AS Monaco to duży klub i duże są oczekiwania jego kibiców. W nowy sezon podopieczni Jardima nie weszli jednak najlepiej i po dwóch rozegranych kolejkach na koncie mają… zero punktów i stosunek bramek 0:6. Mimo wszystko jest na razie za wcześnie, by skreślać zespół Kamila Glika, bo ten po przebudowie potrzebuje czasu. Właściwie to ta budowa trwa nadal, a czkawką odbiła się wcześniejsza polityka transferowa. Nadzieja na wyjście z impasu jednak jest, a znając podejście portugalskiego szkoleniowca, klub zrobi wszystko, by wrócić na właściwe tory.
Dwa lata po fantastycznym mistrzowskim sezonie AS Monaco przeżywa swoją gorszą chwilę. Poprzednie rozgrywki okazały się totalną klapą, a o utrzymanie w malutkim państewku drżeli właściwie do ostatniej kolejki. Udało się, ale i nowo rozpoczęta kampania okazuje się cierpieniem. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn upatrywać należy na kilku poziomach, ale jedną z ważniejszych – i takich, z których nie każdy zdaje sobie sprawę – było odejście z klubu w 2016 roku odpowiedzialnego za pion sportowy Luisa Camposa.
Kolejną jest to, że obecnie wiele klubów zaczęło wzorować się na AS Monaco i jego polityce transferowej, głębiej penetrując młodzieżowe rynki. Konkurencja nie śpi, czas płynie szybko, ale mimo słabej dyspozycji Glika i spółki widać światełko w tunelu, które zwiastować może nadejście lepszych czasów.
Utrata Camposa
Kiedy myślimy o klubie piłkarskim z Monaco, pierwsze na myśl przychodzi świetne promowanie młodych talentów i zyski finansowe z tym związane. Umiejętność wprowadzania do piłki, promowania i sprzedaży z ogromnym zyskiem jest chlubą włodarzy z Księstwa, ale przecież samo się to nie robi… Odpowiada za to sztab ludzi, który ostatnio jest w kryzysie.
Kryzys i po części nieudolność rozpoczęły się wraz z odejściem z AS Monaco Luisa Camposa, który pracuje obecnie w Lille i właśnie na północy prezentuje swoje niebanalne umiejętności doboru zawodników. Wspomniane odejście nastąpiło w czerwcu 2016 roku, ponieważ Campos nie mógł dojść do porozumienia z Leonardo Jardimem i po kilku scysjach postanowił zmienić otoczenie.
Dziś mało kto zdaje sobie sprawę, że to właśnie on w głównej mierze stał za sportowym mocarstwem i finansowym eldorado w Monako. Były piłkarz klubu, Jerome Rothen, mówi we francuskim „RMC” tak: –











