Manchester United zaledwie raz na 28 ostatnich prób nie awansował do IV rundy rozgrywek Pucharu Anglii, a Swansea jeszcze nigdy w historii spotkań z „Czerwonymi Diabłami” nie wygrała na ich terenie. Na 11 wizyt ekipa z Walii przegrała na stadionie Manchesteru United dziewięć razy i dwukrotnie zremisowała. Dziś przyszło pierwsze zwycięstwo.
Obie drużyny przystąpiły do meczu po noworocznych porażkach. Ekipa Davida Moyesa przegrała z Tottenhamem, natomiast „Łabędzie” uległy Manchesterowi City. Co ciekawe, Manchester United i Swansea spotkają się ponownie już w sobotę, w ramach 21. Kolejki Premier League, i znów na Old Trafford. Drużyna z Walii będzie miała cały tydzień na przygotowanie się do tego spotkania, natomiast „Czerwone Diabły” we wtorek zmierzą się jeszcze z Sunderlandem w pierwszym półfinałowym meczu Pucharu Ligi.

Zanim sędzia rozpoczął mecz, wszyscy zebrani na stadionie uczcili pamięć Eusebio. Nie, jak to zwykle bywa, minutą ciszy, a minutą owacji. Do spotkania gospodarze przystąpili bez kontuzjowanych Rooneya, Robina van Persiego i Ashleya Younga. „Łabędzie” wybiegli w praktycznie optymalnym składzie.
Pierwsze dziesięć minut spotkania było dość nudne, ale za to już w 12. minucie padła pierwsza bramka. Po ładnej wymianie podań w środkowej części boiska, piłka trafiła do znajdującego się w okolicach 16. metra Routledge’a. Zawodnik wykorzystał wyjście z bramki Lindagaarda i sprytnym lobem pokonał bramkarza. Niedługo ekipa z Walii cieszyła się z prowadzenia. Zaledwie cztery minuty później gospodarze odpowiedzieli bramką typową dla angielskiego futbolu. Z lewego skrzydła świetnym dośrodkowaniem popisał się Buttner, a w polu karnym znalazł się Hernandez, któremu wystarczyło dołożyć stopę, by skierować piłkę do siatki. Przez resztę pierwszej połowy drużyny wróciły do gry z pierwszych dziesięciu minut meczu. Swansea czekała na kontry, a ataki gospodarzy opierały się głównie na mniej lub bardziej celnych dośrodkowaniach Buttnera.
Po przerwie to ataki gości wyglądały lepiej, ale nie przynosiły większych skutków. Strzały nie dochodziły nawet do bramki, bo zazwyczaj były blokowane przez obrońców Manchesteru United. W 63. minucie za Valencie wszedł Januzaj, ale jeśli ktoś sądził, że jego pojawienie się na boisku ożywi nieco grę gospodarzy, to musiał się rozczarować. Ostatni kwadrans to zaostrzenie się gry. Nie w postaci akcji, ale brutalnych wejść i wślizgów. Zdaje się, że wszystko zaczęło się od nieumyślnego nadepnięcia na ramię Buttnera przez jednego z graczy gości. W 76. minucie Ferdinanda zmienił Fabio, który został wyrzucony z boiska już cztery minuty później. Czerwoną kartkę otrzymał za atak wyprostowaną nogą w piszczel przeciwnika. Tę sytuację starał się wykorzystać zespół gości, co ostatecznie udało się mu osiągnąć w 90. minucie. Potężnym strzałem głową Bony pokonał bramkarza Manchesteru. Z kolei asysta została zapisana na konto świetnego dziś Routledge’a. Sędzia zdecydował się doliczyć cztery minuty do podstawowego czasu i przez te 240 sekund było więcej emocji niż przez pozostałą część meczu.











