Dla piłkarskiego świata postać Vicente del Bosque kojarzy się przede wszystkim z dosyć oszczędnym operowaniem emocjami, stoickim spokojem i profesorskim wyrazem twarzy. W Hiszpanii natomiast jest on postrzegany niemal na równi z królem, a wszystko przez wyniki, jakie podczas obecnej kadencji osiągnął z drużyną „La Furia Roja”. Niestety, po francuskim Euro król będzie abdykował.
Rok 2008, po wygranym Euro w Austrii i Szwajcarii ze stanowiska selekcjonera reprezentacji Hiszpanii rezygnuje Luis Aragones. „Mędrzec” był uważany za prekursora tiki-taki na arenie międzynarodowej. W miejsce Aragonesa związek zatrudnia byłego trenera Realu Madryt, z którym wygrał niemal wszystko, a więc Vicente Del Bosque. To właśnie on ma za zadanie wykrzesać ogień z Hiszpanów i zbudować zespół, którego podwaliny wyznaczył Aragones.
Pierwszym sprawdzianem 65-latka były kwalifikacje do mistrzostw świata 2010. Tam „La Furia Roja” rozniosła konkurencję, wygrywając wszystkie spotkania, a sam del Bosque ustanowił rekord, gdyż jako jedyny selekcjoner zwyciężył we wszystkich 13 spotkaniach po swoim debiucie. Hiszpanie mogli zatem bukować bilety do RPA, nie wiedząc jeszcze, jak szczególny mundial ich czeka.
Mistrzostwa dla zawodników z Półwyspu Iberyjskiego zaczęły się lekkim falstartem – przegranym meczem ze Szwajcarią w grupie. Jednak, jak się później okazało, była to jedyna porażka w tamtej kampanii. Ekipa del Bosque kolejno eliminowała Portugalię, Paragwaj i Niemcy, aby w finale zmierzyć się z Holandią. Niezwykle wyrównane spotkanie zakończyło się dogrywką, w której jedynego gola zdobył Andres Iniesta.
Dwa lata później kolejna wielka impreza – Euro na boiskach Polski i Ukrainy. Tutaj również Hiszpanie nie mieli sobie równych, wygrywając wszystkie spotkania, a w finale gromiąc Włochów 4:0.„ La Furia Roja” obroniła tytuł Mistrza Europy jako jedyna w historii, a sam del Bosque został pierwszym trenerem, który mógł do swojego CV dopisać triumf w Lidze Mistrzów, mistrzostwach świata i Euro. W tym samym roku otrzymał Złotą Piłkę dla najlepszego trenera.
https://www.youtube.com/watch?v=NQdyOvW_0D4
Puchar Konfederacji z 2013 roku powoli obnażał niedociągnięcia tiki-taki. Wprawdzie Hiszpania doszła do finału rozgrywek, ale tam uległa Brazylii 3:0. Prawdziwą weryfikacją tego stylu gry był dopiero mundial w 2014, czyli absolutna klęska obrońców tytułu, którzy nie byli w stanie wyjść z grupy, wygrywając tylko z Australią. Po przegranym meczu 1:5 z Holandią eksperci byli zgodni, że przyszłość stylu gry „La Furia Roja” nie wygląda kolorowo. Zaczęto zwracać uwagę na to, że nawet Barcelona, gdzie Guardiola znacznie tiki-takę udoskonalił, zaczęła odchodzić od tej taktyki na rzecz bardziej otwartego futbolu.
https://www.youtube.com/watch?v=rQWld6sZwZs











