Rewanżowe spotkanie ćwierćfinału Pucharu Polski pomiędzy Polonią Warszawa a Lechem Poznań zakończyło się zwycięstwem gości 2:1. Gospodarze nie potrafili utrzymać zaliczki 1:0 z pierwszego spotkania i pożegnali się z rozgrywkami.
Po zwycięstwie w pierwszym meczu 1:0 Polonia miała ogromny apetyt na korzystny wynik przed własną publicznością, a co za tym idzie, awans do kolejnej rundy. Wydawało się, że Polonia jest na dobrej drodze do osiągnięcia wspomnianego celu, szczególnie po akcji z 3. minuty. Adrian Mierzejewski popędził prawą stroną boiska, po czym odegrał futbolówkę do Bruno. Brazylijczyk oddał strzał z ostrego kąta, ale zarówno to uderzenie, jak i dobitkę dobrze obronił Krzysztof Kotorowski.

Minutę później do kontrowersyjnej sytuacji doszło w polu karnym Polonii. Z niewiadomych nikomu przyczyn sędzia główny tego spotkania podyktował rzut karny dla gości z przysłowiowego kapelusza. Oczywiście stały fragment gry na gola zamienił Bartosz Bosacki. Goście zdominowali wydarzenia boiskowe, kontrolując je, nie dając Polonii stworzyć groźnej akcji.
Dwadzieścia minut po zdobyciu pierwszej bramki Lech podwyższył prowadzenie, za sprawą gola Bartosza Ślusarskiego. Napastnik „Kolejorza” doszedł do dośrodkowania z prawej strony i wślizgiem skierował futbolówkę do siatki. Zespół gospodarzy nie zamierzał składać broni, czego efektem była bramka kontaktowa.
Do dośrodkowania z rzutu rożnego wyskoczył Sobiech, który jednak nie potrafił pokonać Kotorowskiego, za to dobitka Adama Kokoszki nie pozostawiła wątpliwości. Polonia mogła jeszcze do przerwy wyrównać, ale piłkę Sobiechowi w sam sobie znany sposób wyłuskał spod nóg Arboleda. Napastnik „Czarnych Koszul” otrzymał podanie od Ebiego Smolarka i miał przed sobą pustą bramkę.

Po zmianie stron to zespół Theo Bosa zaatakował jako pierwszy. W sytuacji oko w oko z Kotorowskim znalazł się Smolarek, który jednak musiał uznać wyższość golkipera Lecha. Druga połowa przede wszystkim przyniosła wiele żółtych kartek dla piłkarzy obydwu zespołów, a dopiero w dalszej kolejności sytuacje bramkowe.Dobrą okazję zmarnował Mierzejewski, który próbował nieustannie szarpać na prawej flance. Skrzydłowy Polonii Warszawa porwał się na rajd wzdłuż linii, który zakończył strzałem z ostrego kąta, ale górą był Kotorowski.











