Choć pandemia koronawirusa trwa, coraz więcej państw powolnymi krokami wraca do normalności. W futbolowych realiach wygląda to różnie, ale mimo to znaczna większość lig europejskich – poza wyjątkami takimi jak Holandia czy Belgia – planuje zakończyć bieżący sezon. Kiedy nawet w Polsce ustalono datę powrotu na boisko, na Półwyspie Iberyjskim rozmowy w sprawie wznowienia La Liga trwają w najlepsze.
Hiszpanie, tak jak inni, planowali powrót rozgrywek La Liga na przełom maja i czerwca. W niemal identycznej sytuacji znajdują się Włosi, którzy szykują się do powrotu swojej Serie A. Te dwie nacje do tej pory najbardziej odczuwają skutki koronawirusa. Obok nich są również Francuzi, planujący wrócić dopiero w połowie czerwca. Do tego Niemcy, gdzie piłkarze już rozpoczęli zajęcia w mniejszych grupach. Wydaje się, że to właśnie nasi zachodni sąsiedzi jako przedstawiciele jednej z pięciu najlepszych lig europejskich do gry wrócą jako pierwsi.
Hiszpańska kość niezgody
Dramatyczne liczby ofiar i zakażeń w Hiszpanii nie wskazują niczego dobrego. Co więcej, są one dobitnym dowodem, którym posługują się sami piłkarze negujący rychły powrót do gry. Zdaje się, że to właśnie oni są do tej pory największym rywalem władz ligi i federacji, dla których wznowienie rozrywek jest niemalże sprawą życia i śmierci. Dla piłkarzy sprawą pierwszorzędną jest poczucie bezpieczeństwa: – Rozgrywanie meczów, gdy ryzyko wynosi nawet jeden procent, to absolutne szaleństwo. W takich słowach o całej sytuacji opowiedział się Suso, zawodnik Sevilli.
Dlaczego tak ważne jest, aby La Liga wróciła do gry? Piłka nożna w Hiszpanii to prawie 200 tysięcy miejsc pracy. La Liga natomiast to 1,37% hiszpańskiego PKB. W kraju panuje dosłownie głód piłki. Stąd też coraz to bardziej szalone scenariusze, według których władze chcą dokończyć ligowy sezon. Na ich drodze stoją piłkarze drużyn, którzy sprzeciwiają się każdej proponowanej opcji i odmawiają gry bez całkowitej gwarancji bezpieczeństwa.
Spotkań pomiędzy władzami ligi, federacji a piłkarzami nie brakuje. Gorzej z porozumieniami, których ciągle brak. Hiszpanie jak zwykle, nawet podczas pandemii, nie potrafią dojść do konsensusu. Wprawdzie każda ze stron ma swoje racje, jednak trudno jest określić tę najcelniejszą w dobie tragicznej pandemii koronawirusa. Pewne jest, że po każdym zastosowanym rozwiązaniu znajdą się jego negatywne skutki. Dziwić może jednak logika, którą kierują się przedstawiciele społeczności piłkarzy. Gwarancji bezpieczeństwa nie otrzyma żaden z nich, na żadnym stopniu życia codziennego.
W jednym rację trzeba im przyznać. Koszarowanie piłkarzy to pomysł wyjątkowo niesmaczny. Bo tak mogłoby to wyglądać w trakcie rozgrywania ostatnich meczów ligowych bądź też podczas przygotowań drużyn do wznowienia meczów. Takie kroki rozważać miał obecny lider La Liga – FC Barcelona – który miał w planach wykorzystanie do tych celów budynków La Masii. Nic dziwnego, że gwiazdy „Blaugrany” na takie rozwiązanie nie są chętne, zwłaszcza że zostałyby zamknięte w mało luksusowych pokojach, niczym juniorzy mistrza Hiszpanii.











