Były obrońca Tottenhamu Londyn, Ledley King, z żalem wspomina swoją kontuzję kolana. Anglik przyznaje, że cały czas się zastanawia, co mógłby osiągnąć, gdyby nie uraz, którego się nabawił.
Były kapitan „Spurs” został zmuszony do wycofania się ze świata piłki nożnej w związku z przewlekłymi problemami z kolanem. W lipcu definitywnie ogłosił zakończenie kariery i zawiesił buty na kołku. King przyznał, że nie miał wyjścia i musiał to zrobić dla własnego dobra, po wielu latach zmagania się z kontuzją. Jak sam powiedział, patrzy na przeszłość z mieszaniną dumy i żalu, że został okradziony z marzeń i nie było mu dane wystąpić w najważniejszych meczach zarówno klubu, jak i reprezentacji.
– Zapewne już zawsze będą myślał o tym, co mógłbym osiągnąć, gdyby nie moje urazy. Kontuzja przytrafiła mi się w kluczowym dla mnie wieku, gdy miałem 25 lat. Czułem wtedy, ze dojrzewam piłkarsko i z meczu na mecz staje się coraz silniejszy – powiedział King.
– Musiałem się z tym pogodzić i robić wszystko co w mojej mocy, aby kontynuować karierę. Miałem w sobie dużo motywacji, ale to nie pomogło. Nie chodziło tu o ból, raczej o pewne ograniczenia. Nie mogłem zgiąć kolana pod kątem 90 stopni, przez to często się przewracałem. Niektórzy myśleli, że symuluję, a ja po prostu nie byłem w stanie ustać – dodał Anglik.










