Ligowy Bigos #18: Ekstraklasa złym terenem dla trenerów?


Dlaczego zagraniczni trenerzy radzą sobie za granicą, a nie mogli w ekstraklasie?

2 września 2019 Ligowy Bigos #18: Ekstraklasa złym terenem dla trenerów?
Łukasz Laskowski / PressFocus

Trenerzy w polskiej ekstraklasie nie od dziś mają trudne życie. Ledwo skończył się sierpień, a już wraz z Leszkiem Ojrzyńskim trzech szkoleniowców pożegnało się ze swoją posadą. Oprócz trenera Wisły Płock również Gino Lettieri i Ben van Dael szybko stracili posadę. Często można odnieść wrażenie, że trenerzy w naszej lidze są traktowani niczym popychadło. Wystarczy kilka gorszych wyników, aby szkoleniowiec stracił posadę. Większość z nich, nawet kiedy osiąga dobre rezultaty, siedzi wciąż na beczce z prochem.


Udostępnij na Udostępnij na

Wielu zagranicznych trenerów dzisiaj cieszących się solidnym nazwiskiem sparzyło się na ekstraklasie. Prezesi naszych klubów niestety nie mają cierpliwości i idą na skróty. Klub jest w kryzysie, kibice oczekują lepszych wyników, presja narasta. Wtedy najłatwiej jest po prostu zwolnić trenera i liczyć na efekt nowej miotły.

Jednak dlaczego tak się dzieje? Jak to jest, że Nenad Bjelica, uznany w Polsce za oszołoma, po odejściu z Lecha Poznań przywrócił Dinamu Zagrzeb dawny blask i mówi się o nim w kontekście objęcia reprezentacji Chorwacji? Bardzo podobna historia spotkała Dana Petrescu. Rumun został na taczkach wywieziony po sezonie z krakowskiej Wisły, a obecnie można o nim mówić jako o najlepszym trenerze w historii, który ma w CV polską ekstraklasę.

Z Dinamem po historyczną Ligę Mistrzów

Nenad Bjelica po odejściu z Lecha Poznań nie musiał długo czekać na oferty pracy. Raptem po kilku dniach Chorwat trafił do walczącego o mistrzostwo kraju Dinama Zagrzeb. Od razu wyprowadził klub z małego kryzysu i jako pierwszy trener w historii wyszedł z fazy grupowej europejskich pucharów z Dinamem. Jego osiągnięcia w stolicy Chorwacji są niepodważalne, może to tylko w Dinamie ma takie wyniki?

Otóż nic bardziej mylnego. Bjelica jako pierwszy chorwacki trener awansował do Ligi Mistrzów zarówno z klubem chorwackim, jak i zagranicznym. Dodatkowo bardzo dobrze radził sobie we włoskiej Spezii, z którą zajął 5. miejsce w Serie B, a kibice nie mogli odżałować jego odejścia. Te wyniki pokazują, że Nenad nie jest wuefistą z pierwszej łapanki. Wystarczy dać mu odpowiednie zabawki i spokój w ich układaniu.

W „Kolejorzu” natomiast trudno powiedzieć, aby dostał i spokój, i zabawki. W sezonie 2017/2018 z klubu odeszli tacy zawodnicy, jak: Jan Bednarek, Dawid Kownacki czy Tomasz Kędziora, a w ich miejsce sprowadzono Nicklasa Barkrotha, Rafała Janickiego, Vernona De Marco czy Piotra Tomasika. Niestety, z takimi personaliami nie dało się przeskoczyć pewnego pułapu. Niczym w Formule 1. Niezależnie od umiejętności bez topowego sprzętu nie pokażesz pełni umiejętności i nie będziesz bił się od tytuły. Oprócz tego zarząd zespołu nakłada na ciebie coraz większą presję, oczekując rezultatów znacznie ponad możliwości. Trudno w takim wypadku o osiągnięcie zadowalającego wyniku.

Przypadek Dana Petrescu

Wedle wielu najlepszy trener w historii polskiej ekstraklasy. Co prawda Rumun Dan Petrescu w Krakowie spędził kilka miesięcy, jednak nie przeszkodziło mu to w osiągnięciu takiego statusu. Natomiast dlaczego spędził tylko kilka miesięcy? Petrescu szybko popadł w konflikt z piłkarzami, którym nie podobały się rygorystyczne treningi Rumuna. Petrescu po siedmiu kolejkach sezonu 2006/2007 pożegnał się z Wisłą mimo dobrych wyników na krajowym podwórku. Po odejściu awansował do Ligi Mistrzów z Unireą i pracował w klubach na bliższym i dalszym Wschodzie. Obecnie trenuje CFR Cluj, z którym był o włos od awansu do Ligi Mistrzów.

