Sobotnie spotkanie między FC Augsburg a Energie Cottbus zapowiadane było jako hitowy pojedynek 15. kolejki 2. Bundesligi. Dziennikarze zwracali szczególną uwagę na fakt, że obie drużyny posiadają najlepsze ofensywy na drugoligowym szczeblu i strzeliły dotychczas najwięcej bramek spośród wszystkich zespołów tej klasy rozgrywkowej. W sobotę kibice również nie mogli narzekać na brak goli, ale do siatki trafiali tylko podopieczni Josa Luhukaya.
Przed meczem trudno było wskazać faworyta. FCA nie przegrało wprawdzie kolejnych sześciu spotkań, ale ich rywale zwyciężali pięć razy z rzędu, a do tego w ostatniej kolejce rozgromili lidera pierwszoligowych rozgrywek, Erzgebirge Aue, aż 6:0!
Pierwsi zaatakowali gospodarze. W 8. minucie Werner dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Moehrle, ale ten trafił jedynie w boczną siatkę. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź przyjezdnych. Reimerink wygrał pojedynek główkowy z obrońcą FCA i znalazł się w sytuacji sam na sam z Simonem Jentzschem. Pomocnik gości za bardzo jednak pośpieszył się z decyzją o oddaniu strzału i piłka poszybowała nad poprzeczką.
Ostrzeżenie ze strony gości zmobilizowało augbsburczyków. W 15. minucie w polu karnym Haina nieprzepisowo zatrzymał Huenemeier, a „jedenastkę” bez problemu mocnym uderzeniem w środek bramki na gola zamienił Rafael Nando. Gospodarze nie zadowalali się skromnym prowadzeniem i próbowali podwyższyć rezultat meczu. Trzy minuty po skutecznie wykonanej „jedenastce” z dystansu uderzał Brinkmann, ale piłka po rykoszecie wylądowała tuż nad bramką. Chwilę później Rafael mógł po raz drugi wpisać się na listę strzelców, ale z pięciu metrów fatalnie przestrzelił po dośrodkowaniu Wernera. Urodzony w Angoli napastnik zrehabilitował się za to w 23. minucie, drugi raz w tym spotkaniu skutecznie wykorzystując rzut karny podyktowany po faulu Bitroffa. Obrońca Energie za przewinienie otrzymał czerwoną kartkę i stało się jasne, że o punkt w dzisiejszym meczu będzie zespołowi z Cottbus niezwykle trudno. Zadowoleni dwubramkowym prowadzeniem augsburczycy niespecjalnie kwapili się do kolejnych ataków, zaś osłabieni przyjezdni nie mieli zbytnio możliwości skonstruowania choćby jednej groźnej akcji. Mimo to, kibice zgromadzeni na nowoczesnej Impuls Arenie mogli być po pierwszej połowie zadowoleni, bo zawodnicy obu drużyn – zwłaszcza przez pierwsza dwa kwadranse – stworzyli ciekawe widowisko.
Druga połowa rozpoczęła się od… małej pauzy w grze, kibice Energie odpalili bowiem w swoim sektorze ognie bengalskie i sędzia zmuszony był na minutę przerwać spotkanie. Po wznowieniu szansę w końcu stworzyli sobie goście. Petersen przedarł się prawą stroną i uderzył z szesnastu metrów, ale Jentzsch był czujny i nie dał się zaskoczyć. Nie w pełni skoncentrowana była za to defensywa gości i już 120 sekund później, w 58. minucie meczu, na tablicy widniał wynik 3:0. Verhaegh dośrodkował w pole karne, Brzenska wybił wprawdzie piłkę głową, ale futbolówka trafiła pod nogi Wernera, który długo nie zastanawiał się i uderzył z woleja. Kirschbaum po raz trzeci musiał wyciągać piłkę z siatki. Wkrótce swoją okazję miał też Brinkmann, ale w znakomitej sytuacji trafił tylko w golkipera gości, zaś dobitka Rafaela była niecelna.










