Cezary Kucharski tłumaczy słabą grę Polaków fatalnym stanem boiska. Były reprezentant Polski zapewnia jednak, że meczu z Grekami nie przegramy.
Jakie są Pana odczucia po wczorajszym spotkaniu?
Uważam, że boisko, na którym rozgrywany był mecz, nie pozwoliło zrealizować założeń taktycznych Franciszka Smudy. Według mnie, gra krótkimi podaniami na takiej murawie nie miała najmniejszego sensu. Rozegranie meczu na takiej płycie było nie najlepszym pomysłem. Myślę, że nasi piłkarze byli sfrustrowani tymi warunkami i tym, że to, co mają grać nie bardzo im wychodzi. Mimo tego, mieliśmy sytuacje do pokonania litewskiego bramkarza, ale nie wykorzystaliśmy ich. Straciliśmy bramkę, której nie powinniśmy stracić. Myślę, że nasz bramkarz powinien zrobić więcej przy obu trafieniach dla Litwy, oczywiście to, że był debiutantem, jest dla niego jakimś usprawiedliwieniem, przecież każdy popełnia błędy. Litwini byli po prostu bardziej skuteczni, ale ja bym do tego wyniku nie przywiązywał większej wagi. Uważam, że z Grecją wystąpimy na porządnej płycie i gra naszej reprezentacji będzie wyglądała zdecydowanie lepiej.
Czy zmiana na stanowisku trenera mogłaby pomóc naszej kadrze?
Nie wyobrażam sobie, że w tej chwili taki pomysł przyszedłby komuś do głowy…
Co Pan myśli na temat zachowania naszych kibiców, czy uważa Pan, że ich wybryki miały wpływ na postawę naszej reprezentacji?

Myślę, że tak, ale piłkarze oczywiście tego oficjalnie nie powiedzą. To jest frustrujące, kiedy ludzie jeżdżą za reprezentacją, żeby wywoływać burdy, a nie wspierać naszych zawodników. Takie sytuacje pogarszają nastroje i stwarzają negatywne emocje, które nie pomagają na boisku.
Euro 2012 już tuż tuż, czy mamy jakieś szanse w tym turnieju?
Wierze, że mamy w kadrze młodych i zdolnych zawodników, którzy pokażą swoje umiejętności na Euro. Franciszek Smuda ma jeszcze rok na zbudowanie drużyny i mam nadzieję, że wstydu nie będzie.
Wystąpił Pan na mistrzostwach świata w 2002 roku. Czy podczas wielkiego turnieju presja na zawodnikach jest dużo większa?
Ja takiej presji nie odczuwałem, pewnie dlatego, że nie byłem wtedy podstawowym piłkarzem. Być może u liderów reprezentacji takowa presja występuje. Skupiałem się na przygotowaniu fizycznym, jak i psychicznym. Później czekałem cierpliwie na szansę od trenera Engela. Nasi piłkarze nie powinni się o to martwić.
Zajrzyjmy dalej w przeszłość. 1997 rok, stadion w Olsztynie i mecz z Litwą wygrany 2:0. Zdobył Pan wtedy bramkę. Za jakiego rywala uważaliście Litwinów?










