„Piłka nożna bez kibiców jest jak ksiądz bez wiary. Nie istnieje!”. Takie sformułowanie padło niegdyś z ust pewnego dziennikarza stacji BBC. Zapewne miał rację i wszyscy się z nim zgodzą, ale co w przypadku, gdy kibic nie przychodzi na stadion, by wspierać swój klub, lub zwyczajnie nie potrafi panować nad swoimi emocjami. I gdzie jest granica między kibicem szanującym swoje barwy klubowe oraz przeciwnika a pseudokibicem, którego cel mija się z ideą futbolu?
W dzisiejszych czasach FIFA musi coraz częściej interweniować w przypadkach agresji wobec samych piłkarzy. Nie chodzi tu już o rozróby „kibicowskie”, do których wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni , ale o ataki na tych, wokół których wszystko się kręci. Najwyraźniej niektórzy ludzie nie potrafią zrozumieć, że piłka nożna potrzebuje zarówno kibiców, jak i piłkarzy, a jedno bez drugiego nie ma racji bytu.
11 kwietnia na Loftus Road miały miejsce derby Londynu między Chelsea a Queens Park Rangers. Podczas meczu doszło do bardzo nieprzyjemnego incydentu. Była 87. minuta, a na tablicy widniał wynik 0:0. To starcie było bardzo ważne zarówno dla piłkarzy Chelsea, jak i QPR. Z jednej strony drużyna walcząca o mistrzostwo Anglii, a z drugiej o utrzymanie w jednej z najlepszych lig na świecie. I właśnie w 87. minucie padła bramka. Cesc Fabregas umieścił piłkę w siatce, a zawodnicy gości w euforii po zdobytej bramce pobiegli w stronę narożnika, by cieszyć się ze zdobytego gola. W czasie gdy „The Blues” okazywali swoją radość, w ich stronę poleciało wiele przedmiotów, między innymi zapalniczka, która trafiła Ivanovicia prosto w głowę. Na szczęście obrońcy nic się nie stało, lecz działacze QPR będą teraz mieli niemały problem, gdyż całą sprawą zainteresowało się FA. Do podobnych wypadków na przełomie XXI wieku dochodziło wielokrotnie. Chciałbym przytoczyć kilka takich niemiłych „kibicowskich” popisów, które nie powinny mieć miejsca w historii piłki nożnej. Nie dlatego, że to jest ciekawe, lecz dlatego, że piłka nożna powinna łączyć, bez względu na narodowość i kolor skóry. A wiele wybryków „kibiców” całkowicie mija się z celem.
Dani Alves rzucony bananem
Bardzo dobrą odpowiedź na rasistowskie zaczepki dał Dani Alves w zwycięskim meczu ligowym Barcelony z Villarealem, który odbył się rok temu. Gdy prawy obrońca chciał już wykonywać rzut rożny, jeden z kibiców rzucił na murawę banana. Miało to świadczyć o tym, jakoby Alves był małpą. Oczywiście przyczyną takiego incydentu była rasistowska zaczepka jednego z kibiców. Gdy zawodnik z Katalonii zobaczył, że banan spadł mu prosto pod nogi, postanowił… zjeść go! Tym czynem okazał pogardę dla wszystkich rasistów, nawet na całym świecie, ponieważ Brazylijczyk zmotywował wielu ludzi do działania. Szczególny rozmach miała facebookowa akcja „SayNoToRacism”, w której różni ludzi z całego świata robili sobie zdjęcia, na których jedli banany. Miało to oznaczać solidarność z Danim oraz wszystkimi ludźmi, którzy są nękani z powodu koloru swojej skóry. Jak się później okazało, tym kibicem był trener akademii Villarrealu. Natychmiast został zwolniony, otrzymał dożywotni zakaz stadionowy, a także trafił do aresztu pod zarzutem łamania praw i swobód obywatelskich.











