Niemal od początku swojej pracy, Aleksandar Vuković musiał zmagać się z dużą presją. W mediach opisywany był jako szaleniec, który doprowadzi (i tak już podniszczoną) Legię do upadku, a kibice z niecierpliwością oczekiwali komunikatu o zwolnieniu Serba z posady szkoleniowca stołecznej drużyny. Dziś można ze świecą szukać jakichkolwiek słów krytyki w jego stronę, a drużyna z Łazienkowskiej, dzięki konsekwencji w swoich działaniach jej trenera, dawno nie miała takiej przewagi nad resztą ligi na tym etapie rozgrywek. Wzięliśmy pod lupę najpopularniejsze zarzuty kierowane w stronę Vukovicia z początku jego pracy jako pierwszego trenera Legii i to, jak bardzo zmieniał się jego obraz w oczach mediów z biegiem czasu.
– Mogę obiecać, że niezależnie od tego, jak długo tu będę, coś dla tego klubu zrobię. Obalę kilka mitów. Zrobię też pewne oczyszczenie, którego potrzebuje ten klub – tak dla portalu Legia.Net wypowiadał się Aleksandar Vukovic niedługo po przejęciu sterów. Trzeba przyznać, że w odróżnieniu od swoich poprzedników, piękne przemowy na konferencjach, czy wywiadach umiał przeobrazić w realne działania.
Od samego początku pod ogromną presją
Serb z polskim paszportem miał za zadanie ugasić pożar wywołany ciągiem fatalnych decyzji jego poprzedników. Powierzono mu rolę strażaka, który miał zbyt wiele nie namieszać, naprawić relacje w szatni, dokończyć sezon, a jak się uda to z mistrzostwem Polski. Potem miał przyjść „prawdziwy” trener, który przywróci Warszawski klub na Europejskie salony. Co prawda, zakończenie ligi na pierwszym miejscu jest dla klubu pokroju Legii Warszawa celem na każdy sezon, z tą różnicą, że Ricardo Sa Pinto zostawił po sobie 5 punktów straty do ówczesnego lidera, Lechii Gdańsk, porażkę z 1-ligowym wtedy Rakowem Częstochowa w Pucharze Polski, i chaos w szatni.
Ostatecznie Legioniści musieli zadowolić się drugim miejscem w tabeli za Piastem Gliwice. Już wtedy zaczęto domagać się zmiany trenera, bo poza porażką, stylu gry Warszawiaków także nie można było pochwalić. Wtedy właśnie nadszedł czas na gruntowne zmiany w kadrze, a Vukovic nie przybierał w słowach: Zostaną tu legioniści, których ocenię na legionistów, którzy zapie*dalają, a nie ci, którzy tylko robią wiele rzeczy na pokaz. Szczerze mówiąc, mam ciut większy ogląd sytuacji od kibica, który to ocenia.
Jak powiedział, tak zrobił, co jeszcze bardziej zagotowało opinią publiczną. Z klubu odeszły takie filary jak Miroslav Radovic, Arkadiusz Malarz czy Kasper Hamalainen. Zawodnicy w zaawansowanym jak na piłkarza wieku, którzy byli świadomi, że prawdopodobnie w Legii czeka ich ławka rezerwowych, a nie byli jeszcze gotowi zakończyć karierę. Prawdziwą burzę wywołało jednak wyrzucenie Michała Kucharczyka, ruch którego nikt się nie spodziewał, wydawałoby się legionista z krwi i kości, o jakich wspominał Vuko. Sam zawodnik nie krył zaskoczenia decyzją trenera co jeszcze bardziej dolało oliwy do ognia, zaczęto z Vukovica robić szaleńca.
Mało kto zwrócił uwagę, że jednocześnie szeregi Warszawiaków zasilili Luqinhias, lub Valeriane Gvilia którzy obecnie na stałe zadomowili się w wyjściowej jedenastce „Wojskowych” do tego z rezerw ściągnięto niejakiego Macieja Rosołka który kilka miesięcy później strzelił zwycięskiego gola w derbach z Lechem Poznań. Trochę większą uwagę w mediach przykuły transfery Igora Lewczuka, Pawła Wszołka czy Cafu, na chwilę obecną graczy niezastąpionych przy Łazienkowskiej, ale i tak na głównych stronach gazet był konflikt Kucharczyka z Vukoviciem.
![Aleksandar Vuković - pożegnanie bez grama żalu [FELIETON]](/_next/image/?url=https%3A%2F%2Fmedia.igol.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2F2020%2F04%2F20200304_PF_PM004-scaled.jpg&w=3840&q=75)











