Lech Poznań od lat zasila swoją kadrę młodymi graczami, których wypożycza w celu ogrania. Tego typu chrzest bojowy przeszli w przeszłości chociażby Jan Bednarek czy Jakub Moder. Sezon na wypożyczeniu spędził również grający w Lechu obecnie Filip Szymczak. Jak więc wygląda obecnie sytuacja Lecha w związku z wypożyczonymi graczami? Mają szansę zaistnieć już w rozgrywkach 2023/2024?
Jeśli chodzi o ten sezon, w Lechu Poznań nie możemy mówić o urodzaju w kwestii wypożyczonych piłkarzy. Po zakończeniu rozgrywek do Poznania wrócą Maksymilian Pingot, Krystian Palacz, Antoni Kozubal i Krzysztof Bąkowski. Warto też w tym miejscu nadmienić, że żaden z nich nie został wypożyczony przed sezonem, wszyscy trafiali do nowych ekip zimą. O ile w przypadku Pingota rozumiemy to, bo były problemy na jego pozycji, o tyle pozostali mogliby spędzić na wypożyczeniu cały sezon. Sprawdźmy więc, jakie role odgrywają w klubach, do których są wypożyczeni.
Maksymilian Pingot – będzie grał więcej
Gdy Lech Poznań miał na początku pracy Johna van den Broma problemy z obsadzeniem środka obrony, Maksymilian Pingot dostawał sporo szans. Nie prezentował się zbyt dobrze. Wobec tego, gdy problemy już zostały rozwiązane, nie grał – od sierpnia do końca roku zagrał tylko w Pucharze Polski. Oczywiste było, że zimą zostanie wypożyczony, choć przebąkiwało się o tym jeszcze pod koniec sierpnia. Wtedy zdecydowano się go pozostawić, ale ostatecznie w styczniu przeniósł się do Odry Opole.
Tam nie wyglądało to zbyt obiecująco i w pierwszych pięciu meczach nie powąchał murawy, w jednym z nich nie znalazł się nawet w kadrze meczowej. Jednak w kolejnych dwóch, czyli ostatnich do tej pory, rozegrał dwa razy pełne 90 minut. Przede wszystkim nie popełniał takich błędów w obronie, jak robił to chociażby jego kolega Łukasz Kędziora, który momentami zachowywał się irracjonalnie w meczu z Arką Gdynia. Sprawia to, że Pingotowi zdecydowanie bliżej do regularnych występów.
Antoni Kozubal – poniżej oczekiwań
Z Antonim Kozubalem na pewno wiążę się w Lechu duże nadzieje. Jesienią dostawał parę szans w pierwszej drużynie, jednak nie były one w zbyt dużym wymiarze czasowym i po prostu nie były to na razie występy na poziomie, którego oczekiwano by od zawodnika „
Kolejorza”. Wypożyczenie było więc logiczną opcją, jednak pytanie, czy młody pomocnik nie mógł zostać wypożyczony wcześniej. Skoro nie dostawał wielu szans w pierwszym zespole Lecha, to lepiej by było, gdyby od lata zszedł do ligi niżej w poszukiwaniu gry. Choć z obecnej perspektywy wypożyczenie nie okazało się świetnym rozwiązaniem.
Kozubal dostał tylko 12 minut w przegranym meczu z Resovią. Nie zagrał ani specjalnie dobrze, ale bardzo źle też nie było. Można by więc się spodziewać, że będzie dostawał więcej okazji. Niestety niekorzystna dla niego jest sytuacja GKS-u Katowice, który jest w słabej formie i musi wystawiać najlepszy możliwy skład, żeby nie zbliżyć się niebezpieczniej do strefy spadkowej.
– Niestety, Antoni Kozubal mocno rozczarowuje. Rozegrał do tej pory tylko kilkanaście minut w przegranym 0:1 meczu z Resovią. Jasne, to wciąż młody chłopak, który w tym roku skończy 19 lat, ale powinniśmy wymagać od niego więcej, zwłaszcza że pamiętamy określanie go mianem „młodego Tiby”. Kozubal będzie musiał spróbować innego kierunku w kolejnym sezonie i tym razem już będzie musiał się przebić, żeby mieć szansę zaistnieć w Lechu Poznań – komentuje dla iGola Dominik Stachowiak, redaktor naczelny serwisu PolskaPiłka.pl oraz komentator radia Gol.
