Spośród reprezentacji narodowych aktualnie na tapecie są te, którym udało się zakwalifikować do finałów mistrzostw świata w RPA. Nikogo specjalnie nie zaskoczył fakt, że Hiszpania, Brazylia, Niemcy, Włochy czy Anglia, czyli tak zwane „pewniaki”, znalazły się w finałach. O wysokim poziomie gry reprezentacji tych krajów napisano już bardzo wiele.
Nie zamierzam więc pisać o ani jednym z finalistów. To już nie nowość, że nie lubię poświęcać uwagi temu, o czym trąbią wszyscy. Jedna z drużyn narodowych walczących w barażach o awans do finałów z kilku powodów zaskarbiła sobie moją szczególną sympatię, mimo że nie udało jej się wygrać decydujących o awansie pojedynków. Mowa o Bośni i Hercegowinie. Pewnie wielu z Was oburzy się i uzna, że zupełnie niepotrzebnie skupiam się na przegranych. Jestem jednak przekonana, że pomimo tej porażki, Bośniacy zyskali bardzo wiele i na uwagę jak najbardziej zasługują.

Piłkarze z drużyny narodowej tego kraju znani są raczej jako indywidualności, kojarzeni ze swoich występów w zagranicznych klubach. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, kim jest Vedad Ibisević czy Sejad Salihović z Hoffenheim, Edin Dżeko i Zvjezdan Misimović z Wolfsburga czy Miralem Pjanić z Olimpique Lyon. Jednak przed eliminacjami do MŚ niewielu kibiców znało tych zawodników ze spotkań reprezentacyjnych.
Prawdę mówiąc, Portugalczycy powinni byli wygrać oba spotkania bez najmniejszych przeszkód. Mają doświadczenie w międzynarodowych starciach, nie pierwszy raz awansują do finałów MŚ, a jednak jakoś ciężko im przyszło pokonać Bośnię (zaledwie jednym golem w każdym ze spotkań barażowych). A drużyna narodowa tego kraju na awans do finałów miała szansę przecież pierwszy raz w historii.
Już kiedyś pisałam, że na polu pojedynków międzynarodowych wiele moglibyśmy się od naszych kolegów z południa nauczyć. Skoro Ciro potrafił w Bośni stworzyć coś z niczego, to znaczy od podstaw zbudować reprezentację kraju, grającą na naprawdę dobrym poziomie, to dlaczego nie miałoby się to udać w Polsce? Tam też korupcja i niesprawiedliwość trawiły federację piłkarską, ale dzięki protestom samych piłkarzy, udało się tę sytuację nieco uzdrowić. Jak widać, da się.
Mocno kibicowałam Bośniakom i z całego serca życzyłam im zwycięstwa z Portugalczykami. Magiczna drużyna Ciro Blazevicia miała swoje momenty, musiała się jednak w końcu zatrzymać. To jednak nie koniec. To dopiero początek. Jeszcze wiele ciężkiej pracy czeka zawodników Ciro. Jednak fakt, że udało im się dojść aż do baraży, bez wątpienia wiele ich nauczył i pokazał, co jeszcze należy zmienić, aby przejść do następnego etapu w historii bośniackiego futbolu – do etapu sukcesów na polu międzynarodowym.











