W piątek i sobotę rozegrane zostały kolejne spotkania eliminacji do ME 2012 w Polsce i na Ukrainie. O komentarz dotyczący minionych meczów i nie tylko poprosiliśmy znanego dziennikarza i komentatora sportowego, Romana Kołtonia.
Niemcy awansowali na Euro 2012 w wielkim stylu. Grają imponująco, nie stracili do tej pory ani jednego punktu. Czy jest ktoś w Europie na tę chwilę, kto może ich zatrzymać?
Myślę, że jest. Kadra Loewa rzeczywiście jest zjawiskowa. Zjawiskiem obecnej doby, jeśli chodzi o futbol, ze względu na liczbę talentów i ze względu na styl gry, zawsze ofensywny. Loew zawsze stara się przejmować inicjatywę, by jego drużyna dyktowała grę. Ewolucja jest niezwykła na tle Euro 2008, gdy Niemcy nie byli w stanie dyktować gry w wielu spotkaniach, a na mundialu w RPA już tak. Oczywiście, przegrali przypadkowo z Serbią, przegrali półfinał z Hiszpanią, ale z kolei większość spotkań grali przepiękny futbol, chyba najpiękniejszy na mistrzostwach. Śmiem twierdzić, że piękniejszy niż Hiszpanie, którzy ustawili się troszkę pod ścianą, przegrywając ze Szwajcarią pierwszy mecz. Potem mieli bardzo ciężkich rywali, może nie takie nazwy, jak Anglia czy Argentyna, które trafiły się Niemcom, ale nieprzyjemni i trudni do ogrania przeciwnicy.
Francuzi szukają swojej tożsamości (fot. topmercato.com)
To Niemcy grali najbardziej efektowny futbol na mundialu i wydaje się, że jest to możliwe dalej w oparciu o niezwykłe pokolenie i bardzo mądrego trenera. Natomiast co do przeciwnika, to proszę spojrzeć na listę rankingową FIFA. Jednak przed Niemcami są Hiszpanie, są Holendrzy i do końca przypadku w tym nie ma.
Jednak biorąc pod uwagę obecny czas i gdyby próbować stworzyć ranking drużyn z największymi szansami na przyszłorocznym Euro, to czy Niemcy nie znaleźliby się na pierwszym miejscu?
W moim przekonaniu jednak Hiszpanie.
Mówi się jednak o konfliktach w reprezentacji Hiszpanii.
Konflikty są bardziej rozgrywane medialnie, konfliktów nie brakuje w żadnej drużynie. Niemcy mają dość nieprzyjemną sytuację. Ich kapitan, Philipp Lahm, napisał na dniach biografię. Mając 27 lat podsumował trenerów, sprzedał trochę kulis z szatni z 2008 roku, pisząc, że ta szatnia nie wyglądała tak, jak powinna.
Ale zdążył już za to przeprosić i przyznać, że jeśli trener reprezentacji uważa to za niewłaściwe, to może się z pewnych wypowiedzi wycofać.
Przeprosić to jedno. Proszę sobie wyobrazić, że fragmenty tej biografii drukował dziennik bulwarowy i zrobił z tego piękne show, pewne rzeczy padły, proszę zobaczyć, jak potraktowane zostały absolutne legendy niemieckiego futbolu, jak Rudi Voeller, który umożliwił Lahmowi debiut, jak Klinsmann, który zrobił z niego bardzo znaczącą postać w reprezentacji. Wczoraj widziałem taki wywiad z Klinsamannem, w którym był dotknięty słowami Lahma. Powiedział, że piłkarz patrzy przez pryzmat swojego nosa, a trener jest to ktoś, kto musi patrzeć na cały zespół. Powiedział też jedno mądre zdanie, które można zaadresować do Lahma, ale i do innych piłkarzy, że nie ma trenera idealnego. Na drodze życia spotyka się bardzo różnych szkoleniowców, każdy w jakimś stopniu piłkarza kształtuje. Jeden mniej, drugi bardziej.
Powiem tak, ten Lahm kreuje się na osobowość, ale czy jest to osobowość, która pisze o takich rzeczach? Jako dziennikarz jestem zadowolony, bo dziennikarze lubią mieć, o czym dyskutować. Patrzę jednak troszeczkę z innej perspektywy, z punktu widzenia drużyny. Ktoś powie, że Loew się nie ugiął i nie zabrał opaski kapitańskiej Lahmowi. Nie zrobiłby tego, bo byłaby jeszcze większa afera. Nagle przed meczami z Austrią i Polską Niemcy odbierają opaskę kapitanowi, a wtedy decyzja musiała by być na dłuższy czas, jeżeli nie na całą kadencję Loewa. To są skomplikowane rzeczy.
