Koniec pewnej ery w Millwall


Klub z Londynu po czterech i pół roku zmienia szkoleniowca

7 października 2019 Koniec pewnej ery w Millwall
newsatden.co.uk

Co prawda Millwall w lecie dotknęły poważne zmiany kadrowe, ale to odejście Neila Harrisa ze stanowiska trenera zespołu należy uznać za prawdziwą rewolucję. Cztery i pół roku jego pracy naznaczonych sukcesami na miarę możliwości klubu z Londynu nie zmienia faktu, że w grze „The Lions” nie widać było żadnego progresu.


Udostępnij na Udostępnij na

Fani Millwall w ostatnim czasie dawali wyraz swojemu niezadowoleniu z postawy swojej drużyny, lecz mało kto przypuszczał, że Harris sam zrezygnuje z posady, czyniąc to na dodatek przed kolejnym ważnym pojedynkiem w angielskiej Championship. Na The New Den spodziewano się bowiem kompletu widzów, a to właśnie takie spotkania najbardziej lubił były już szkoleniowiec „The Lions”.

Wyciągnął z dołka

Mimo ewidentnie słabej końcówki praca Harrisa i tak zostanie zapamiętana przede wszystkim z sukcesów na miarę możliwości Millwall. Choć największe zadymy z udziałem kibiców klubu z londyńskich doków są przede wszystkim historycznym wspomnieniem, i tak marka ta jednoznacznie kojarzy się właśnie z niechlubną kartą zapisaną przez swoich fanów. W takiej sytuacji z pewnością trudno jest zbudować wielki klub, ale jednocześnie ambicje włodarzy „The Lions” od dłuższego czasu sięgają nieco dalej niż balansowanie pomiędzy Championship a League One.

Zespół na miarę oczekiwań jako pierwszy miał stworzyć Ian Holloway, zatrudniony na początku 2014 roku doświadczony menadżer mający za sobą pracę między innymi w Queens Park Rangers, Crystal Palace czy Blackpool. Holloway uchodził wówczas za specjalistę od awansów, już w pierwszym roku swojej pracy wprowadzając Blackpool do Premier League. Pierwsze półrocze jego pracy można było ocenić jednoznacznie pozytywnie, ponieważ Millwall udało się utrzymać na drugim poziomie rozgrywkowym, lecz transfery przeprowadzone przed sezonem 2014/2015 okazały się katastrofą. Holloway w marcu 2015 roku odchodził z klubu jako postać znienawidzona przez fanów „The Lions”, którzy musieli przełknąć gorycz spadku do League One.

Następcą Hollowaya został właśnie Harris, jego dotychczasowy asystent, a przede wszystkim były piłkarz Millwall uznawany przez kibiców za jedną z największych klubowych legend. Dzięki zaufaniu zarządu oraz fanów po relegacji z Championship mógł on dokonać poważnych zmian w kadrze, pozbywając się najlepiej zarabiających zawodników i ściągając w ich miejsce zaufanych ludzi głównie w postaci swoich byłych kolegów z boiska. Co prawda w swoim pierwszym sezonie nie udało mu się awansować do fazy play-off, ale już sezon 2016/2017 zakończył się sukcesem i upragnioną promocją do Championship.

Apetyt urósł

Awans na zaplecze Premier League oraz dwa ćwierćfinały Pucharu Anglii nie byłyby zapewne możliwe, gdyby nie samo podejście Harrisa do swojej pracy. Szkoleniowiec co prawda wymagał dużo od swoich zawodników, pilnując zwłaszcza dyscypliny wśród najmłodszych graczy, ale jednocześnie potrafił zbudować bardzo dobrą atmosferę w zespole poprzez „ludzkie” podejście do swoich podopiecznych.

Z pewnością były już menadżer Millwall przez całą swoją kadencję nie mógł narzekać na komfort swojej pracy, ciesząc się pełnym zaufaniem ze strony zarządu. Pochwał na łamach angielskiej prasy nie szczędził mu na początku ubiegłego roku sam właściciel „The Lions”, czyli kierujący klubem od 2007 roku amerykański milioner John Berylson. Twierdził on wówczas, że drużyna zrobiła znaczące postępy właśnie pod wodzą Harrisa, stąd właśnie ten okres uważa za najlepszy, odkąd zaczął inwestować w angielski futbol. Ponadto Berylson zwracał uwagę na popularność szkoleniowca wśród kibiców, ponieważ miał on znać kulturę Millwall i oczekiwania fanów względem całej drużyny.

Początek ubiegłego roku rzeczywiście mógł nastrajać optymistycznie amerykańskiego właściciela „The Lions”. Zespół zanotował wówczas imponującą serię osiemnastu spotkań bez porażki, dzięki której awansował z 15. na 6. lokatę w Championship, tracąc szansę na play-off o Premier League dopiero w ostatnich trzech meczach sezonu. 8. miejsce na zakończenie sezonu uznano i tak za spory sukces, stąd oczekiwano, że w kolejnych rozgrywkach Millwall będzie w stanie nawiązać równorzędną walkę z najlepszymi drużynami w lidze. Ostatecznie klub znad Tamizy batalię na ligowym froncie w sezonie 2018/2019 zakończył na ostatnim miejscu gwarantującym pozostanie na drugim poziomie rozgrywkowym.

