Okno transferowe dopiero się otworzyło, a na hiszpańskich boiskach doszło już do kilku ciekawych przetasowań. Przedstawiamy Wam pierwszą część podsumowania dotychczasowych ruchów na piłkarskim rynku, okraszoną sporą dawką plotek, spekulacji i naszych niemądrych wymysłów.
Real Madryt
Mistrz Hiszpanii na razie nikogo nie kupił ani nikogo nie sprzedał. Potwierdzają się słowa Jose Mourinho (i Aitora Karanki) – projekt „Królewskich” jest praktycznie doskonały, nie jest potrzebna żadna rewolucja, jedynie kilka drobnych korekt, prawdopodobnie niemających wpływu na kształt wyjściowej jedenastki. Teoretycznie na pierwszym treningu pretemporady powinni pojawić się trzej piłkarze przebywający ostatnio na wypożyczeniu. W praktyce wiadomo, że Pedro Leon jest znowu zawodnikiem Getafe, Fernando Gago czeka tylko na to, żeby Florentino Perez obniżył cenę i pozwolił mu odejść za sumę oscylującą wokół dwóch milionów euro (nowy Redondo…), a o Roystonie Drenthe nie wiadomo nic poza tym, że w Madrycie prędzej na lewej obronie wystawiono by prezesa Barcelony niż holenderskiego rapera dorabiającego graniem w piłkę.

Wydaje się, że pierwszym letnim transferem Jose Mourinho będzie Luka Modrić. Na poparcie tej tezy mamy całkiem sporo argumentów. Po pierwsze, Luka nie chce już grać w Tottenhamie, marzy mu się Liga Mistrzów. Po drugie, trener „Kogutów” powiedział niedawno, że gwiazdor jego zespołu jest na wylocie i raczej nie uda się go zatrzymać. Po trzecie, Madryt jest jedynym klubem na poważnie zainteresowanym usługami Chorwata. Po czwarte, Kaka nagle bardzo intensywnie zaczął szukać nowego pracodawcy. Po piąte wreszcie, Modrić jest graczem idealnie pasującym do filozofii Mourinho, idealnie łatającym dziurę, jaka obecnie zieje w środku pomocy za każdym razem, gdy baskijski bóg Xabi Alonso uznaje, że chce odpocząć. Luce – jeśli transfer dojdzie do skutku – bardzo trudno będzie wywalczyć miejsce w wyjściowym składzie, ale blondwłosego pomocnika pewnie to nie martwi. On doskonale zna starą piłkarską prawdę mówiącą, że pociąg z napisem „Real Madryt” przyjeżdża tylko raz. Jeśli nie wsiądzie teraz, nie wsiądzie nigdy. I będzie miał do siebie pretensje do końca życia. Madryckie media zgodnie twierdzą, że od nowego sezonu do składu pierwszej drużyny włączony zostanie Alvaro Morata. 20-letni snajper miałby być zmiennikiem dla skrzydłowych i napastników. Z tym niby-transferem jest taki problem, że brakuje mu logiki. Jeśli Mourinho chciałby dobrego napastnika ze szkółki, wziąłby Joselu, który w poprzednim sezonie do siatki trafiał wyraźnie częściej. Jeśli chciałby zawodnika z największymi możliwościami, wziąłby Jesego, którego talent już teraz pozwoliłby mu grać 20-30 minut w każdym meczu „Los Merengues”. No ale pamiętajmy, że logika nie jest mocną stroną działaczy klubu z Santiago Bernabeu. Nie ma na świecie drugiej ekipy, która przez rok desperacko szukałaby gracza na jakąś pozycję, a gdy okazałoby się, że taki gracz występuje w drużynie rezerw, sprzedała go bez zastanowienia do klubu z innej ligi. Właśnie tak biali rycerze z Madrytu postąpili z Danim Carvajalem, od paru dni nowym prawym obrońcą Bayeru Leverkusen. Smaczku całej transakcji dodaje fakt, że niemieckiej ekipie usługi Hiszpana zachwalał sam Jose Mourinho, twierdząc, że ze świecą szukać równie zdolnego obrońcy. A przecież sam Portugalczyk młodzianowi nie dał nawet jednej szansy na grę, nawet minuty w meczu z beniaminkiem, nawet paru sekund z trzecioligowcem w Pucharze Króla.












