Jak przystało z okazji nadchodzącego nowego roku czas przygotować tradycyjne listy postanowień. To również czas refleksji nad przeszłością i okres sporządzania skondensowanych wniosków. Przedstawiamy propozycje, które powinny znaleźć się na liście postanowień urzędujących władz PZPN.
1. Ograniczyć spożycie alkoholu
Na start, analogicznie zresztą do noworocznych postanowień sporej części Polaków, punkt niemalże priorytetowy. Czynników składowych fatalnego odbioru Związku za kadencji Cezarego Kuleszy jest zapewne całkiem sporo. Alkohol, a zasadniczo jego nadmierne spożywanie przy okazji wykonywania obowiązków służbowych, to punkt wyjścia do wszelkiego rodzaju związkowych afer.
Próby odwrócenia kota ogonem, pobieżnego wyjaśniania kolejnych alkoholowych skandali przypominają rozpaczliwe poruszanie się słonia w składzie porcelany. W tym kontekście wspomnieć można choćby o ujawnionej niedawno relacji, według której polscy działacze mieli potajemnie przemycać na katarskie mistrzostwa świata niebagatelne ilości procentowego trunku. PZPN tej wersji zdarzeń oczywiście zaprzeczył, choć dla piłkarskiego środowiska sprawa i tak była jasna już z założenia.
Światło dzienne ujrzały również zeznania informatorów odnośnie do niechlubnych wyczynów Cezarego Kuleszy. Podczas wyjazdu do Andory prezes PZPN miał rzekomo „napruty bełkotać” w kierunku ówczesnego selekcjonera reprezentacji, Paulo Sousy. Bujda na resorach? W tym kontekście użyteczny może okazać się cytat samego Kuleszy, wypowiedziany, o zgrozo, publicznie (na antenie Radia RMF FM): – Jak ktoś pana zaprosi, to co, siedzicie tak bez niczego? No, to tyle w temacie.
2. Umocnić wiarę (albo wziąć sprawy we własne ręce)
W jaki sposób zrealizować sportowy cel na przyszły rok, awans na mistrzostwa Europy przy pomocy baraży? Skoncentrować się na analizie przyszłych rywali? Ponownie przyjrzeć się dostępnym zasobom kadrowym? Być może, lecz brak w tym pierwiastka przebojowości. Z rozwiązaniem przychodzi zatem Henryk Kula, wiceprezes PZPN.
Myślę, że mamy jeszcze trochę czasu, żeby tę drużynę zbudować, co najmniej cztery mecze. I ja wierzę, że z pomocą tej naszej polskiej gospodyni Matki Boskiej Częstochowskiej uda się – w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.
Rozwiązanie genialne, niestety – zbyt szybko wypowiedziane w przestrzeni publicznej. Cóż przecież poradzić wobec potencjalnej modlitewnej mobilizacji w kraju rywali? Cóż poradzić wobec sił opatrzności przeciągniętych na stronę rywala?
A teraz zejdźmy na ziemię, w razie gdyby pomoc Matki Boskiej Częstochowskiej okazała się niewystarczająca. Najwyższy czas wziąć odpowiedzialność na swoje barki, odpowiedzialność za podjęte decyzje personalne i popełnione błędy. Dochodzimy do momentu, w którym to winą za niepowodzenie może zostać obarczona… Matka Boska Częstochowska. Alternatywnie – grzeszne życie kibiców. Czas zdobyć się na moment odwagi i refleksji nad poważnymi drogami ku realizacji stawianych celów.











