Adrian Dieguez dołączył do Jagiellonii Białystok chwilę po rozpoczęciu okresu przygotowawczego do sezonu 2023/2024. W 27-letnim hiszpańskim stoperze, który w CV ma 15 występów na poziomie La Liga i grubo ponad sto spotkań w Segunda Division oraz dla którego był to pierwszy wyjazd za granicę, kibice ekipy z Podlasia od razu pokładali duże nadzieje z uwagi na faktyczny stan bloku obronnego zespołu, który delikatnie mówiąc, od wielu lat przeciekał. W ubiegłym sezonie więcej goli od „Pszczół” stracili tylko spadkowicze.
Dieguez od samego początku wszelkie oczekiwania zaczął urzeczywistniać. Stał się pierwszym pewniakiem do duetu środkowych obrońców. „Żółto-czerwoni” na otwarcie rozgrywek przegrali w Częstochowie z Rakowem 0:3, gdy obok zawodnika urodzonego w Madrycie wystąpił Dusan Stojinović. Ale następne cztery mecze, kiedy parę z wychowankiem Getafe CF trzykrotnie tworzył Miłosz Matysik, a jednokrotnie Mateusz Skrzypczak, przyniosły cztery zwycięstwa. Pojedyncze błędy się zdarzały, w końcu białostoczanie mogą się poszczycić tylko jednym czystym kontem. Jednak organizacja uległa diametralnej poprawie. Przez to Jagiellonia spogląda dziś na resztę stawki z fotelu lidera.
W końcu stoper z prawdziwego zdarzenia?
Ostatnie trzy kampanie ekstraklasy: 2020/2021, 2021/2022 i 2022/2023 to kolejno 48, 50 i 49 wpuszczonych bramek. Przyczynami tych niechlubnych liczb były potężne zaniedbania pionu sportowego, ale też brak odpowiedniej koncepcji na scalenie defensywy przez trenerów Bogdana Zająca, Ireneusza Mamrota, Piotra Nowaka i Macieja Stolarczyka. Strach pomyśleć, gdzie byłby zespół, gdyby nie doskonała postawa między słupkami Zlatana Alomerovicia, bo akurat przez Damiana Węglarza, Xaviera Dziekońskiego i Pavelsa Steinborsa po serbskiego golkipera stopniowo następował w bramce progres. Dziś też nie jest jeszcze idealnie, ale wydaje się, że pod batutą Adriana Siemieńca w końcu zmierza to w dobrym kierunku.











