Legia Warszawa z siódmym tytułem po siedmiu latach oczekiwania


Wspominamy sezon 2001/2002

19 marca 2020 Legia Warszawa z siódmym tytułem po siedmiu latach oczekiwania

Sezon 2001/2002, Polska, ekstraklasa. Dziwny podział na dwie grupy w rundzie zasadniczej, a później grupę mistrzowską i spadkową w rundzie finałowej. Występy na najwyższym szczeblu KSZO Ostrowiec Świętokrzyski czy RKS-u Radomsko. Nostalgia. Mistrzostwo kraju zdobyte przez warszawską Legię… wracamy do przeszłości, wspominając stare dzieje!


Udostępnij na Udostępnij na

Koniec XX i początek XXI wieku to w piłce już czasy zamierzchłe. W futbolu lata mijają straszliwie szybko, a to, co działo się 17 wiosen wstecz, nazwać można na przykład prehistorią. Dlaczego? Ano choćby dlatego, że właśnie w latach 2001 i 2002 rodziło się wielu zawodników obecnych w kadrach ekstraklasowych klubów dzisiaj. Wielu młodszych fanów futbolu także nie pamięta wydarzeń z tamtego periodu, słysząc jedynie przekazy starszych kibiców. Czy nie dobrym pomysłem będzie zatem mały powrót do wspomnianej przeszłości?

Sezon 2001/2002 był w polskiej piłce kampanią dziwną z tego względu, że to właśnie wtedy wprowadzono nowe zasady rozgrywek, które nie wszystkim przypadły do gustu. Mistrzostwo zdobyli zawodnicy Legii Warszawa, a w lidze grały kluby takie jak KSZO Ostrowiec Świętokrzyski czy RKS Fameg Radomsko, ale po kolei…

Nowe zasady i beniaminek z Radomska

Na początku przypomnieć należy, że najwyższa liga piłkarska w Polsce zwana była „I ligą”, choć, jak wiadomo, nazewnictwo uległo później dość istotnej zmianie. Sezon 2001/2002 to także wprowadzenie innowacyjnego jak na tamte czasy systemu, który wyglądał następująco.

Podział na dwie grupy:

• Grupa A: GKS Katowice, Górnik Zabrze, KSZO, Odra Wodzisław, Polonia Warszawa, Wisła Kraków, Widzew Łódź, Zagłębie Lubin.

• Grupa B: Amica Wronki, Dyskobolia, Legia Warszawa, Pogoń Szczecin, Ruch Chorzów, RKS Radomsko, Stomil Olsztyn, Śląsk Wrocław.

Zespoły rywalizowały ze sobą w wyżej wymienionych grupach, grając mecz i rewanż, a po zakończeniu rundy jesiennej tabele dzielono na pół tak, że cztery pierwsze drużyny trafiały do grupy mistrzowskiej, a cztery ostatnie do spadkowej i to w nich rywalizowały ze sobą wiosną. Co więcej, od zdobytych jesienią punktów odejmowano 50%. System otrzymał sporą dawkę krytyki, nowe zasady nie przypadły wielu do gustu, ale skoro mus to mus. Grano (choć w następnej kampanii zrezygnowano z tego pomysłu).

Nowością – prócz rzecz jasna nowego formatu rozgrywki – był także jeden z beniaminków, bo do I ligi zawitał po raz pierwszy w swojej historii. Mowa o RKS-ie Radomsko, który jednak długo w niej nie zagościł (spadł po barażu w tym samym sezonie, w przedziwnych okolicznościach i zamieszaniu z nieuprawnionym graczem reprezentującym Szczakowiankę Jaworzno). RKS rywalizował w grupie B z Legią, późniejszym mistrzem Polski, i to właśnie na zdobywcy tytułu chcemy skupić się w dalszej części tekstu.

Legia Warszawa: transfer „Vuko” i remis z Valencia CF

W czerwcu 2001 roku w Warszawie zmieniono nazwę klubu. Wcześniejszą Legię-Daewoo zamieniono na Legię Warszawa S.S.A, zwiększając także kapitał spółki, a to zapowiadało również nowe rozdanie…

Przeszły sezon „CWKS” ukończył na trzecim miejscu w tabeli, zgarniając brązowe medale mistrzostw polski. Lepsze były jedynie szczecińska Pogoń i Wisła Kraków, a cała trójka reprezentowała nasz kraj w Europie. Stołeczny klub postanowił wzmocnić swoją kadrę, a jednym z nowo pozyskanych wtedy piłkarzy był Aleksandar Vuković – legenda do dziś pracująca w Warszawie. Inni? Było ich kilku.

Latem 2001 roku w Legii doszło do małych roszad w kadrze pierwszego zespołu. Odeszli na przykład Marcin Mięciel czy Marek Citko, ale w ich miejsce przyszło paru wartościowych zawodników. To w tym czasie szeregi „Wojskowych” zasilili: wspomniany już „Vuko”, Stanko Svitlica oraz Tomasz Kiełbowicz. Były to spore wzmocnienia, co zresztą pokazać miały zbliżające się rozgrywki.

