Krajobraz siedmioletnich rządów Bayernu Monachium


Jak wyglądała Bundesliga, kiedy ostatni raz w stolicy Bawarii nie cieszyli się z mistrzostwa?

17 sierpnia 2019 Krajobraz siedmioletnich rządów Bayernu Monachium

Wakacyjne spekulacje na temat rozpoczynającego się sezonu w Bundeslidze każą nam mieć nadzieję, że w nadchodzących rozgrywkach ktoś w końcu przeciwstawi się panującemu nieprzerwanie od 2013 roku Bayernowi Monachium. Tę rolę przyjąć ma  ponownie Borussia Dortmund, która jako ostatnia zrzuciła z Bawarczyków z ligowego tronu, zdobywając w sezonie 2011/2012 mistrzowską koronę.


Udostępnij na Udostępnij na

Piłka nożna nie lubi stabilizacji. Futbolowy świat pędzi tak szybko, że to, co w kwietniu wydawało się pewne, w maju może nie mieć już racji bytu. W stolicy Bawarii sprzeciwiono się jednak takiej rzeczywistości i od siedmiu sezonów co roku zawodnicy Bayernu spotykają się na środku boiska, by oblewać swoje głowy piwem podczas mistrzowskiej fety. Sytuacja ma się zmienić w rozpoczynającym się właśnie sezonie, za co odpowiedzialność wziąć chce drużyna Borussii Dortmund. W ekipie BVB otwarcie mówi się o tym, że celem numer jeden jest powrót na szczyt ligowej tabeli.
Siedem lat to szmat czasu, tym bardziej w piłkarskim świecie. Sprawdziliśmy co zmieniło się w niemieckiej ekstraklasie od ostatniego tryumfu drużyny, która nie była Bayernem Monachium.

Nie dla wszystkich czas jest łaskawy

Sezon 2011/2012 wydaje się być dla wielu kibiców okresem czasu gdzieś między starożytnością a wczesnym średniowieczem. W Bundeslidze wysokie pozycje zajęły wtedy drużyny VfB Stuttgart oraz Hannover 96. Do tej ostatniej drużyny dołączył właśnie Artur Sobiech, a zespół przygotowywał się do startu w Lidze Europy. Sezon zakończyli na siódmym miejscu, niestety później było już tylko gorzej. Z każdym kolejnym rokiem Hannover staczał się coraz niżej, aż w 2016 roku pożegnał się z Bundesligą. Na zapleczu przebywał jedynie rok, by po zajęciu drugiego miejsca wrócić na najwyższy ligowy szczebel. Po wywalczeniu utrzymania w sezonie 2017/2018, ostatni sezon znów był dla H96 katastrofalny. Zajęli dopiero siedemnastą pozycję i po raz kolejny pożegnali się z ekstraklasą.

Bliźniaczo podobną drogę przebyła ekipa Stuttgartu. Szósta ligowa siła w sezonie 2011/2012 każdy kolejny kończyła w dolnej części stawki, aż w końcu spadła do 2. Bundesligi. Towarzystwa dotrzymał wtedy Stuttgartowi wspomniany Hannover, po czym oba zespoły w ciągu roku wywalczyły sobie prawo powrotu do elity. Mało tego, pierwszy sezon po awansie obu beniaminkom wiodło się całkiem nieźle, Stuttgart nawet otarł się o europejskie puchary, lecz rozgrywki zakończył na siódmej pozycji. W minionym sezonie znów w swoim towarzystwie obie ekipy spadły z ligi. Trochę dłużej zajęło to drużynie „Die Schwaben”, która dopiero w barażach musiała uznać wyższość Unionu Berlin z Rafałem Gikiewiczem w składzie.

Piłka nożna nie lubi pustki

Na miejsce wspomnianych wyżej drużyn, które od siedmiu lat sprawiają swoim kibicom więcej zawodów, niż radości wskoczyły nowe ekipy. Jedna z nich, RB Lipsk, siedem lat temu była nowym tworem rosnącym dopiero w siłę w czwartej lidze. Po spektakularnym dla siebie okresie w końcu udało się Lipskowi dołączyć do ekstraklasowego społeczeństwa. Od tego momentu, a więc sezonu 2016/2017, drużyna ze wschodnich Niemiec jest jednym z czołowych niemieckich klubów. Mało tego, w debiutanckim sezonie zawodnicy Lipska zdobyli wicemistrzostwo kraju. Ostatni sezon zakończyli na trzeciej pozycji zapewniając sobie udział w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.

Dortmundzki okres westchnień

Borussię Dortmund, która w tamtym sezonie sięgnęła po mistrzowską koronę, trenował oczywiście Jurgen Klopp. Niemiecki szkoleniowiec poprowadził BVB do zwycięstwa w lidze, mając w składzie niezapomniane polskie trio. Oprócz naszych rodaków w drużynie Borussi występowali jeszcze wtedy tacy piłkarze jak Lucas Barrios czy Patrick Owomoyela.
Klopp od tamtej pory zdążył już zostawić drużynę w rękach Tomasa Tuchela i dwukrotnie dojść z Liverpoolem do finału Ligi Mistrzów, z czego jeden udało mu się wygrać.