Krystian Palacz – umiarkowanie dobrze
Spośród graczy z pola wypożyczonych z Lecha Krystian Palacz jak na razie otrzymywał najwięcej szans. Wystąpił łącznie w pięciu spotkaniach, w których zebrał 239 minut. Na początku dostał minutę w meczu Sandecji Nowy Sącz z Resovią, potem dostał dwie okazje do gry w okolicach 30 minut i zaprezentował się na tyle dobrze, że w spotkaniu z GKS-em Tychy rozegrał pełne 90 minut. Później nie wystąpił, bo kilka dni wcześniej pojawił się w meczu reprezentacji młodzieżowej. W meczu z Chrobrym Głogów, już po powrocie z reprezentacji, ponownie otrzymał okazję do gry i spędził na boisku 90 minut. Boczny pomocnik, bo tak gra w Sandecji, nie notuje jednak liczb.
– Na ten moment niemal pewne jest, że każdy z tej czwórki nie będzie miał miejsca w pierwszej jedenastce Lecha. Myślę jednak, że swoją szansę może otrzymać Krystian Palacz. Pedro Rebocho nie będzie zawsze grał wszystkiego, a w obliczu niewiadomej, jaką po kontuzji jest Barry Douglas, warto będzie mieć ogranego na zapleczu ekstraklasy zmiennika. Szans będzie trzeba też upatrywać w Pucharze Polski, o ile Lech Poznań w tych rozgrywkach zagości dłużej niż w obecnym sezonie – twierdzi Stachowiak.
Krzysztof Bąkowski – dobry prognostyk
W lecie nie został wypożyczony nigdzie, pozostawiono go w Lechu, co od początku nie wydawało się dobrą decyzją. Już z dzisiejszej perspektywy wiemy, że w pierwszej drużynie nie grał, więc wypożyczyć go można było wcześniej. Nie jest to jednak sytuacja aż tak klarowna, bo wiadomo, że wtedy w Lechu był zamęt i trener van den Brom musiał dostać czas, aby rozeznać się w temacie zawodników. Bąkowski jest pierwszym bramkarzem, bramki oczywiście traci, ale nie popełnia większych błędów. Jego postawę możemy oceniać jak najbardziej pozytywnie. Choć Lech Poznań nie skorzysta z niego w przyszłym sezonie na pozycji pierwszego bramkarza, za parę sezonów może się takim stać.
– Wydaje się, że najwięcej znów zyskał Krzysztof Bąkowski. Teraz trafił do wyżej notowanej drużyny niż wcześniej (Stomil Olsztyn) i prezentuje się naprawdę nieźle. Stal walczy o baraże, więc teraz „Bączek” tym bardziej będzie miał coś do udowodnienia. Cieszy też, że ostatnie dwa mecze Sandecja Nowy Sącz, w których zagrał Krystian Palacz, były dla niego występami od deski do deski, w pełnym wymiarze czasowym. Zwrócił również na siebie uwagę Michała Probierza, który powołał go do kadry U-21 – ocenia Dominik Stachowiak.
* * *
– Myślę, że w początkowym założeniu ci zawodnicy mieli realnie pomóc rezerwom w nabiciu punktów w 2. lidze. Przecież w zeszłym sezonie ci sami zawodnicy byli ważnymi ogniwami zespołu, który walczył o awans. Może też John van den Brom chciał przypatrzeć się piłkarzom, których przecież dopiero poznawał.
– Uważam, że dobrym ruchem było wypożyczenie całej czwórki. Dobrze jest móc sprawdzić się w realiach 1. ligi. Zawodnicy, którzy przeskoczyli z 2. ligi na wyższy szczebel, sami często wspominają, że różnica poziomu jest duża. Do tego to też swego rodzaju sprawdzian dojrzałości. Trzeba udowodnić swoją wartość w nowym otoczeniu, wpasować się do nowej szatni. Młodzieżowcy Lecha pokazywali w ubiegłych sezonach, że wypożyczenie to podstawa modelowej kariery. Z piłkarzy, którzy z „Kolejorza” wypłynęli na europejskie boiska, takiej drogi nie przeszedł właściwie tylko Jakub Kamiński, a kilka lat wcześniej Karol Linetty. Osobiście jestem za tą drogą rozwoju, nawet jeśli zawodnik ma się odbić od ściany. W takim wypadku ambitny piłkarz za rok spróbuje jeszcze raz i jeśli ma talent, da sobie radę. Mniej ambitny przepadnie – podsumowuje.
Lech Poznań od lat zasila swoją kadrę młodymi graczami, których wypożycza w celu ogrania. Tego typu chrzest bojowy przeszli w przeszłości chociażby Jan Bednarek czy Jakub Moder. Sezon na wypożyczeniu spędził również grający w Lechu obecnie Filip Szymczak. Jak więc wygląda obecnie sytuacja Lecha w związku z wypożyczonymi graczami? Mają szansę zaistnieć już w rozgrywkach 2023/2024?
Jeśli chodzi o ten sezon, w Lechu Poznań nie możemy mówić o urodzaju w kwestii wypożyczonych piłkarzy. Po zakończeniu rozgrywek do Poznania wrócą Maksymilian Pingot, Krystian Palacz, Antoni Kozubal i Krzysztof Bąkowski. Warto też w tym miejscu nadmienić, że żaden z nich nie został wypożyczony przed sezonem, wszyscy trafiali do nowych ekip zimą. O ile w przypadku Pingota rozumiemy to, bo były problemy na jego pozycji, o tyle pozostali mogliby spędzić na wypożyczeniu cały sezon. Sprawdźmy więc, jakie role odgrywają w klubach, do których są wypożyczeni.
Maksymilian Pingot – będzie grał więcej
Gdy Lech Poznań miał na początku pracy Johna van den Broma problemy z obsadzeniem środka obrony, Maksymilian Pingot dostawał sporo szans. Nie prezentował się zbyt dobrze. Wobec tego, gdy problemy już zostały rozwiązane, nie grał – od sierpnia do końca roku zagrał tylko w Pucharze Polski. Oczywiste było, że zimą zostanie wypożyczony, choć przebąkiwało się o tym jeszcze pod koniec sierpnia. Wtedy zdecydowano się go pozostawić, ale ostatecznie w styczniu przeniósł się do Odry Opole.
Tam nie wyglądało to zbyt obiecująco i w pierwszych pięciu meczach nie powąchał murawy, w jednym z nich nie znalazł się nawet w kadrze meczowej. Jednak w kolejnych dwóch, czyli ostatnich do tej pory, rozegrał dwa razy pełne 90 minut. Przede wszystkim nie popełniał takich błędów w obronie, jak robił to chociażby jego kolega Łukasz Kędziora, który momentami zachowywał się irracjonalnie w meczu z Arką Gdynia. Sprawia to, że Pingotowi zdecydowanie bliżej do regularnych występów.
Antoni Kozubal – poniżej oczekiwań
Z Antonim Kozubalem na pewno wiążę się w Lechu duże nadzieje. Jesienią dostawał parę szans w pierwszej drużynie, jednak nie były one w zbyt dużym wymiarze czasowym i po prostu nie były to na razie występy na poziomie, którego oczekiwano by od zawodnika „
Kolejorza”. Wypożyczenie było więc logiczną opcją, jednak pytanie, czy młody pomocnik nie mógł zostać wypożyczony wcześniej. Skoro nie dostawał wielu szans w pierwszym zespole Lecha, to lepiej by było, gdyby od lata zszedł do ligi niżej w poszukiwaniu gry. Choć z obecnej perspektywy wypożyczenie nie okazało się świetnym rozwiązaniem.
Kozubal dostał tylko 12 minut w przegranym meczu z Resovią. Nie zagrał ani specjalnie dobrze, ale bardzo źle też nie było. Można by więc się spodziewać, że będzie dostawał więcej okazji. Niestety niekorzystna dla niego jest sytuacja GKS-u Katowice, który jest w słabej formie i musi wystawiać najlepszy możliwy skład, żeby nie zbliżyć się niebezpieczniej do strefy spadkowej.
– Niestety, Antoni Kozubal mocno rozczarowuje. Rozegrał do tej pory tylko kilkanaście minut w przegranym 0:1 meczu z Resovią. Jasne, to wciąż młody chłopak, który w tym roku skończy 19 lat, ale powinniśmy wymagać od niego więcej, zwłaszcza że pamiętamy określanie go mianem „młodego Tiby”. Kozubal będzie musiał spróbować innego kierunku w kolejnym sezonie i tym razem już będzie musiał się przebić, żeby mieć szansę zaistnieć w Lechu Poznań – komentuje dla iGola Dominik Stachowiak, redaktor naczelny serwisu PolskaPiłka.pl oraz komentator radia Gol.
Krystian Palacz – umiarkowanie dobrze
Spośród graczy z pola wypożyczonych z Lecha Krystian Palacz jak na razie otrzymywał najwięcej szans. Wystąpił łącznie w pięciu spotkaniach, w których zebrał 239 minut. Na początku dostał minutę w meczu Sandecji Nowy Sącz z Resovią, potem dostał dwie okazje do gry w okolicach 30 minut i zaprezentował się na tyle dobrze, że w spotkaniu z GKS-em Tychy rozegrał pełne 90 minut. Później nie wystąpił, bo kilka dni wcześniej pojawił się w meczu reprezentacji młodzieżowej. W meczu z Chrobrym Głogów, już po powrocie z reprezentacji, ponownie otrzymał okazję do gry i spędził na boisku 90 minut. Boczny pomocnik, bo tak gra w Sandecji, nie notuje jednak liczb.
– Na ten moment niemal pewne jest, że każdy z tej czwórki nie będzie miał miejsca w pierwszej jedenastce Lecha. Myślę jednak, że swoją szansę może otrzymać Krystian Palacz. Pedro Rebocho nie będzie zawsze grał wszystkiego, a w obliczu niewiadomej, jaką po kontuzji jest Barry Douglas, warto będzie mieć ogranego na zapleczu ekstraklasy zmiennika. Szans będzie trzeba też upatrywać w Pucharze Polski, o ile Lech Poznań w tych rozgrywkach zagości dłużej niż w obecnym sezonie – twierdzi Stachowiak.
Krzysztof Bąkowski – dobry prognostyk
W lecie nie został wypożyczony nigdzie, pozostawiono go w Lechu, co od początku nie wydawało się dobrą decyzją. Już z dzisiejszej perspektywy wiemy, że w pierwszej drużynie nie grał, więc wypożyczyć go można było wcześniej. Nie jest to jednak sytuacja aż tak klarowna, bo wiadomo, że wtedy w Lechu był zamęt i trener van den Brom musiał dostać czas, aby rozeznać się w temacie zawodników. Bąkowski jest pierwszym bramkarzem, bramki oczywiście traci, ale nie popełnia większych błędów. Jego postawę możemy oceniać jak najbardziej pozytywnie. Choć Lech Poznań nie skorzysta z niego w przyszłym sezonie na pozycji pierwszego bramkarza, za parę sezonów może się takim stać.
– Wydaje się, że najwięcej znów zyskał Krzysztof Bąkowski. Teraz trafił do wyżej notowanej drużyny niż wcześniej (Stomil Olsztyn) i prezentuje się naprawdę nieźle. Stal walczy o baraże, więc teraz „Bączek” tym bardziej będzie miał coś do udowodnienia. Cieszy też, że ostatnie dwa mecze Sandecja Nowy Sącz, w których zagrał Krystian Palacz, były dla niego występami od deski do deski, w pełnym wymiarze czasowym. Zwrócił również na siebie uwagę Michała Probierza, który powołał go do kadry U-21 – ocenia Dominik Stachowiak.
* * *
– Myślę, że w początkowym założeniu ci zawodnicy mieli realnie pomóc rezerwom w nabiciu punktów w 2. lidze. Przecież w zeszłym sezonie ci sami zawodnicy byli ważnymi ogniwami zespołu, który walczył o awans. Może też John van den Brom chciał przypatrzeć się piłkarzom, których przecież dopiero poznawał.
– Uważam, że dobrym ruchem było wypożyczenie całej czwórki. Dobrze jest móc sprawdzić się w realiach 1. ligi. Zawodnicy, którzy przeskoczyli z 2. ligi na wyższy szczebel, sami często wspominają, że różnica poziomu jest duża. Do tego to też swego rodzaju sprawdzian dojrzałości. Trzeba udowodnić swoją wartość w nowym otoczeniu, wpasować się do nowej szatni. Młodzieżowcy Lecha pokazywali w ubiegłych sezonach, że wypożyczenie to podstawa modelowej kariery. Z piłkarzy, którzy z „Kolejorza” wypłynęli na europejskie boiska, takiej drogi nie przeszedł właściwie tylko Jakub Kamiński, a kilka lat wcześniej Karol Linetty. Osobiście jestem za tą drogą rozwoju, nawet jeśli zawodnik ma się odbić od ściany. W takim wypadku ambitny piłkarz za rok spróbuje jeszcze raz i jeśli ma talent, da sobie radę. Mniej ambitny przepadnie – podsumowuje.