Team trenera Okuki (w klubie pojawił się w marcu 2001) nie rozpoczął ligi w mocnym stylu. Pierwsze dwa mecze to wyjazdowa porażka ze Śląskiem Wrocław i domowa z Amicą Wronki, ale po tych wpadkach „Wojskowi” ocknęli się i odprawili Ruch Chorzów, a chwilę później Etzelle Ettelburg w ramach 1/128 finału Pucharu UEFA. W lidze szło coraz lepiej, w pucharach również i w końcu doszło przy Łazienkowskiej do wielkiego meczu. W 1/32 finału wspomnianych rozgrywek europejskich na drodze stołecznego klubu stanął hiszpański potentat – Valencia CF. Pierwszy pojedynek rozgrywany 18 października 2001 roku zakończył się – bądź co bądź – sensacyjnym rezultatem, bo „Vuko” i spółka zremisowali 1:1. Gospodarze prowadzili do 61. minuty po bramce Bartosza Karwana.

Niestety w meczu rewanżowym warszawiacy musieli uznać klasę i wyższość hiszpańskich profesorów, przerywając aż 1:6. Tak zakończyła się wtedy europejska przygoda. Jednym z ważnych ogniw w maszynie Okuki był wówczas Maciej Murawski, który pod wodzą Serba imponował formą. Postanowiliśmy zapytać popularnego „Murasia” o to, jak wspomina tamte spotkania…

Mieliśmy fajną grupę zawodników, którzy nie bali się ciężkiej pracy, a u trenera Okuki lekko nie było. Finalnie dało to nam upragniony tytuł, który Legia zdobyła po kilku latach. Było kilka meczów, które zapamiętałem. Rewanż w Walencji, na który po pierwszym meczu w Warszawie jechaliśmy z dużymi nadziejami, ale mecz okazał się wielką lekcją nowoczesnego futbolu. Niestety to piłkarze Valencii okazali się nauczycielami. Pierwszy raz w życiu czułem się na boisku bezradny, miałem wrażenie, że na murawie jest ich dwunastu – opowiada 6-krotny reprezentant Polski.

Punkt przewagi nad Wisłą Kraków dający mistrzostwo 

W lidze legioniści radzili sobie bardzo dobrze, zajęli pierwsze miejsce w Grupie B, awansując do tej mistrzowskiej. Tam głównym rywalem warszawskiej ekipy była Wisła Kraków i to między tymi drużynami miały rozstrzygnąć się losy tytułu.

To był dziwny sezon, zaczęliśmy od dwóch porażek, wielu uważało, że jesteśmy słabi, ale my po tych dwóch meczach byliśmy pewni, że to był przypadek.Maciej Murawski

To był dziwny sezon, zaczęliśmy od dwóch porażek, wielu uważało, że jesteśmy słabi, ale my po tych dwóch meczach byliśmy pewni, że to był przypadek. W sumie przegraliśmy trzy mecze w całym sezonie, w tym dwa ze Śląskiem Wrocław, który paradoksalnie spadł z ligi. Podział na grupy mi się nie podobał, z niektórymi zespołami nie zagraliśmy ani razu, pod tym względem był to dziwny sezon. Doszedł jeszcze podział punktów, który dla mnie zawsze jest trochę niesprawiedliwy – mówi Murawski.

Wiosna, w grupie mistrzowskiej Legia nie przegrała ani jednego meczu, co trzykrotnie przytrafiło się Wiśle. Gracze z Łazienkowskiej notowali jednak sporo remisów, czasem wydawali się zablokowani i spięci. Tak ze swojej perspektywy widział to Maciej Murawski: – Innym szczególnym meczem z tego sezonu był rewanż w Krakowie z Wisłą, po którym czuliśmy, że jesteśmy bardzo blisko tytułu. Mecz z Odrą Wodzisław w Warszawie, który dał nam mistrzostwo, był meczem słabym. Graliśmy tak, jakbyśmy mieli zaciągnięty hamulec ręczny. Grając w tym meczu, czułem sporą presję, widać było, że pętało nam to nogi, ale remis dał nam mistrzostwo i ogromną satysfakcję, choć… nie był to dobry mecz.

Ostatecznie berło po siedmiu latach wróciło do Warszawy, a Legia zakończyła rozgrywki z punktem przewagi nad Wisłą. Piłkarze wraz z kibicami mogli cieszyć się z siódmego w historii klubu tytułu mistrza Polski w przedostatnim meczu sezonu, w których ich przeciwnikiem była Odra Wodzisław (pamiętacie?!).

Liderzy w każdej formacji 

Legia Warszawa w sezonie 2001/2002 dysponowała bardzo mocną jak na polskie warunki kadrą zespołu. Trzon tworzyli mocno doświadczeni ligowcy, piłkarze mający zagraniczne kluby w CV i reprezentanci Polski. Dochodziło do tego kilku świetnych obcokrajowców i właśnie tak powstawał zwycięski team.

