Dzisiejsze starcie śmiało można nazwać hitem kolejki. Spotkały się zespoły, które zajmują wysokie lokaty w tabeli. Raków okupuje ostatnie miejsce podium, a Legia czai się za plecami liderującej Pogoni Szczecin. Obie drużyny dzielił zaledwie jeden punkt, dlatego mecz należał do bardzo istotnych dla jednej i drugiej. Świętować mogą w Warszawie, ponieważ odnieśli zasłużone i wypracowane zwycięstwo.
W mroźnej Warszawie temperaturę podgrzewała waga tej konfrontacji. Pół roku temu, po dobrym widowisku na inaugurację sezonu 2020/2021, w Bełchatowie triumfowała Legia. Na rewanż fani zacierali ręce, ponieważ liczyli na równie przyjemną dla oka grę.
Bez filarów w obronie
Brak w składzie Tomasa Petraska, jednego z najlepszych defensorów ligi i podpory Rakowa, nikogo nie dziwi. Minie trochę czasu, zanim Czech powróci do składu drużyny. Jednak formację defensywną częstochowianie dodatkowo przemeblowali. Jednym z trzech obrońców został długo niegrający Daniel Mikołajewski. To on u boku Andrzeja Niewulisa oraz Petra Schwarza miał neutralizować ataki warszawskiej Legii. Jest to swoista wymiana jeden do jednego, młodzieżowiec za młodzieżowca, ponieważ Mikołajewski zastąpił Kamila Piątkowskiego. Obrońcę wykluczył z gry lekki uraz.
Warszawska drużyna starała się zaskoczyć czymś przyjezdnych z Częstochowy. Legioniści wyszli w ustawieniu trójką obrońców, podobnie jak zawsze gra Raków. Na wahadłach grali Filip Mladenović i Paweł Wszołek, którzy musieli dawać coś z przodu i także pomagać w destrukcji. Nie jest to łatwa formacja, jednak zawodnicy Czesława Michniewicza odważnie podjęli się gry w taki sposób. Oni też do meczu z Rakowem przystępowali bez podstawowego obrońcy. Absencja Igora Lewczuka spowodowana była kontuzją mięśnia czworogłowego uda.
Przewaga Legii
Blisko było, aby już w pierwszych minutach gry Legia stanęła przed możliwością zdobycia bramki. Po jednej z akcji w polu karnym Rakowa sędzia wskazał na jedenasty metr. Początkowo miała to być ręka u któregoś z zawodników trenera Papszuna. Jednak po szybkiej wideoweryfikacji arbiter spotkania cofnął wcześniejszą decyzję i nie było mowy o rzucie karnym. Futbolówka trafiła najpierw w łokieć Tomasa Pekharta. Chwilę później miała miejsce bliźniacza sytuacja w drugą stronę. Tym razem nie została podyktowana „jedenastka” dla Rakowa.
W początkowych minutach z obu stron nie było zagrożenia bramki. Dominik Holec i Artur Boruc nie byli często zmuszani do interwencji. Im dłużej trwał mecz, tym drużyny coraz bardziej się rozkręcały i śmielej budowały swoje akcje. Legioniści kilka razy sprawdzili strzałami z dystansu umiejętności golkipera przeciwników. Aż w końcu po podaniu ze skrzydła Pawła Wszołka Luquinhas otworzył wynik spotkania strzałem z bliska. Gol został szczególnie celebrowany. Brazylijczyk w boiskowy sposób pokazał światu, że spodziewa się dziecka. Po objęciu prowadzenia coraz bardziej zarysowywała się przewaga gospodarzy.











