Legia pozostanie liderem. Górnik Zabrze 1:2 Legia Warszawa


Stołeczny klub pokonał zabrzan i zachował czołową lokatę w lidze

27 lutego 2021 Legia pozostanie liderem. Górnik Zabrze 1:2 Legia Warszawa
Dawid Szafraniak

Początek tego sezonu zdecydowanie należał do Górnika Zabrze. Drużyna Marcina Brosza pokonała Legię przy Łazienkowskiej – Górnik nie dokonał tego od 23 lat! Mimo tego na sobotni wieczór zabrzanie nie mogli spoglądać z optymizmem. W międzyczasie dość sporo się zmieniło, Legia złapała formę, a Górnik miał problemy nawet z teoretycznie najsłabszymi rywalami.


Udostępnij na Udostępnij na

Dobitny tego przykład zobaczyliśmy już w czwartej minucie. Górnik konstruował akcję – bardzo nieskładnie – kiedy Jesus Jimenez niedokładnie zgrał piłkę, warszawiacy w kilkanaście sekund, dzięki kilku podaniom, znaleźli się pod bramką zabrzan. Do piłki wyszedł Martin Chudy, jednakże Bartosz Kapustka nie mógł nie wykorzystać sytuacji sam na sam z golkiperem.

Gdzie się podział stary Górnik?

Zabrzanie w tym sezonie przeszli na nowy system, czym chyba zaskoczyli rywali. Pierwsze mecze tego sezonu można nazwać prawdziwym pokazem, zawodnicy grali jak prawdziwi wirtuozi. Wszystko bardzo szybko zaczęło się sypać, a zespół Górnika stracił swój błysk, zaczęły się problemy przede wszystkim w defensywie. W tym roku, w każdym z pięciu rozegranych spotkań (4 ligowe + Puchar Polski), Górnik tracił bramki. Łączny bilans drużyny to 6 bramek strzelonych do 10 straconych.

Zabrzanie w ofensywie często nie mają pomysłu na to, jak rozwiązać akcje. Choć graczy ofensywnych w stosowanej formacji nie brakuje, bo do wykorzystania jest dwóch napastników, dwóch ofensywnych pomocników, szeroko ustawieni wahadłowi… Patrząc na ten sezon ogółem, Górnik wcale nie radzi sobie najgorzej w ofensywie. W czym tkwi więc problem Górnika?

Zabrzanie często grają „na strzelenie jednej bramki”. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby Górnik faktycznie pokonywał swoich rywali jedną bramką. Tak się jednak nie dzieje, bo zespół traci dużą ilość bramek. Chcąc grać wysoko i stosując pressing, Górnik odsłania tyły, a większość rywali w lidze nauczyła się już wykorzystywać słabości drużyny Marcina Brosza.

Legia wraca na szczyt

Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do warszawskiej Legii. Stołeczny klub w poprzedniej kolejce zdołał przesunąć się w ligowej tabeli na fotel lidera. Choć podopieczni Czesława Michniewicza nie najlepiej weszli w ten sezon, wraz z jego postępem tylko nabierali rozpędu. W Zabrzu drużynie Legii nie przeszkadzał nawet fakt, że ekipa przyjechała bez najlepszego strzelca. Tomas Pekhart, który w obecnie trwającej kampanii zdobył aż 15 bramek, nie pojechał na mecz z Górnikiem. Powodem okazała się kontuzja, przez którą napastnik odczuwa ból w nodze – tym samym musiał nieco odpocząć.

Kolejne 30 minut to dość sporo przepychanek w środku pola, wiele strat i o wiele mniejsza przewaga Legii. Górnik dochodził do groźnych sytuacji, brakowało jednak dobrego uderzenia, ostatniego, celnego podania. Pod bramką gości robiło się jednak coraz goręcej. W samej końcówce Górnicy wywalczyli rzut karny, którego sprokurował Mateusz Wieteska. Jesus Jimenez podszedł do jedenastki i pewnie wykorzystał sytuację, w której się znalazł. Druga połowa zwiastowała zatem 45. minut walki.

Młodzieżowiec w akcji

Tuż po wznowieniu gry przyszedł czas na zmiany w obu zespołach. Na boisku pojawił się długo wyczekiwany przez kibiców Górnika Richmond Boakye. Od początku starcia dość obficie sypały się żółte kartki, a niektóre wejścia wyglądały naprawdę groźnie. Po stronie Legii na murawie ujrzeliśmy młodzieżowca – Kacpra Kostorza.

Druga część gry, przynajmniej z początku, niespodziewanie mijała pod małe dyktando Górnika. Legia w pierwszych kilkunastu minutach miała problemy z jakimkolwiek zagrożeniem bramki rywala. Ze strony zabrzan zaś pojawiło się kilka strzałów, jednak dawać o sobie znać poczęły znane demony – niecelność i nieskuteczność nawet z niewielkiego dystansu. Zabrzanie zdecydowanie powinni popracować nad strzałami sytuacyjnymi.

Z biegiem czasu widzieliśmy coraz mniej gry kombinacyjnej – wiele dośrodkowań, niedokładności, przewinień. Podobnie, jak w pierwszej połowie zabrzanie dali się nadziać na bardzo groźną kontrę. Kacper Kostorz dobrze zabrał się z piłką, wkręcił obrońcę w ziemię, pokonał Martina Chudego, a Legia znów znalazła się na prowadzeniu. Dla 21-latka był to drugi mecz w barwach Legii i pierwszy gol w ekstraklasie.

Górnik nie zagrał słabego meczu, jednak Legia okazała się lepsza. To już ósma porażka drużyny Marcina Brosza. O porażce zdecydowała – po raz kolejny – niefrasobliwość w obronie i nieskuteczność w ataku.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze