W 35. kolejce Lech Poznań wypisał się z walki o mistrzostwo. Po raz kolejny zawodnicy „Kolejorza” udowodnili, że nie potrafią grać pod presją. Po 30 spotkaniach byli liderem, a w grupie mistrzowskiej zdobyli zaledwie cztery punkty. Nenad Bjelica musi stracić pracę. Nie ma innego wyjścia.
Twierdza
Pierwsze miejsce po 30. kolejkach dawało liderowi możliwość gry czterech najważniejszych spotkań na własnym boisku. Dla „Kolejorza”, który w całym sezonie zasadniczym nie przegrał na własnym obiekcie wydawało się, że jest to sytuacja wręcz wymarzona.
Przez wielu Poznaniacy uznawani byli za faworyta w „walce” o mistrzostwo, ale polska ekstraklasa jest jednak na tyle nieprzewidywalna, że niczego nie można być pewnym. Spotkanie z Jagiellonią było trzecim meczem Lecha u siebie w grupie mistrzowskiej. Jednocześnie była to trzecia porażka w roli gospodarza (dodatkowo trzecia z rzędu).
Coś niesamowitego. Z najlepszej drużyna grającej przed własną publicznością ekipa z Poznania stała się najgorszą. Nenad Bjelica nie przygotował swoich podopiecznych do tej najważniejszej fazy sezonu.
Kibice w trakcie spotkania dawali upust swoim emocjom.
Aktywny Sheridan i skuteczna „Jaga”
Od początku spotkania lepsze wrażenie sprawiała Jagiellonia i to właśnie zespół z Białegostoku w 16. minucie wyszedł na prowadzenie. Gola zdobył Cillian Sheridan. Dla Irlandczyka była to pierwsza bramka od 1 grudnia 2017 roku i spotkania z Pogonią Szczecin.
Dziś napastnik Jagiellonii był aktywny (szczególnie w pierwszej połowie). Po wyjściu na prowadzenie goście do końca meczu kontrolowali to, co dzieje się na boisku. W drugiej połowie mieli w zasadzie jedną okazję i wykorzystali ją. Na 2:0 podwyższył Bartosz Kwiecień.











