Barcelona bardzo chciałaby przejść do historii, ale zrobić tego nie może. Chelsea sprawiła Katalończykom psikusa i to ona w tym roku reprezentuje Europę w klubowych mistrzostwach świata. My wracamy jednak jeszcze pamięcią do zeszłorocznych wydarzeń i przypominamy, jak wyglądał klubowy mundial w 2011 roku.
Od pierwszego dnia oczywiste było, że jedynym kandydatem do triumfu jest ekipa z Półwyspu Iberyjskiego. Nikt nie wątpił w ogóle w to, że ktoś będzie w stanie się jej przeciwstawić. Zapowiedzi sprawdziły się w stu procentach, jednak nie oznacza to, że na japońskich obiektach wiało przed rokiem tylko i wyłącznie nudą. Co to, to nie. Zespołem, który do klubowych mistrzostw świata awansował z kwalifikacji, był japoński klub Kashiwa Reysol, który w barażowym meczu okazał się lepszy od australijskiego Auckland City. Japończycy w kolejnych spotkaniach udowodnili, dlaczego to im należał się awans. Zespół z Kraju Kwitnącej Wiśni w ćwierćfinale turnieju po bardzo dobrym spotkaniu wyeliminował po rzutach karnych stawianego w roli faworyta CF Monterrey z Meksyku. Było to możliwe głównie dzięki bardzo dobrej dyspozycji Leandro Dominguesa, strzelca gola w regulaminowym czasie gry, a także pewnego egzekutora pierwszej „jedenastki” w konkursie rzutów karnych, który zaprowadził Japończyków do 1/2 finału. Tam lepszy okazał się już brazylijski Santos, co nikogo chyba nie zdziwiło, zwłaszcza że Neymar, Borges i Danilo – strzelcy bramek w tamtym spotkaniu – miewali momentami przebłyski geniuszu. Takie przebłyski zdarzyły się między innymi przy zdobywanych golach – każdy kolejny był jeszcze efektowniejszy. W starciu o trzecie miejsce japońska drużyna miała sporo pecha. Przez większość pojedynku z katarskim Al-Sadd była stroną przeważającą, jednak nie potrafiła tego udokumentować, więc by wyłonić brązowego medalistę, potrzebna była seria „jedenastek”. W niej lepsi okazali się gracze Al-Sadd, zwyciężając 5:3.

Największe emocje w zeszłorocznym turnieju kibice zobaczyli niestety w spotkaniu o piąte miejsce. Piszemy „niestety”, ponieważ wszyscy wolelibyśmy, aby KMŚ w przyszłości były turniejem zdecydowanie bardziej wyrównanym. Obecnie rokrocznie absolutnym kandydatem do wygrania klubowego czempionatu jest drużyna z Europy. Wracamy jednak do meczu o piąte miejsce, w którym zmierzyły się ze sobą CF Monterrey i Esperance Tunis. Tunezyjczycy objęli prowadzenie w 31. minucie, ale w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy meksykański zespół zdołał odrobić straty, a później wyjść na prowadzenie. Sytuacja Esperance stała się bardzo trudna tuż po wznowieniu gry, ponieważ na tablicy wyników było już 3:1. Od momentu straty trzeciego gola tunezyjscy piłkarze wrzucili jednak piąty bieg i przycisnęli swojego rywala. Kontaktowe trafienie padło w 76. minucie – strzelcem gola z rzutu karnego był Mouelhi. Chociaż do ostatniego gwizdka zawodnicy Esperance walczyli o doprowadzenie do dogrywki, to Meksykanie nie dali już wydrzeć sobie zwycięstwa.