Natomiast powiem tak, Hiszpania jest to drużyna, która ma nieprawdopodobną siłę, jeśli chodzi o grę piłką. Jednak jest to drużyna wywodząca się z kultury gry Barcelony, bo będę się przy tym upierał, i jest to coś nieprawdopodobnego. Drużyna, która wygrała dwa ostatnie turnieje, mistrzostwo Europy i mistrzostwo świata. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Niemcy mieliby odebrać im tytuł i wygrać. Najpierw muszą jednak to zrobić.
W kontekście naszego pojedynku z Niemcami. jeśli nasi rywale będą w stanie zagrać na takim poziomie, jak z Brazylią czy Austrią, to czy mamy szansę z nimi nawiązać jakąś walkę we wtorek?
Mamy szansę, jeżeli ci nasi piłkarze wzniosą się na szczyty swoich możliwości. Jeżeli to zrobią, nie przestraszą się i zagrają na najwyższym swoim poziomie, to myślę, że tak. Niemiecka drużyna będzie jednak dość eksperymentalnie ustawiona, bez kilku czołowych piłkarzy, nawet można powiedzieć, że bez kręgosłupa. Podstawowy skład Niemiec to jest bramkarz Neuer, w środku graliby Khedira i Schweinsteiger, a przed nimi Oezil. Na szpicy myślę, że grałby Gomez, bo Klose zaczął tracić na jego rzecz miejsce w reprezentacji.
Czy to oznacza, że będą to słabe Niemcy? Broń Boże, wręcz przeciwnie. Będzie bardzo ciekawa jedenastka, w której jest wielka rywalizacja. Paru piłkarzy będzie się chciało pokazać i to też wpłynie moim zdaniem na motywację tej drużyny. Ze swoimi supergwiazdami możliwe, że nie forsowałaby ona takiej gry, jaką forsować może w takim składzie, w którym swoją szansę będzie mógł wykorzystać Goetze, ewentualnie Schuerrle i inni. Kroos też walczy o swoje, a Rolfes nie powiedział ostatniego słowa.
Wracając do meczów eliminacyjnych, Francuzi i Włosi, choć byli zdecydowanymi faworytami w pojedynkach z Albanią i Wyspami Owczymi, nie mieli łatwej przeprawy. Czy jest to kolejny sygnał, że na naszym kontynencie nie ma już słabych drużyn?
Jest to taka teza, która jest często powtarzana. Wydaje mi się, że tym mocnym w meczach ze słabeuszami brakuje czasem motywacji. Po prostu chcą wygrać jak najmniejszym nakładem sił. Nie twierdzę, że jest to dobre. Wolę, jak Holendrzy się sprężą i wbiją jedenaście bramek San Marino. Natomiast myślę, że Włosi czy Francuzi generalnie przeżywają kryzys. Te drużyny szukają tożsamości, mają nowych trenerów. A druga sprawa, to chcą wygrać najmniejszym nakładem sił. Jest to paradoks, bo ci, którzy byli wielcy w ostatnich kilkunastu latach, którzy sięgali po mistrzostwo świata, odpowiednio Francja 1998 rok, Włosi 2006, są po prostu słabsi od wymienionej wcześniej trójki, czyli Holandii, Hiszpanii czy Niemiec.
Teraz o innej europejskiej potędze, Anglikach. Wyspiarze ponownie udowodnili, wygrywając wysoko w Sofii, że dobrze radzą sobie w eliminacjach. Poza wpadką przy Euro 2008 regularnie meldują się na wielkich imprezach. Czy jednak na Euro 2012 nie powtórzy się historia z RPA, gdy zarówno kibice, jak i dziennikarze spodziewać się będą wielkiego sukcesu, a skończy się tak jak zawsze?
Wydaje mi się, że Anglia zawsze jest faworytem z racji tradycji i siły swojego futbolu. Pytanie jest jednak o różne wybory. Ta Anglia Erikssona też się zawsze gdzież zakwalifikowała, wyszła z grupy i najczęściej w ćwierćfinale padała. Sądziłem, że Capello będzie skuteczniejszy. Anglicy również podobnie myśleli, bo Capello to mistrz defensywy, balans drużyny i taktyki. Anglicy mają niewątpliwie kryzys, jeśli chodzi o trenerów i trwa on od kilkunastu lat. Nie ma przypadku w tym, że zatrudnili wcześniej Erikssona, a teraz Capello. Jednak nawet najwybitniejszy trener potrafi się pomylić przy zestawianiu drużyny. Przypomnę, że Anglia na mundialu miała nadzwyczajnie trudną sytuację. Po pierwsze Capello zmienił bramkarza, bo po pierwszym meczu był skończony, po drugie środkowi obrońcy mu wypadali. Widzę w Anglii wiele talentów, takich, że ta drużyna kiedyś wypali, ale czy na miarę tytułu, to się okaże. Pewnie jednak już z innym trenerem.
