Do Gdańska przyjechała wczoraj Barcelona. Nie ta wielka Barcelona, bo w składzie Katalończyków zabrakło Puyola, Xaviego, Iniesty, Pique i wielu innych gigantów futbolu. Nieobecność gwiazd zupełnie nie przeszkadzała fanom, którzy szykowali się na to spotkanie od dłuższego czasu. Euforia? Ekstaza? Można szukać różnych określeń do nazwania tego, co opanowało kibiców, ale nic nie odda tego, co można było zobaczyć na żywo.
Już przejeżdżając przez miasto, można było zobaczyć, że w Gdańsku dzieje się coś niezwykłego. Kibice poubierani w koszulki Barcelony gromadzili się na przystankach, można było ich też zobaczyć w przejeżdżających tramwajach, znaleźć w lokalach gastronomicznych, spotkać na ławce w parku, byli oni dosłownie wszędzie. Często razem z nimi można było spotkać kibica Lechii Gdańsk, który dumnie eksponował biało-zielone barwy. Atmosfera dobrej zabawy była wszechobecna i rosła z minuty na minutę, jednak nie we wszystkich rosły pozytywne emocje. Kilka osób bez skutku krążyło wokół stadionu w poszukiwaniu biletów, ale nikt nie chciał im odstąpić swojej wejściówki, nawet w przypadku dwukrotnej przebitki.
Kibice postawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Chcieli godnie przywitać gości z Barcelony i trzeba przyznać, że stanęli na wysokości zadania. Ogromna flaga wywieszona na początku spotkania robiła wrażenie. Imponujący był też doping, który momentami wydawał się głośniejszy niż na meczach reprezentacji Polski. Chóralne okrzyki „Messi, Messi”, przy których kibice oddawali pokłony argentyńskiemu bogowi futbolu, przyprawiały momentami o gęsią skórkę.
Nie inaczej było w przypadku Neymara. Kiedy Brazylijczyk zaczął się rozgrzewać, fani natychmiast zareagowali głośnymi okrzykami. Widok kamerzysty, który nie odstępował Brazylijczyka na krok podczas rozgrzewki, ukazał fanom nieco inny obraz futbolu niż ten, który widzimy w telewizji. A kiedy Brazylijczyk już się uwolnił od kamerzysty, uciekając przed nim na boisko, dostał kolejną potężną owację od polskich fanów Barcelony.
Zahipnotyzowani obecnością Leo Messiego i spółki, polscy kibice w pewnym momencie zapomnieli, że na boisku grała polska drużyna. Po zdobyciu drugiej bramki przez gdańszczan fani zachowali się, jakby ktoś wyrządził im krzywdę. Oczywiście część z nich, również tych w koszulkach Barcelony, cieszyła się z zaskakującego zbiegu okoliczności, ale byli też tacy, którym wydawało się, że ich świat właśnie legł w gruzach. Trochę to dziwne jak na moje oko zachowanie, bo przecież wszyscy powinniśmy się cieszyć, że nasi rodacy grali jak równy z równym z jedną z najlepszych drużyn świata.
Wynik w tym przypadku był sprawą drugorzędną. Dla wszystkich ten mecz był wielkim świętem i właśnie ono było najważniejsze. Jednak trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że piłkarze Lechii rozegrali całkiem dobre zawody i remis 2:2 można uznać za zasłużony. A więc gdańskie igrzyska można określić jako bardzo udane. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia i przy następnej okazji liczymy na równie udane święto.