Bramkarze? Wojciech Kowalewski i Artur Boruc jako zmiennik. Obrońcy? Jacek Zieliński, Marek Jóźwiak czy Tomasz Kiełbowicz. Pomocnicy? Yahaya, Magiera, Murawski, Vuković, Karwan. Mało? No to jeszcze Svitlica, Kucharski, Piekarski, Jarzębowski i Wróblewski. Ponadto w „swoim klubie” grał również ulubieniec trybun, Wojciech Kowalczyk. Ach… z łezką w oku wspominać można czasy, kiedy występowali tacy zawodnicy. Ligowcy pełną gębą. Dodajmy do tego Frankowskiego, Kałużnego, Majdana czy Pawła Sibika… ówczesna piłka w Polsce była bardzo ciekawa, no ale… już nie wróci i żyć trzeba dalej.

Wracając do legijnej jedenastki, to najwięcej minut na boisku w omawianym sezonie spędzili odpowiednio: Tomasz Kiełbowicz, Maciej Murawski, Cezary Kucharski, Vuković, Siarhiej Amieljanczuk i Tomasz Sokołowski. Najlepszym strzelcem klubu, licząc wszystkie rozgrywki, był Cezary Kucharski, przeżywający drugą młodość (21 goli), świetnie uzupełniał się z Karwanem (12) i Svitlicą (11). Tamtejsza „L-ka” miała moc, a co więcej, cechowała ją kultura pracy wpojona przez Okukę.

Mieliśmy dobrą drużynę, w każdej formacji prawdziwych liderów: Jacek Zieliński i Jóźwiak w obronie, Murawski jako defensywny pomocnik, Vuković ofensywny, w ataku bardzo skuteczny Svitlica.Cezary Kucharski, kapitan Legii

Tamten sezon wspominam bardzo przyjemnie, bo zakończony sukcesem – mistrzostwem Polski, i to w czasach dominacji Wisły. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani fizycznie do sezonu przez Drago Okukę, graliśmy atrakcyjną piłkę, a w trudnych momentach walczyliśmy do końca, strzelając przy tym dużo bramek w końcówkach meczów. Okuka powierzył mi dużą odpowiedzialność, wybrał mnie kapitanem drużyny – co było zmianą w naszej rzeczywistości, gdzie najczęściej to drużyna wybiera. Dobrze na mnie to podziałało, odpłaciłem zaufanie dobra grą. Mieliśmy dobrą drużynę, w każdej formacji prawdziwych liderów: Jacek Zieliński i Jóźwiak w obronie, Murawski jako defensywny pomocnik, Vuković ofensywny, w ataku bardzo skuteczny Svitlica – tak sezon 2001/2002 podsumowuje dla nas kapitan tamtej Legii i jej kluczowy gracz, Cezary Kucharski.

Puchar Ligi na dokładkę

W 2002 roku „Wojskowi” okazali się najlepsi nie tylko w lidze. Do gabloty powędrował również Puchar Ligi Polskiej. Gimby nie znajo. Młodsi z kibiców pewnie nie pamiętają tych jakże atrakcyjnych rozgrywek toczących się pośród klubów I i II ligi. Co interesujące, była to ostatnia edycja rozgrywek pod tą nazwą, a później reaktywowano ją w 2006 roku.

W meczu finałowym legioniści spotkali się – no jakże z kim – z największym rywalem tamtego sezonu, „Białą Gwiazdą”. W pierwszym meczu rozgrywanym w Warszawie (grano mecz i rewanż) Legia pokonała Wisłę gładko, bo 3:0. W Krakowie Kucharski i spółka ulegli wiślakom minimalnie (1:2) i zostało im cieszyć się ze zdobycia podwójnej korony!

Komentarze
Seba (gość) - 3 tygodnie temu

Fajnie wrócić w tamte czasy. Teraz już nie ma takich piłkarzy tylko torebeczki. Żyleta!!!!!!!!!!!!!!!

Odpowiedz
Mirmas (gość) - 3 tygodnie temu

To było idiotyczne jeśli chodzi o podział na grupy. Zero pomysłu na ligę zresztą teraz jest tak samo.
Pamiętam także ta aferę z RKS Radomsko. To był skandal no ale jeszcze wtedy opinia publiczna tylko domyślała się o piłkarskim pokerze i totalnej korupcji a wszystko miało wyjść dopiero za 4 lata. RKS Radomsko powinno mieć walkowera a PZPN stwierdził że przepisy do tej sytuacji się nie odnoszą. Radomsko wtedy 51 tys miasto nie miało szans na przebicie stawki przy zielonym stoliku. Dobrze że te czasy korupcji lajdactwa w PZPN minęły. Legia teraz będzie mistrzem bo na to zasługuje. A klubom z takich małych miast jak Radomsko Mielec Bełchatów trzeba pomagać a nie je niszczyć.

Odpowiedz
Branko (gość) - 3 tygodnie temu

To był cyrkowy sezon. Szczególnie występy Szczakowianki w barażach i historia Rasica. PZPN jaki był wtedy taki jest teraz więc akurat to się nie zmieniło

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze