Lech Poznań pokonał w Bytomiu miejscową Polonię 3:1. Decydujące dwa gole padły w dogrywce, a ich strzelcem był niezawodny Artiom Rudniew. Dzięki temu zwycięstwu poznański „Kolejorz” zakwalifikował się do ćwierćfinału Pucharu Polski.
Jeśli chodzi o grę w piłkę, początek spotkania był spokojny. Z kolei patrząc na inne aspekty, było bardzo ciekawie. W 7. minucie sędzia musiał rozdzielać Henriqueza i Świerczoka, 60 sekund później oglądaliśmy ostre zderzenie się głowami Artioma Rudniewa z Piotrem Kulpaką. Niski poziom piłkarski widowiska spowodował, że po pierwszym kwadransie gry kibice w Bytomiu cieszyli się z pierwszego gola. Po szybkim wznowieniu gry z rzutu wolnego przez Świerczoka uderzył Daniel Mąka, jego strzał wybił Jasmin Burić, a śmietankę spił Paulista, bezlitośnie wbijając piłkę do bramki.

W 23. minucie Lech Poznań miał szansę wyrównać, gdy w doskonałej sytuacji znalazł się Artiom Rudniew, ale jego strzał nie trafił w bramkę Seweryna Kiełpina. Do końca pierwszej połowy spotkania gra była miła dla oka. Ciągle się coś działo, ponieważ piłkarze obu drużyn walczyli o zmianę rezultatu jeszcze przed zejściem do szatni. W 37. minucie spróbował Daniel Mąka, który otrzymał świetne podanie od Paulisty i zdołał oddać strzał, ale bramkarz Lecha był na posterunku. 120 sekund później Henriquez świetnie zagrał do Rudniewa, jednak Łotyszowi zabrakło kilku centymetrów do piłki. Mimo wielu sytuacji pod koniec pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie.
Początek drugiej połowy należał do „Kolejorza”. Starania podopiecznych Bakero przyniosły korzyść i zmieniły wynik spotkania na 1:1. W 57. minucie po świetnej akcji Stillicia i Kriwca piłkę otrzymał ofensywnie grający obrońca Lecha Grzegorz Wojtkowiak. Dzięki owym ofensywnym uzdolnieniom defensora Lecha wynik meczu uległ zmianie i na tablicy wyników było już 1:1. Lech mógł pójść za ciosem, ale przeszkodą w wyjściu na prowadzenie okazał się sam Jakub Wilk. Kriwiec zagrał do Rudniewa, ten ładnie uderzył z główki, a piłkę dobił Wilk. Sędzia odgwizdał spalonego. Co ciekawe, gdyby Wilk nie ruszał piłki, wpadłaby ona spokojnie do bramki przeciwnika.
Brawa należą się Siergiejowi Kriwcowi, który był bardzo aktywny w końcówce spotkania, wszędzie go było pełno. Artiom Rudniew co chwilę obsługiwany był świetnymi podaniami od Białorusina, ale żadnego z nich nie potrafił wykorzystać. Kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry na boisku pojawił się Vojo Ubiparip. Atak Lecha został wzmocniony, ale to także nie wpłynęło na wynik. Brak zmiany wyniku należy przypisać także bramkarzom, którzy w końcówce nie dali się pokonać rzucającym się do ataku rywalom.












