W 87. minucie na boisko w meczu Legii z Cracovią wszedł Jakub Kosecki. Syn wielokrotnego reprezentanta kraju mógł mieć wymarzony debiut. Na początku dogrywki znalazł się w sytuacji sam na sam, jednak na przeszkodzie stanął bramkarz rywala.
– Bardzo ciężki mecz, ale cieszy wygrana. No i oczywiście debiut w Legii. Cieszę się, że była dogrywka, bo dzięki temu mogłem trochę pograć. Choć dla kolegów to niekoniecznie dobrze, bo muszą mieć jak najwięcej sił przed superważnym ligowym meczem w Bełchatowie. Przed nami jeszcze trzy – cztery treningi, na których będę chciał pokazać, że zasługuję na grę. Nawet na ławce, bo nie podpalam się tym, że dzisiaj zagrałem – mówił Jakub Kosecki po swoim debiucie w barwach Legii.
Kosecki junior mógł zostać bohaterem spotkania. Tak by się stało, gdyby tylko wykorzystał tę wyśmienitą okazję z dogrywki. Na jego nieszczęście po tej akcji gra przestała mu się układać.
– Taka jest piłka. Raz się strzela, raz się nie strzela. Troszeczkę się zgrzałem. Na treningach zawsze szukam piłki, żeby uderzyć do boku. Tu po prostu uderzyłem na bramkę. Wiadomo – debiut. Mam nadzieję, że następnym razem strzelę – powiedział 19-letni, mierzący ledwie 168 cm, napastnik.
– Gdybym strzelił dzisiaj, to może znalazłbym się w meczowej kadrze na Bełchatów – zakończył Kosecki.