Drużyna z Zagłębia Ruhry po zwycięskim sezonie była prowadzona przez czterech trenerów. Jurgena Kloppa zastąpił w 2015 roku wspomniany Tuchel, który po dwóch sezonach odszedł do Paryża. Na jego miejsce przybył Peter Bosz. Holender na ławce Borussi zasiadał jednakże tylko jeden nieudany sezon, po którym jego schedę przejął Lucien Favre. Szwajcarski szkoleniowiec był najbliżej odzyskania dla Dortmundu mistrzowskiego tytułu, gdy w zeszłym sezonie na koniec rozgrywek tracił do Bayernu jedynie dwa punkty.

Ludzie odchodzą, trofea zostają

W drużynie Bayernu od tamtej pory również wiele się zmieniło. Do bawarskiego zespołu dołączył przed tamtym sezonem Manuel Neuer, a David Alaba wrócił z wypożyczenia do Hoffenheim. Z Manchesteru City dodatkowo został zakupiony 22-letni Jerome Boateng. W ataku Bawarczyków szalał wtedy Mario Gomez, a szefem defensywy był Daniel Van Buyten. Bayernowi udało się w tamtym sezonie dojść do finału Ligi Mistrzów, lecz drużyna prowadzona przez Juppa Heynckesa musiał w rzutach karnych uznać wyższość londyńskiej Chelsea.

Po erze Heynckesa zakończonej w 2013 roku drużynę przejął Pep Guardiola. Hiszpan obejmował stery ekipy, która poprzedni sezon zakończyła z potrójną koroną, z pucharem Ligi Mistrzów na czele. Nietrudno się domyślić, że katalończyk od razu wprowadził na niemieckie boiska swoją ideologię gry. Wraz z nim do stolicy Bawarii zawitali dwaj utalentowani pomocnicy. Thiago Alcantara przeprowadził się do Monachium z Barcelony, a Mario Goetze postanowił narazić się kibicom Borussii Dortmund odchodząc do najgroźniejszego rywala. Podobna drogą do swojego niemieckiego kolegi podążył rok później Robert Lewandowski, który jednak odchodził z BVB w nieco przyjemniejszy sposób.

Guardiola do trzech tytułów mistrzowskich z rzędu dorzucił jeszcze dwa Puchary Niemiec, Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Po trzech sezonach Hiszpan uznał jednak, że w Monachium zrobił już, co miał do zrobienia i odszedł do Manchesteru City.

Do drużyny zawitał zatem Carlo Ancelotti, na którego czekały podpisane umowy z Matsem Hummelsem oraz Renato Sanchesem. Włoch ugrał dla Bayernu jedno mistrzostwo oraz dwa krajowe Superpuchary. Niestety na początku sezonu 2017/2018 jego pomysł na grę Bawarczyków zaczął się kończyć, a wraz z nim zakończyła się praca Carletto na Allianz Arenie.

W klubowych biurach nastała konsternacja. Nie było na rynku wolnych trenerów, którzy mogliby zapewnić drużynie odpowiedni poziom. Przez chwilę zespół prowadził Willy Sagnol, lecz dzięki uprzejmości Juppa Heynckesa mógł spokojnie wrócić na swoje poprzednie stanowisko. Niemiecki szkoleniowiec postanowił przerwać zasłużoną emeryturę, by raz jeszcze zasiąść na monachijskiej ławce. Skończyło się jak zwykle, czyli mistrzostwem kraju.

Przed sezonem 18/19 drużynę objął Niko Kovac, który pracuje z nią do dnia dzisiejszego. Po tryumfie, którym było zdobycie krajowego pucharu prowadząc Eintracht Frankfurt, Chorwat skusił się na objęcie trenerskiego fotela w największym niemieckim klubie. Zespół pod wodzą nowego szkoleniowca po raz kolejny zasiadł na krajowym tronie, niestety wiele osób życzyłoby sobie, by w tym roku ta sztuka mu się nie powiodła.

Czas dominacji polskiej strzelby

W sezonie zakończonym zwycięstwem Borussii Dortmund koronę króla strzelców przywdział Klaas Jan Huntelaar. 29-letni wtedy Holender, występujący w Schalke 04 zdobył 29 ligowych bramek, co pozwoliło mu nazywać się najlepszym snajperem w Bundeslidze. W lokalnym rywalu BVB Huntelaar spędził jeszcze kilka sezonów, po czym udał się do rodzimego Ajaxu, by służyć radą młodszym od siebie kolegom.

