Ćwierćfinały Ligi Mistrzów za nami – wydawać się może, że tylko jeden dwumecz został już rozstrzygnięty. Pierwsza batalia Realu Madryt z Borussią Dortmund zakończyła się pogromem 3:0 – zdaniem Przemysława Rudzkiego, podopieczni Juergena Kloppa będą grali tylko gorzej, a samego szkoleniowca trzeba zwolnić.
Felieton zastępcy redaktora naczelnego „Przeglądu Sportowego” został opublikowany wczoraj na Sport.fakt.pl (cały tekst można przeczytać tutaj) i już po niecałej godzinie wzbudził duże emocje wśród fanów nie tylko BVB, ale również innych kibiców Bundesligi. Z jego tezą, że czas Juergena Kloppa na Signal Iduna Park zwyczajnie się skończył, nie zgadzam się i ja.
Nim zaczniemy, na wstępie chciałem również zaznaczyć, że rzeczywiście myślałem, że Bayern łatwo poradzi sobie z Manchesterem United, jednak nie zamierzam zmieniać swoich zainteresowań na curling.

Ciężko się nie zgodzić z tym, że piłkarze Borussii Dortmund weszli z byłym trenerem FSV Mainz w specjalną symbiozę. Juergen Klopp od początku swojej przygody z klubem z Westfalenarena był w stanie wykrzesać z Matsa Hummelsa, Kuby Błaszczykowskiego czy Sebastiana Kehla to, czego nie umieli wycisnąć z nich ani Thomas Doll, ani Juergen Robber (poprzedni trenerzy „Borussen”). Co do tego nie ma wątpliwości, jednak czy rzeczywiście legenda ekipy z Moguncji powinna zrezygnować z pracy po żółto-czarnej stronie Zagłębia Ruhry?

Kolejnym argumentem, który zdaniem redaktora, potwierdza fakt, że BVB jest w rozsypce, jest zwrócenie uwagi na słabych rezerwowych, których Klopp ma do dyspozycji. „Borussia nie ma tak silnej ławki jak Bayern, Real, Chelsea czy Manchester City. I nigdy mieć nie będzie z prostej przyczyny – w Dortmundzie już nikt nigdy nie wyda kasy ponad stan”. Stop! O tym, że BVB nie ma rezerw wiedzą niemal wszyscy. Pytanie, dlaczego tak jest. Trener drużyny po prostu nie ma zbyt wiele do powiedzenia w kwestii transferów. Oczywiście może powiedzieć, kogo chce, jednak czy taki transfer będzie miał miejsce i czy zarząd zrobi wszystko, by taki cel sprowadzić? Raczej nie… Ciężko budować drużynę silną na lata, nie mając takiej władzy jak Mourinho w Chelsea Londyn czy dawniej sir Alex Ferguson w Manchesterze United.
Przed środowym spotkaniem Borussii Dortmund z Realem Madryt wszyscy w głowach mieli konfrontację obu ekip sprzed roku, kiedy po czterech bramkach Roberta Lewandowskiego kibicom BVB wydawało się, że dwumecz jest już rozstrzygnięty. I nawet jeśli w pierwszym meczu „Borussen” rzeczywiście zdominowali rywala, tak ciężko mówić o nokaucie – po K.O. nikt nie jest w stanie się podnieść, a przecież „Królewscy” na Santiago Bernabeu wrócili do walki i tylko rozpaczliwa defensywa sprawiła, że to w Niemczech a nie w Hiszpanii radowano się całą noc.










