Wakacyjne spekulacje na temat rozpoczynającego się sezonu w Bundeslidze każą nam mieć nadzieję, że w nadchodzących rozgrywkach ktoś w końcu przeciwstawi się panującemu nieprzerwanie od 2013 roku Bayernowi Monachium. Tę rolę przyjąć ma ponownie Borussia Dortmund, która jako ostatnia zrzuciła z Bawarczyków z ligowego tronu, zdobywając w sezonie 2011/2012 mistrzowską koronę.
Piłka nożna nie lubi stabilizacji. Futbolowy świat pędzi tak szybko, że to, co w kwietniu wydawało się pewne, w maju może nie mieć już racji bytu. W stolicy Bawarii sprzeciwiono się jednak takiej rzeczywistości i od siedmiu sezonów co roku zawodnicy Bayernu spotykają się na środku boiska, by oblewać swoje głowy piwem podczas mistrzowskiej fety. Sytuacja ma się zmienić w rozpoczynającym się właśnie sezonie, za co odpowiedzialność wziąć chce drużyna Borussii Dortmund. W ekipie BVB otwarcie mówi się o tym, że celem numer jeden jest powrót na szczyt ligowej tabeli.
Siedem lat to szmat czasu, tym bardziej w piłkarskim świecie. Sprawdziliśmy co zmieniło się w niemieckiej ekstraklasie od ostatniego tryumfu drużyny, która nie była Bayernem Monachium.
Nie dla wszystkich czas jest łaskawy
Sezon 2011/2012 wydaje się być dla wielu kibiców okresem czasu gdzieś między starożytnością a wczesnym średniowieczem. W Bundeslidze wysokie pozycje zajęły wtedy drużyny VfB Stuttgart oraz Hannover 96. Do tej ostatniej drużyny dołączył właśnie Artur Sobiech, a zespół przygotowywał się do startu w Lidze Europy. Sezon zakończyli na siódmym miejscu, niestety później było już tylko gorzej. Z każdym kolejnym rokiem Hannover staczał się coraz niżej, aż w 2016 roku pożegnał się z Bundesligą. Na zapleczu przebywał jedynie rok, by po zajęciu drugiego miejsca wrócić na najwyższy ligowy szczebel. Po wywalczeniu utrzymania w sezonie 2017/2018, ostatni sezon znów był dla H96 katastrofalny. Zajęli dopiero siedemnastą pozycję i po raz kolejny pożegnali się z ekstraklasą.
Bliźniaczo podobną drogę przebyła ekipa Stuttgartu. Szósta ligowa siła w sezonie 2011/2012 każdy kolejny kończyła w dolnej części stawki, aż w końcu spadła do 2. Bundesligi. Towarzystwa dotrzymał wtedy Stuttgartowi wspomniany Hannover, po czym oba zespoły w ciągu roku wywalczyły sobie prawo powrotu do elity. Mało tego, pierwszy sezon po awansie obu beniaminkom wiodło się całkiem nieźle, Stuttgart nawet otarł się o europejskie puchary, lecz rozgrywki zakończył na siódmej pozycji. W minionym sezonie znów w swoim towarzystwie obie ekipy spadły z ligi. Trochę dłużej zajęło to drużynie „Die Schwaben”, która dopiero w barażach musiała uznać wyższość Unionu Berlin z Rafałem Gikiewiczem w składzie.
Piłka nożna nie lubi pustki
Na miejsce wspomnianych wyżej drużyn, które od siedmiu lat sprawiają swoim kibicom więcej zawodów, niż radości wskoczyły nowe ekipy. Jedna z nich, RB Lipsk, siedem lat temu była nowym tworem rosnącym dopiero w siłę w czwartej lidze. Po spektakularnym dla siebie okresie w końcu udało się Lipskowi dołączyć do ekstraklasowego społeczeństwa. Od tego momentu, a więc sezonu 2016/2017, drużyna ze wschodnich Niemiec jest jednym z czołowych niemieckich klubów. Mało tego, w debiutanckim sezonie zawodnicy Lipska zdobyli wicemistrzostwo kraju. Ostatni sezon zakończyli na trzeciej pozycji zapewniając sobie udział w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.