W ciągu następnych siedmiu sezonów słynne działo czterokrotnie wpadało w ręce Robertowi Lewandowskiemu. Polak musiał uznać wyższość jedynie Stefana Kießlinga w 2013 roku, Alexandra Meiera w 2015 i Pierre-Emericka Aubameyanga w sezonie 2015/2016.

Siedem lat, trzech Polaków trzy drogi

Mocnymi punktami zespołu, który po raz ostatni zaburzył ligową hegemonię Bayernu było trzech reprezentantów Polski.

Łukasz Piszczek w drużynie BVB jest do dziś. Śmiało można nazywać go już legendą dortmundzkiego klubu, a prawy obrońca wciąż ma siły by zapisywać kolejne karty historii. Zmieniali się trenerzy, zmieniali się koledzy, zmieniali konkurenci, a Piszczek wciąż szaleje na prawej flance Signal Iduna Park. Rozegrał dla Borussi 327 spotkań, w których strzelił 17 bramek i zaliczył 60 asyst. W zeszłym roku postanowił zakończyć reprezentacyjną karierę, by w pełni skupić się na wyrwaniu z bawarskich rąk mistrzowskich medali.

Droga Jakuba Błaszczykowskiego po sezonie 11/12 była bardziej kręta, niż ta przebyta Piszczka. Nękany kontuzjami były kapitan reprezentacji Polski coraz rzadziej pojawiał się na niemieckich boiskach. Wraz z dymisją Jurgena Kloppa, Błaszczykowski odszedł na wypożyczenie do Fiorentiny, gdzie miał odbudować swoją formę i wrócić do Dortmundu przygotowany na sto procent.

Niestety wraz z Błaszczykowskim do Florencji udały się jego problemy zdrowotne, co znów nie pozwoliło rozegrać Polakowi takiej ilości minut, jaką zakładano. Jeszcze przez następne dwa lata udało mu się utrzymać w kadrze BVB, lecz w połowie zeszłego sezonu wrócił do kraju, by ratować Wisłę Kraków i pozostaje tam po dziś dzień.

Zdecydowanie najwięcej w sportowym życiu działo się u Roberta Lewandowskiego. Po zdobyciu mistrzostwa w żółto-czarnej koszulce obecny kapitan Biało-Czerwonych zdołał zadziwić świat pakując piłkę do siatki czterokrotnie w meczu przeciwko Realowi Madryt. Napastnik w 2014 roku odszedł z Dortmundu, by dołączyć do będącej na topie drużyny Bayernu. W czerwonej koszulce Lewandowski zapisał swoje nazwisko przy tylu rekordach, że niemożliwe jest wypisanie tutaj choćby połowy z nich. Krótko mówiąc, Polak stał się gwiazdą światowego formatu i czerpie z tego garściami. Jest jednym z najważniejszych zawodników w klubie i jednym z najlepszych na swojej pozycji na świecie. W wielu miejscach na świecie na słowo „Polska” lokalni mieszkańcy wykrzykną „O! Lewandowski!” i skrzyżują na piersiach ręce imitując tym samym cieszynkę polskiego napastnika.

sportsnet.ca

Era ekranów

Najbardziej istotną zmianą, jaka zaszła podczas tych siedmiu lat panowania Bayernu na krajowym podwórku było wprowadzenie VARu, czyli weryfikacji video, mającej pomóc sędziemu w podjęciu prawidłowej decyzji. Była to rewolucja nie tylko w Niemczech, ale w całej Europie. System powtórek u naszych zachodnich sąsiadów wprowadzono od sezonu 2017/2018 i powoli przyswajano do niego wszystkie drużyny oraz ich kibiców. Z perspektywy czasu taka decyzja piłkarskich władz była oczywiście jak najbardziej słuszna, lecz nie obyło się bez wpadek.

W Niemczech VAR z początku nie działał tak dobrze, jak się tego spodziewano. Na szczęście, w myśl zasady, że praktyka czyni mistrza, w końcu udało się zoptymalizować używanie nowej technologii i weryfikacja video coraz bardziej pomaga, niż przeszkadza.

Nikt w 2012 roku nie myślał, że za moment będziemy mogli sprawdzać słuszność sędziowskich decyzji na monitorze postawionym za linią boczną. Nikt nie myślał wtedy również, że w 2019 roku będziemy pisać o siedmioletnich rządach Bayernu Monachium w Bundeslidze.

Siedem lat temu nie myślano, że Złota Piłka będzie dopiero w 2018 roku przyznana zostanie komuś innemu niż duet Messi-Ronaldo. Nikt nie wierzył, że Polacy dojdą do ćwierćfinału Mistrzostw Europy, ani nie przewidywano mistrzowskiego sezonu Piasta Gliwice. Życie pisz różne scenariusze, a w tym roku pióro ma wziąć do ręki Borussia Dortmund i napisać takie zakończenie sezonu, które nie będzie happy endem dla bawarskiego klubu.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski