Adam Kszczot i Marcin Lewandowski. Złoty i srebrny medalista zakończonych niedawno mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Wybitni sportowcy. Jednak sportowcy, którzy wręcz krzyczą: „Spójrzcie na nas! Jesteśmy! Istniejemy! Osiągamy sukcesy!”. O co dokładnie chodzi?
Tuż przed mistrzostwami Europy w lekkiej atletyce Marcin Lewandowski, mistrz Europy na 800 metrów z 2010 roku, na swoim profilu na Facebooku udostępnił post o następującej treści:
No i zaczynamy zabawę. Jutro eliminacje na 800m Mistrzostw Europy w Amsterdamie. Ciekawe czy ktoś w PL ma z tego powodu flagę na aucie?? A może ktoś wziął wolne w pracy żeby zobaczyć najlepszych Polskich lekkoatletów w akcji?? W sumie po co…mamy w naszej reprezentacji tylko Mistrzów Świata i Rekordzistów Świata, nic wielkiego :) Marcin Lewandowski na swoim profilu na Facebooku
Kilka dni po udanych dla polskich lekkoatletów mistrzostwach (pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej) w podobnym tonie wypowiadał się Adam Kszczot – złoty medalista mistrzostw na tym samym dystansie. W wywiadzie, którego udzielił on portalowi Sport.pl, stwierdził między innymi, że przeciętny kibic nie docenia sukcesów w dyscyplinach innych niż piłka nożna. Ale drodzy Panowie, czy rzeczywiście powinniście czuć się aż tak pokrzywdzeni?
Przede wszystkim: piłka nożna to najbardziej popularny sport na świecie. Nie ma z tym żadnej dyskusji. Na to pierwsze miejsce na podium nie wskoczyła wczoraj. To proces, który trwał długie lata. Piłka nożna emocjonuje ludzi na całym świecie od pokoleń. Nie jest to Wasza wina, a tym bardziej nie jest to wina kibiców. Czy przekonywanie kogoś, żeby zjadł kanapkę, kiedy ma ochotę na pizzę, ma sens? Nie możecie zmusić kogoś, by interesował się sportem, który uprawiacie. Tak nie wypada.
Adam Kszczot we wspomnianym wywiadzie stwierdził, że nie domaga się sławy. Czego w takim razie się Pan domaga, Panie Adamie? Czy wyrzuty, że w jakiejś telewizji mówiono o tym, że piłkarze zjedli śniadanie, nie podchodzi delikatnie pod zazdrość?
Stwierdza Pan, że chcielibyście, żeby Wasz sport był jak najbardziej widowiskowy. Nie oszukujmy się. Nie jest. Biegniecie w kółko. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. W piłce nożnej są emocje, rywalizacja, która trwa cały rok, bezpośrednie starcie z rywalem. Jeśli chodzi o „królową sportu” nikt nie owija w bawełnę. Liczą się starty na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata czy mistrzostwach Europy. Sami nawet tego nie ukrywacie. W sezonach olimpijskich czy mistrzowskich starty w mitingach czy pucharach świata są jedynie dodatkiem, formą treningu. Po nieudanych występach na takich zawodach z ust lekkoatletów często słychać, że to igrzyska/mistrzostwa są głównym celem, inne występy to tylko forma przygotowań, że forma musi przyjść w odpowiednim momencie. Przepraszam, ale do cholery, czy Wy sami sobie nie zaprzeczacie?











