Lech Poznań – o być albo nie być w Europie


Przeszłość chce dogonić poznańskiego Lecha

11 sierpnia 2022 Lech Poznań – o być albo nie być w Europie
Dawid Szafraniak

Lech Poznań tydzień temu skompromitował się na Islandii i przegrał w fatalnym stylu z Vikingurem Reykjavik. Początek zmagań ligowych także rozpoczął od falstartu. Dopiero w czwartej kolejce ekstraklasy Lech zdobył punkt w meczu z Zagłębiem Lubin. Trener John van den Brom ma twardy orzech to zgryzienia przed rewanżem z mistrzem Islandii.


Udostępnij na Udostępnij na

Lech Poznań w niczym nie przypomina drużyny, która wygrała ligę w poprzednim sezonie. W zasadzie wpadka goni wpadkę, i to nie tylko na boisku, lecz także poza nim. Większość kibiców w Poznaniu ma poczucie, że historia może zatoczyć koło i Lech może powtórzyć rok 2014 i sensacyjne odpadnięcie z Stjarnarem – zespołem z Islandii.

Lech Poznań i jego demony

Spójrzmy na wynik pierwszego spotkania. Od razu wracają obrazy z przeszłości, ponieważ pierwszy mecz z Vikingurem zakończył się identycznym wynikiem jak ten ze Stjarnarem lata temu. Styl i forma zespołu są także na podobnym poziomie co wtedy. Lech Poznań w 2014 roku zagrał fatalnie z Islandczykami i zasłużenie przegrał 0:1. Rewanż na Bułgarskiej wyglądał już zdecydowanie lepiej. To „Kolejorz” dyktował warunki gry i miał kontrolę nad meczem. Więcej atakował, więcej strzelał i więcej grał w piłkę. Tylko co z tego, skoro tylko zremisował i zakończył udział w europejskich pucharach. Dla poznaniaków była to kompromitacja, ponieważ Stjarnan w Poznaniu wyglądał, jakby przyjechał po jak najniższy wymiar kary. Mimo to Islandczycy osiągnęli dobry rezultat – teraz ich koledzy będą chcieli to powtórzyć. Demony przeszłości wracają, ale „Kolejorz” będzie robił wszystko, żeby odzyskać twarz i awansować dalej.

Vikingur potrafi strzelać i grać z lepszymi

Vikingur Reykjavik jako mistrz Islandii swoją przygodę z europejskimi pucharami rozpoczął od rundy wstępnej Ligi Mistrzów. Tam zdemolował dobrze znaną polskim kibicom Levadię Tallin aż 6:1. W dalszym etapie poradził sobie po wyrównanym meczu z mistrzem Andory – Interem Escaldes. W pierwszej rundzie Islandczycy nie mieli szczęścia w losowaniu i trafili na Malmo FF. Ku zdziwieniu obserwatorów Vikingur postawił piekielnie trudne warunki Szwedom i dwumecz przegrał minimalnie, jednym golem. Warto zaznaczyć, że te potyczki zakończyły się wynikiem 6:5 dla Malmo FF – w konsekwencji „Wikingowie” spadli do Ligi Konferencji Europy.

W pierwszych spotkaniach w nowych rozgrywkach Islandczycy mierzyli się z drużyną The New Saints. W Walii padł bezbramkowy remis, jednak u siebie Vikingur odniósł zwycięstwo 2:0 i to on awansował do trzeciej rundy eliminacji. Tam Islandczycy trafili na Lecha – wszyscy już znamy pierwszy rozdział tej historii. „Wikingowie” postarają się uprzykrzyć życie Lechowi. Przede wszystkim nastawią się na obronę wyniku i grę z kontrataku. Jednak, o czym przekonało się Malmo FF, potrafią zaskoczyć – Lech musi mieć to na uwadze, tym bardziej że jest w słabszej formie.

Lech Poznań i geneza problemu

Warto się zastanowić nad tym, jak to możliwe, że obecny mistrz Polski ma obecnie takie problemy. Okienko jeszcze trwa, a Lech już dużo przegrał – można mieć o to pretensje do zarządu „Kolejorza”. Minimalistyczne podejście do tematu przyniosło ze sobą poważne konsekwencje. Brak transferów i, co za tym idzie, brak rywalizacji na wszystkich pozycjach zmieniły mistrza Polski w prawie bezbronny zespół. Kadra Lecha Poznań na 100-lecie klubu wyglądała imponująco, była gotowa do gry na trzy fronty. Teraz tak nie jest. Przyczyniły się do tego również kontuzje podstawowych graczy.

Problemy Lecha od początku mocno się nawarstwiają. Fatalne rozpoczęcie sezonu 2022/2023 i tylko jeden punkt zdobyty w trzech spotkaniach. Ogólną degrengoladę przerwała demolka Dinama Batumi, która bezsprzecznie dała nadzieję na powrót do dobrej gry. Okazało się to jednak jednorazowym wybrykiem Lecha, ponieważ ten szybko wrócił do gry na słabym poziomie, który prezentuje od początku sezonu. Dalekie wyjazdy z pewnością nie pomagają poznaniakom osiągać dobrych wyników. W każdej swojej podróży w europejskich pucharach Lech miał do pokonania ponad dwa tysiące kilometrów w jedną stronę. Czy to jet lag jest jednym z czynników szkodzących dobrej grze Lecha?

Lech zwolni trenera?

Duża część kibiców Lecha Poznań, a także znanych dziennikarzy chce zwolnienia Johna van den Broma, jeśli zespół odpadnie z Ligi Konferencji. Można się przyczepić, że drużyna nie posiada żadnego stylu i gra bardzo słabo. Do teraz wszyscy się zastanawiają, jak chce grać Holender. Przede wszystkim jednak zarzuca się mu robienie dobrej miny do złej gry. Z drugiej strony patrząc, jest tutaj bardzo krótko, zmaga się z plagą kontuzji, brakiem wzmocnień i słabą formą topowych graczy. Amaral, Ishak czy Karlstrom nie przypominają siebie z poprzedniego sezonu. W konsekwencji, aby dotrzeć do gracza, trener musi go lepiej poznać. Co za tym idzie, potrzebuje więcej czasu, by rozpoznać problem, no i oczywiście wzmocnień. Trzeba dać czas Holendrowi i pozwolić spokojnie pracować, choć zdaje się to w tym momencie niemożliwe.

Jeśli Lech odpadnie w czwartek, to ten trener jest do zwolnienia. I ludzie, którzy go zatrudnili, muszą się z tego wytłumaczyćMateusz Borek – Moc Futbolu

Lech zachował się jak Lech

„Kolejorz”, zwlekając z transferami, sam prosił się o problemy. Przyszły one szybciej, niż mogło się wydawać. Plaga kontuzji zaczęła trapić poznaniaków. Z urazem nadal nie poradził sobie Bartosz Salamon, prawdopodobnie przez źle dobrane leczenie. Ze składu wypadł także Adriel Ba Loua, który dobrze prezentował się na początku sezonu. Jednak najbardziej boli z pewnością strata Antonia Milicia, który złapał infekcję i nie ma go w składzie od blisko miesiąca. Na domiar złego kontuzji nabawił się Lubomir Satka. Stąd coraz dziwniejsze ustawienie defensywy Lecha Poznań.

Jednak nie ma się co oszukiwać. Lech już dawno powinien mieć wzmocnioną kadrę, ponieważ rywalizuje w europejskich pucharach. Kibice do teraz wypytują, gdzie są Adrian Rus czy Michał Helik. Co się stało, że zrezygnowano z transferu Damiana Kądziora czy Dawida Kownackiego? Dlaczego po prostu nie zaryzykowano i nie spróbowano zagrać va banque? Wszystko kończy się dla Lecha jak zawsze – do przelania czary goryczy brakuje tylko odpadnięcia z Ligi Konferencji w kompromitującym stylu. Gdyby była to drużyna, która dwa miesiące temu zdobywała mistrza Polski, nikt nie martwiłby się wynikiem dzisiejszego spotkania. Spokojnie zasiadłby do meczu jak do filmu, który już kilka razy oglądał. Nie ma się co oszukiwać, kibice drżą o wynik rywalizacji. Prawda jest taka, że jeżeli Lech nie zdobędzie szybko bramki, to zacznie się nerwowa atmosfera, która do niczego dobrego nie doprowadzi. Przekonamy się o tym już za kilka godzin.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze