Do rozpoczęcia mistrzostw Europy zostały zaledwie trzy dni. Jednak już od dłuższego czasu trwają spekulacje nad możliwym przebiegiem tego turnieju. Eksperci próbują wskazać drużyny, które będą się liczyć w walce o zwycięstwo, ale także te, które na przekór fachowym analizom mogą sprawić niespodziankę, stać się czarnym koniem imprezy. Komu daje się natomiast największe szanse na zdobycie tytułu króla strzelców Euro 2012?
Pytanie to, na pierwszy rzut oka, nie wydaje się specjalnie skomplikowane. Największą i najczęstszą sposobność do zdobywania bramek będą miały bowiem silne ekipy, mogące zajść daleko w turniejowej drabince – przynajmniej do półfinału. Im więcej minut spędzonych przez danego gracza na murawie, tym więcej bramkowych okazji. A gdy jeszcze ma kto dogrywać z linii pomocy… Prawidło banalne i wyświechtane? Zgadza się. Tyle że bardzo często się sprawdzające.

Oczywiście futbol zna też przypadki, gdy najlepszym strzelcem wielkich imprez zostawał zawodnik drużyny, która nie odegrała dużej roli w danym turnieju. Pamiętacie Olega Salenkę, byłego gracza… Pogoni Szczecin? Rosjanin na mistrzostwach świata w 1994 roku, wraz z Christo Stoiczkowem, trafiał wtedy najczęściej. Co z tego, że zawodnicy „Sbornej” nie wyszli nawet z grupy? Pięć bramek Salenki z Kamerunem i skutecznie wykorzystana „jedenastka” przeciw Szwedom okazały się niezwykle bogatą zaliczką.
Dobrze, zejdźmy jednak na ziemię. Faworyci Euro 2012? We wszystkich prognozach niemal zawsze powtarza się ta sama trójka. Obrońcy tytułu, czyli Hiszpania. Aktualni wicemistrzowie Europy – Niemcy. I oczywiście Holandia, srebrny medalista mistrzostw świata. Nie będziemy się zajmować wywodami, dlaczego właśnie oni. Szerzej nad tą problematyką pochyliliśmy się już TUTAJ. Warto się jednak zastanowić, którzy piłkarze wyżej wymienionych futbolowych mocarstw mogą odegrać istotną rolę w nadchodzącym turnieju.
W 2008 roku najlepszym egzekutorem mistrzostw Europy okazał się Hiszpan David Villa. Wystarczyły cztery trafienia. Pewne jest, że snajper Barcelony wyczynu swego nie powtórzy. Z imprezy wyeliminowała go kontuzja. Kto zatem spośród graczy „La Furia Roja” mógłby wziąć obowiązek strzelania bramek na własne barki? Wydaje się, że Vicente del Bosque postawi na Fernando Torresa. Snajper Chelsea Londyn przez długie miesiące nie potrafił odnaleźć swej wielkiej formy sprzed kilku lat. Wygląda na to, że potworną indolencję zawodnik ten ma już jednak za sobą. „El Nino” podbudowany jest zapewne triumfem w Lidze Mistrzów, swą dobrą dyspozycję potwierdził też w towarzyskim meczu Hiszpanów z Koreą Południową, zdobywając bardzo ładną bramkę. Nie zapominajmy też o . Bask ma za sobą udany sezon. W 52 spotkaniach zdobył 28 bramek. Jego Athletic Bilbao doszedł aż do finału Pucharu Europy, eliminując po drodze Manchester United czy Schalke Gelsenkirchen. O rosłego gracza już teraz pytają czołowe kluby Starego Kontynentu. 27-latek dla odmiany jednak nie rozegrał ani minuty w ostatnich trzech sparingach Hiszpanów. Czyżby była to próba mydlenia oczu rywalom ze strony del Bosque? A przypomnijmy, że selekcjoner w odwodzie ma jeszcze takie nazwiska jak czy . U Hiszpanów (tak jak u innych zresztą) bramki zdobywać mogą też gracze drugiej linii, a nierzadko też coraz to bardziej ofensywnie usposobieni defensorzy.










