Drużyna Valencii poprzedni sezon zakończyła wznosząc Puchar Króla i zajmując miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów. Kibice zapomnieli już o tym, że pierwsza część rozgrywek była koszmarna w wykonaniu zawodników i niecierpliwie czekali na rozpoczęcie nowej kampanii. Spokojne przygotowania zaburzył konflikt dyrektora generalnego z właścicielem klubu, w który zaangażowani byli nawet poszczególni piłkarze. Czy ta sytuacja wpłynie na dyspozycję drużyny na starcie sezonu?
Gdy po piętnastu kolejkach minionego sezonu ekipa Marcelino wylądowała na piętnastym miejscu w ligowej tabeli, atmosfera w klubie z Walencji nie była najlepsza. Mocno podważane były umiejętności trenera „Nietoperzy”, a dostało się również sprowadzonym latem zawodnikom. Zarząd wytrzymał jednak presję, trener zachował posadę i na koniec sezonu mógł usiąść w sali konferencyjnej jako zdobywca krajowego pucharu oraz przyszłoroczny uczestnik najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek klubowych.
Peter Lim kontra Mateu Alemany
Po jedenastu latach na Estadio Mestalla można było otworzyć gablotę i dostawić tam kolejne trofeum. Wszystko wskazywało na to, że projekt Marcelino zmierza w dobrym kierunku, więc zaczęto skrupulatnie przeglądać rynek w poszukiwaniu zawodników mogących wzmocnić kadrę na następny sezon. Wszystkie zakupy Valencii sprawiały wrażenie przemyślanych, a media zestawiały z nazwą klubu kolejnych piłkarzy mających poprawić konkurencyjność składu.
W zeszłym tygodniu pojawiła się wiadomość, która zaburzyła sielankową atmosferę. Media podały, że Mateu Alemany, dyrektor generalny Valencii, jest bliski rozstania się z klubem z powodu konfliktu z właścicielem Peterem Limem. Mało tego, gdyby odejście Alemany’ego stało się faktem, swoją rezygnację miał na ręce zarządu złożyć również trener „Nietoperzy” Marcelino, zabierając ze sobą cały swój sztab. Szkoleniowiec od początku swojego pobytu w klubie ma świetne relacje z dyrektorem generalnym i nie wyobrażał sobie funkcjonowania w klubie bez jego pomocy.
Sytuacja miała swoje źródło w chęciach Petera Lima do posiadania większej władzy w sferze zarządzania składem. Właściciel chciał mieć ostateczny głos przy transferach i ogólnym wyglądzie kadry na Mestalla, co spotkało się ze stanowczą reakcją dyrektora i trenera. Do tej pory to do nich należało decydujące słowo w kontekście wzmocnień i nie zamierzali oddawać swej władzy komuś, kto nie żyje wokół szatni codziennie. Sytuację próbował załagodzić prezes klubu Anil Murthy, stając się mediatorem między obiema stronami. Spotykał się z Alemanym, cały czas będąc również w kontakcie z przebywającym w tym czasie w Singapurze Limem. Dyrektor generalny z jednego ze spotkań wyszedł rozpromieniony, lecz bezpośrednia konfrontacja z właścicielem musiała dojść do skutku.
Odsunąć agenta od koryta
W wyprawie do Alemany’ego oraz Murthy’ego dołączył również Marcelino, a mało brakowało, by polecieli również zawodnicy. W klubie stawiło się kilku ważnych graczy, z kapitanem Parejo na czele, z chęcią przekazania sternikowi, że nie ma innej możliwości niż pozostawienie dyrektora na dotychczasowym stanowisku. Ostatecznie na pokład samolotu do Azji nie wsiadł żaden piłkarz, lecz w świat poszedł jasny przekaz i nie było możliwości, by Lim się do niego nie ustosunkował.