Chociaż amerykański właściciel chwali się zainwestowaniem w klub blisko 70 milionów funtów przez ponad dekadę, nie jest to jednak kwota oszałamiająca nawet jak na realia pogranicza Championship i League One. Millwall tak naprawdę dopiero przed rokiem przeprowadziło pierwsze gotówkowe transfery, sprowadzając między innymi reprezentanta Czech Jiriego Skalaka z Brighton, Ryana Leonarda z Sheffield United czy Toma Bradshawa z Barnsley. W tegorocznym letnim okienku transferowym kurek z pieniędzmi został także odkręcony, stąd Harris mógł kupić reprezentanta Islandii Johna Daoi Bodvarssona z Reading, Connora Mahoneya z A.F.C. Bournemouth czy Matha Smitha z QPR, a także wypożyczyć Bartosza Białkowskiego z Ipswich Town. Przede wszystkim klub pozbył się aż osiemnastu zawodników, w tym piłkarzy stanowiących o jego obliczu w ostatnich sezonach pokroju bramkarza Jordana Archera oraz napastników Lee George’a i Steve’a Morrisona.

Bez progresu

Letnie doniesienia z The New Den mogły optymistycznie nastrajać kibiców Millwall. Klub podpisał największą w swojej historii umowę sponsorską, na mocy której reklama szwedzkiego producenta czekolady Huski Chocolate będzie widnieć na jego koszulkach przez najbliższe pięć lat. Przede wszystkim w drużynie nastąpiły wspomniane już wcześniej zmiany, zdaniem wielu kibiców nieuniknione, aby zespół mógł w końcu myśleć o czymś więcej niż tylko o utrzymaniu w Championship. Jednocześnie nie udało się jednak zrealizować wszystkich planów transferowych Harrisa, który chciał między innymi wzmocnić atak Jamalem Lowe’em z Portsmouth, lecz ostatecznie licytację o napastnika wygrało Wigan Athletic.

Początkowo przebudowany zespół wyglądał naprawdę dobrze, stąd swój kolejny sezon na zapleczu Premier League rozpoczął od zwycięstw nad Preston North End i Sheffield Wednesday, a także od remisu z West Bromwich Albion. Potem było już jednak tylko gorzej, stąd Millwall od końca sierpnia do ostatniego spotkania z Leeds nie było w stanie wygrać żadnego meczu i po dziesięciu spotkaniach pod wodzą Harrisa zajmowało dopiero 18. miejsce w ligowej tabeli. Sam szkoleniowiec wydawał się przytłoczony tą sytuacją, czego symbolem było jego zachowanie po przegranym w połowie września meczu z Blackburn Rovers. Choć piłkarze czekali już na pomeczową odprawę, Harris jeszcze przed kilkanaście minut po zakończeniu meczu wpatrywał się w murawę, siedząc wciąż na ławce rezerwowych.

Nie można jednak zarzucać legendzie Millwall, że nie miała absolutnie żadnego pomysłu na poprawę gry swojego zespołu. Podczas ostatnich dwóch meczów pod jego wodzą drużyna zaprezentowała się całkiem nieźle, dlatego było widać wolę walki piłkarzy „The Lions” w wyjazdowych pojedynkach z Luton Town i Huddersfield. Samo zaangażowanie jednak nie wystarczyło, a remisy 1:1 z jeszcze niżej notowanymi zespołami nie mogły zadowolić fanów czekających na przełamanie się ich ulubieńców, a przede wszystkim coraz głośniej dających wyraz swojemu niezadowoleniu także z samej pracy szkoleniowca.

Pierwsze zwycięstwo od końca sierpnia nadeszło dopiero dwa dni po rezygnacji Harrisa, którego przynajmniej na mecz z Leeds zastąpił trener przygotowania fizycznego, Adam Barrett. Tymczasowy szkoleniowiec Millwall nie ukrywał, że to właśnie jego dotychczasowy zwierzchnik poprosił go o przejęcie zespołu, stąd właśnie jemu zadedykował sobotnie zwycięstwo. Na razie nie wiadomo, kto będzie następcą „Super Neila”, jak w okresie najlepszej gry drużyny nazywali go kibice. Wiadomo jedynie, że na The New Den właśnie nastąpił koniec pewnej ery, ale bez większych nakładów finansowych można mieć pewne wątpliwości, czy klub rzeczywiście jest w stanie osiągać więcej niż lawirowanie pomiędzy drugim a trzecim poziomem rozgrywkowym.

Komentarze
Syrob (gość) - 3 lata temu

Millwall Millwall! Super Millwall. Dużo Polaków mieszkających w Londynie kibicuje tej drużynie ;-)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze