasem punktowanie przeciwników w ekonomicznym stylu zamieniło się jednak w grę na pół gwizdka.
Mimo tego „The Reds” nadal zwyciężali, a nikt nad słabszą dyspozycją podopiecznych Jürgena Kloppa zbytnio się nie rozwodził. Jakby nie chcąc przypadkiem wywołać wilka z lasu, który, co było tylko kwestią czasu, i tak wyszedł zza drzew.
Policzek wymierzony w Liverpool
Sama porażka z Watfordem nie jest żadną tragedią dla lidera Premier League. Liverpool od dawna trzyma obie ręce na mistrzowskim tytule. Tylko całkowita katastrofa, armagedon, spowodowałyby utratę olbrzymiej przewagi nad drugim w tabeli Manchesterem City. Jednak tym, co może spędzać sen z powiek kibicom oraz sztabowi szkoleniowemu „The Reds”, jest coraz słabsza dyspozycja zespołu z czerwonej części Merseyside.
Liverpool gra ospale, bez zaangażowania, pomysłu i dokładności, irytując szczególnie w pierwszych odsłonach spotkań. Problem pojawił się jednak jeszcze przed historyczną zimową przerwą w Premier League. Powodów słabszej dyspozycji doszukiwano się w zmęczeniu czołowych graczy. Urlop, na który wysłał zawodników Jürgen Klopp, miał na dobre rozwiązać problem. Odpoczynek zamiast zapewnić mocne wejście w najważniejszą część obecnego sezonu sprawił, że jest gorzej, niż było.