Anglicy nie przekonali się chyba do zagranicznych trenerów, bo największym kandydatem do objęcia posady po Capello jest Harry Redknapp.
Ale Redknapp to stara szkoła, cwany trener. Czy jest on jednak trenerem dla tego pokolenia, które się teraz w Anglii pokazuje? To jest zawsze pytanie. Wiek w tym zawodzie nie gra roli, bo przykład Rehhagela jest zachwycający. Przykład Beenhakera, który jak mu się chciało w Polsce pracować, to potrafił dużo zrobić. Anglicy mają swoją dumę, próbowali po Erikssonie McClarena, nie wyszło. Spójrzmy jednak, ilu zagranicznych trenerów jest w Premier League, nie ma w tym przypadku.
Forma Ukraińców jest dla Romana Kołtonia wielką zagadką (fot. Bialoczerwoni.com.pl)
Inna z wyspiarskich drużyn, Szkoci, dali sobie wczoraj w ostatnich minutach wydrzeć zwycięstwo, czym bardzo utrudnili swoją sytuację w kontekście walki o baraże. W europejskich pucharach jedyny klub, który pozostał z tego kraju to Celtic, który dostał się do fazy grupowej Ligi Europejskiej tylko dzięki dyskwalifikacji Sionu. Czy szkocka piłka zatem przeżywa poważniejszy kryzys, czy może są to tylko przejściowe problemy?
Wydaje mi się, że jest to kryzys. Śląsk wyeliminował Dundee, gdzieś ci wielcy, nie są tacy wielcy i odpadli. Celtic ma szczęście, bo lufcikiem czy piwnicą wszedł do Ligi Europejskiej. Gdzieś tam były pieniądze, ale chyba są marnowane. Dla nas oczywiście Celtic i „Rangersi” to są wielkie nazwy, ale pytanie jest o rzeczywistą siłę tych drużyn. Szkoci paradoksalnie mieli kilka razy ciekawsze drużyny niż Anglicy, a może inaczej, skuteczniejsze. Zakwalifikowali się na turnieje, gdy Anglików brakowało, ale teraz już ten czas minął.
W minionej kolejce Szwedzi polegli na Węgrzech. Czy można stwierdzić, że jest to największa niespodzianka, czy też może Węgrzy stworzyli dobrą drużynę? W końcu mają bardzo realne szanse na drugie miejsce za Holendrami i w konsekwencji baraże?
Szwedzi mnie nie przekonują. Natomiast Węgrzy mają bardzo ciekawą drużynę, bardzo ciekawe pokolenie. Zawsze jest tak, że ktoś kiedyś wreszcie awansuje. Węgrzy byli kiedyś wielką nacją w historii, nawiązać do tych największych czasów będzie jednak bardzo trudno. Łotwa też kiedyś kosztem notabene Polski i Turcji, którą wyeliminowali w barażach, awansowała do Euro 2004. Myślę, że w tej szesnastce, która będzie biła się o tytuł na polskich i ukraińskich boiskach za rok będą dwie, trzy takie drużyny jak przykładowa Łotwa czy Węgrzy. Ja bym sobie tego życzył, bo jest to ożywcze dla futbolu.
Inna rewelacja eliminacji, Czarnogóra, przegrała teraz z najsłabszą w swojej grupie Walią. Czy jest to pewnego rodzaju zadyszka tego zespołu? Czy Czarnogórcy będą w stanie utrzymać tę formę z meczu np. na Wembley? W końcu przed nimi pojedynek rewanżowy z Anglikami.
Ja widziałem ten mecz na Wembley i to była naprawdę dobra Czarnogóra, grająca piłką, techniczna, mająca parę gwiazd. Myślę, że zasłużyła na baraże i mimo wszystko Czarnogórzanie te baraże wywalczą. Czy jednak są w stanie awansować do finałów? Przekonamy się, jaką rolę odegrają w barażach Węgry czy Czarnogóra, czy ktoś z nich awansuje do turnieju.
Czy jednak Czarnogóra pociągnie tę dobrą dyspozycję dalej do następnych eliminacji, bo w końcu to nasz grupowy rywal?
Myślę, że tak. Jest to ukształtowana drużyna, mądrze zbudowana. Będzie to naprawdę silny zespół, który bardzo trudno nam będzie przeskoczyć w grupie w trakcie eliminacji do mistrzostw świata.
Gdy cała piłkarska Europa walczyła o awans do Euro, my i Ukraińcy zmierzyliśmy się z egzotycznymi, ale bardzo mocnymi przeciwnikami. Jak według Pana wyszły z tego sprawdzianu obie ekipy?
Dla mnie Ukraina jest to wielka niewiadoma. Ktoś powie, że oni mają wielkie kluby i są tam ukraińscy piłkarze, ale czy oni odgrywają wiodące role, to już jest pytanie. Oni mieli też problemy ze znalezieniem właściwego trenera, w końcu wrócili do Błochina. Błochin wywalczył oczywiście ćwierćfinał mistrzostw świata w 2006 roku, ale pamiętam tamtą Ukrainę i była to drużyna bez stylu.
Przemknęli się wtedy po karnych ze Szwajcarami w 1/8 finału.
Tak, oni w ogóle nie mieli wtedy stylu. Włosi rozbili ich jak chcieli później w ćwierćfinale. Nie do końca wierzę w Ukrainę. Pytanie jest jednak pewnie, czy wierzę w Polskę. To jest pytanie na dłuższą rozmowę, dyskusję na pół dnia. Wierzę jako kibic, ale pojawia się wiele pytań. Musimy wierzyć jako kibice, co nie oznacza, że dyskutując o piłce, nie musimy zadać paru pytań, jak silna jest ta drużyna.
A jednym zdaniem: mecz z Meksykiem na plus czy na minus?
Generalnie brakuje nam piłkarzy. Trend jaki wyznaczył, czy narzucił Smuda, powoływania wszystkich możliwych i zabiegania o tych piłkarzy nie jest przypadkowy. Oczywiście, ktoś zawsze będzie podejmował, grajmy młodymi Polakami, dlaczego nie Rybus i Borysiuk czy Wilk i Małecki. Powiem szczerze, że jestem fanem młodych polskich piłkarzy, ale jak przychodzi międzynarodowa rywalizacja, to ci piłkarze muszą dojrzeć.
Smuda po prostu kontynuował to, co robili jego poprzednicy. Engel sięgnął po Olisadebe i Zdebela, Beenhaker sięgnął po Rogera Guerreiro i Obraniaka, a Smuda poszedł w tym samym kierunku. U niego został Obraniak, doszedł Boenisch, nieszczęście, że jego nie ma, dał rok, by udzielił mu odpowiedzi Polanski, chętnie dyskutuje o Pękalskim. Jest też zachwycony, że Perquis się pojawił i sam o to rzeczywiście zabiegał. Moim zdaniem metoda Smudy nie jest błędna. Niech nas nie zmyli awans dwóch drużyn do Ligi Europejskiej, bo jest to przedsionek wielkiej piłki, a poważna piłka to Champions League.
Na koniec zapytam o reformę Euro, która rozszerzy za pięć lat liczbę drużyn do 24. Czy jest Pan jej zwolennikiem? Czy nie ma zagrożenia, że na takiej imprezie pojawią się słabeusze?
Powiem szczerze, ja jestem zaskoczony, bo wydaje mi się, że jest to przy 53 federacjach za duży format. Jestem fanem wielkich turniejów piłkarskich, jestem dzieckiem wychowanym na mundialu w Argentynie, mundialu w Hiszpanii, Euro we Francji i taka jest tendencja. FIFA też miała 16, 24 i ma teraz 32 drużyny. UEFA z czterech, potem ośmiu przekształciła ten turniej w latach 90. w 16, w Anglii w 1996 roku. Nie jestem przeciwnikiem piłkarskiego biznesu, bo ten biznes jest naturalną koleją rzeczy. Wokół futbolu ludzie przeżywają emocje, stało się to gałęzią rozrywki i UEFA uznaje, że formuła 24 jest właściwa. Przy 24 drużynach meczów wyjdzie ponad pięćdziesiąt, a teraz jest 31, więc telewizyjny wymiar turnieju i przeżywania go przez miesiąc będzie dużo większy.
Z jednej strony drapię się w głowę, zastanawiam się nad poziomem, z drugiej strony naprawdę to rozumiem. Jest to takie święto futbolu, że ja się tym nigdy nie nudzę i do pewnych turniejów wracam po latach. Krytyka się pojawi, ale gdy turniej się odbędzie, to pójdzie ona w bok.
Komentarze3
~
~kh17Milan
słowa kołtonia nie są dla mnie dużo warte, jeśli
Francja i Włochy wygrają kolejny mecz to zacznie
się niemi zachwycać
~
~rar
Fajny wywiad – dobre pytania i ciekawe odpowiedzi. W
większości zgadzam się z panem Kołtoniem.
Przyznam też, że nie mogę się doczekać
wtorkowego meczu z Niemcami.
~
~ddddddddddddd
Droga redakcjo, od wczoraj wieczora nieoficjalnie, a
od dziś rana oficjalnie, wszędzie wiadomo, że
Probierz potrenuje ŁKS. Wchodzę na igola od rana i
ani słowem o tym nie wspominacie… Radzę
dokładniej śledzić to, co się dzieje ;)
pozdrawiam