Kilka lat po rozstaniu się z „Białą Gwiazdą” Dan Petrescu udzielił bardzo konkretnego wywiadu dla jednego z najbardziej znanych portali w Polsce. Dan otwarcie skrytykował wówczas polskich piłkarzy i ówczesnych graczy Wisły Kraków:

– Polscy i rumuńscy piłkarze chcą mieć przyjaznego trenera, który jest ich kolegą. Ja w moim klubie nie mam żadnych przyjaciół. Jestem przyjacielski, ale nie jestem ich przyjacielem. Rozmawiam z moimi zawodnikami. Kiedy robią coś dobrze, przyklaskuję. Kiedy robią coś źle, wtedy karcę. I co? Przez dwa lata zostaję wybierany najlepszym trenerem w Rumunii. To pokazuje, że mam rację. I jestem z tego zadowolony. W Polsce czy Rumunii piłkarze dążą do jak najlepszej znajomości z trenerem. I kiedy trener się z nimi zaprzyjaźni, przestają trenować – mówił kilka lat temu w wywiadzie dla Sportowych Faktów. Link do całości znajdziecie TUTAJ.

Czyżby Petrescu konkretnie trafił w piętę achillesową polskiej ekstraklasy? Wciąż wielu piłkarzy przyjeżdża do Polski w celu dobrego zarobku. Natomiast kiedy kilka razy kopną prosto piłkę, określani są gwiazdami ligi, stają się ulubieńcami kibiców, a nazwisko rośnie.

Portugalski wariat w Lidze Europy

Nawet taki wariat jak Ricardo Sa Pinto był w stanie awansować z SC Braga do Ligi Europy. Portugalczyk co prawda pod względem wyników wypadał w miarę solidnie, jednak o zwolnieniu zadecydował jego krnąbrny charakter. Konferencja bez wybryków Sa Pinto była konferencją straconą. Wszyscy do nich zasiadali niczym do telenoweli w oczekiwaniu na słowa Portugalczyka. I w sumie tylko z tego go zapamiętaliśmy. Jego charakter obił się w Polsce szerokim echem nawet kilka miesięcy po jego odejściu z Legii. Ricardo Sa Pinto został wyproszony z samolotu, po czym wszczął sprzeczkę z pracownikami znajdującymi się na pokładzie. Wszystko przez to, że chciał mieć rozłożone nogi! Ten to dopiero jest ananas…

Natomiast cesarzowi trzeba oddać, co cesarskie. W kwalifikacjach do Ligi Europy wraz z SC Braga wyeliminowali duńskie Broendby i Spartak Moskwa. Jedna z najlepszych drużyn w Portugalii teraz spróbuje podbić europejskie puchary. Jednak czy uda jej się to osiągnąć z tym jakże charyzmatycznym trenerem? Czas pokaże.

Quid autem, ekstraklaso?

No właśnie, co teraz, ekstraklaso? Oto jest pytanie. Ledwo skończył się sierpień, a z klubami pożegnało się już trzech trenerów. Najpierw przez problemy osobiste odszedł Leszek Ojrzyński, a po 7. kolejce stołki stracili Gino Lettieri i Ben van Dael.

Posada Gino już od dłuższego czasu była zagrożona. Kontrowersyjny Niemiec nie był szczególnie lubiany przez kibiców, czemu dowodziły przyśpiewki na Suzuki Arenie w meczu przeciwko Jagiellonii. Natomiast oddać mu trzeba jedno. Mimo iż jest świrem, wyniki robił ponad stan. Korona, która co pół roku sprzedaje połowę składu, a prezes co pół roku zmienia koncepcję, nie jest w żadnym stopniu stabilnym klubem. Dlatego tym bardziej ukłony w stronę Gino za to, że z wagonem szrotu i bardzo przeciętnych piłkarzy był w stanie z kielczanami bić się o górną ósemkę. Jednak czy poradzi sobie w innym, zagranicznym klubie? Czas pokaże. Gino, mimo iż szalony, warsztat ma dobry i kto wie, czy któryś z zagranicznych klubów nie zaryzykuje.

Natomiast od początku pomysłem totalnie od czapy było zatrudnienie Bena van Daela. Holender w roli szkoleniowca ma doświadczenie co najwyżej tak wysokie jak przeciętny trener 1. czy też 2. ligi. Jednak Zagłębie jakimś cudem nabrało się na jego warsztat szkoleniowy i zamiast dać mu pracować z młodzieżą, z którą osiągał bardzo dobre wyniki, wrzuciło go na głęboką wodę. To niestety musiało się tak skończyć. Gdzie tu logika? Nie wiem.

Ekstraklasowi trenerzy nie mają łatwego życia. Często muszą się zmagać z uporczywymi prezesami, złymi zabawkami w postaci piłkarzy czy też ogromną presją. Dodatkowo przy najmniejszym błędzie właściciel klubu nie będzie się nawet wahać, aby ściąć twoją głowę i pozbawić trenerskiego stołka. Oczywiście są takie projekty jak Pogoń Szczecin, w której trener może pracować spokojnie, jednak jest to wyjątek od reguły.

Nawet świetnym trenerom jest bardzo łatwo sparzyć się w ekstraklasie. Niestety, wciąż jest to dla nich bardzo niewdzięczny teren, na którym zostaniesz skasowany za najmniejszą pomyłkę. Miejmy nadzieję, że zarządzający klubami PKO Ekstraklasy szybko się ockną i postawią na sprawdzonych fachowców, którzy będą cieszyli się spokojem pracy i piłkarzami na wysokim poziomie. To jest jedyny sposób, aby wyjść z zapaści, w której się obecnie znajdujemy.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski