W rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski Olimpia Grudziądz na własnym boisku przegrała z Legią Warszawa 1:2. Kibice zgromadzeni na stadionie i przed telewizorami byli świadkami dobrego spotkania, w którym pierwszoligowiec grał otwartą grę z liderem T-Mobile Ekstraklasy.
Mecz mógł bardzo dobrze rozpocząć się dla gospodarzy. W 3. minucie dośrodkowanie z lewego skrzydła strzałem głową zamykał Rogalski, jednak jego strzał był minimalnie niecelny. Kilkanaście centymetrów w bok, a Skaba nie miałby nic do powiedzenia. Już dwie minuty później po akcji prawym skrzydłem strzał oddał Kłus – ponownie jednak zabrakło celności. Legioniści natomiast powinni wyjść na prowadzenie w 8. minucie. Najpierw z dystansu uderzał Brzyski, ale piłkę za boisko sparował Wróbel. Po wrzutce z rzutu rożnego strzał głową oddał Saganowski, piłka trafiła w poprzeczkę i spadła pod nogi Vrdoljaka, ale Chorwat nie potrafił pokonać golkipera Olimpii. Spotkanie w Grudziądzu było bardzo żywe i żadna z drużyn nie zamierzała się oszczędzać.

Kolejna dobra okazja na zdobycie gola na zakończenie pierwszego kwadransa gry. Z linii pola karnego uderzał Cieśliński. Piłkarz Olimpii był zupełnie niekryty, ale nie zdołał pokonać Skaby. Z drugiej strony bardzo aktywny był Kucharczyk, który chciałby w końcu przekonać do siebie trenera Urbana, by dawał mu więcej szans na pokazanie się. Jego ambitna postawa nie przekładała się jednak na zdobycz bramkową. Po 30. minutach wynik nadal był bezbramkowy.
Cztery minuty później swojego premierowego gola w barwach Legii mógł strzelić Jodłowiec, ale jego strzał z kilku metrów został skutecznie zalokowany. Po 120 sekundach w jeszcze lepszej sytuacji znalazł się Kucharczyk po bardzo dobrym zagraniu od Gola, jednak 22-latek przegrał pojedynek sam na sam z Wróblem. Pierwszą połowę pucharowego meczu Olimpii oglądało się bardzo dobrze, mimo że przez 45 minut żadne bramki nie padły.
Już w po kilkunastu sekundach po wznowieniu meczu Dwaliszwili powinien był wyprowadzić Legię na prowadzenie. Znakomicie na prawym skrzydle spisał się Radović i po ograniu obrońcy Olimpii dokładnie zacentrował w pole karne, a pozbawiony opieki Gruzin oddał strzał – piłka jednak nie wpadła do bramki. W 52. minucie ponownie pokazał się Kucharczyk. Skrzydłowy gości zdecydował się na strzał ze sporej odległości, a piłka przeleciała tuż obok spojenia słupki z poprzeczką. Lider ekstraklasy zintensyfikował swoje ataki i coraz częściej gościł w polu karnym Olimpii.












