W ostatni weekend w Bundeslidze doszło do wydarzenia bezprecedensowego. Beniaminek i absolutny outsider ligi, Greuther Fürth, odniósł swoje pierwsze zwycięstwo od 31 sierpnia ubiegłego roku, i to nie byle gdzie. Na Veltins Arena, gdzie drużyna Schalke 04 Gelsenkirchen z każdą kolejką pogrąża się coraz bardziej.
Cofnijmy się na chwilę o kilka miesięcy. Jest listopad 2012 roku, za sobą mamy już 11 kolejek Bundesligi, po których zaraz za plecami liderującego Bayernu plasuje się ekipa Schalke 04. Podopieczni Huuba Stevensa z łatwością pokonują kolejnych rywali, zostawiając w pokonanym polu między innymi Borussię Dortmund, FSV Mainz i Werder Brema, a ich grę ogląda się z największą przyjemnością. Wtedy to, w 12. serii spotkań, popularni „Die Knappen” wybierają się do oddalonego o nieco ponad 50 kilometrów Leverkusen, gdzie spotkać się mają z tracącą do nich dwa oczka ekipą Bayeru. Mecz kończy się zwycięstwem „Aptekarzy” 2:0, jednak wydaje się, że mamy do czynienia wyłącznie z wypadkiem przy pracy.

Wkrótce okazuje się jednak, że jest zupełnie inaczej. W kolejnych pięciu ligowych spotkaniach drużyna Huuba Stevensa nie potrafi sięgnąć po choćby jeden komplet punktów, zaledwie dwukrotnie remisując z potencjalnie słabszymi rywalami, co skutkuje przewidywanym od jakiegoś czasu zwolnieniem holenderskiego trenera ze stanowiska. W ciągu kilku tygodni Schalke z drużyny aspirującej do walki o mistrzostwo i przewodzącej peletonowi goniącemu lidera z Monachium stało się drużyną środka tabeli, dla której sezon jest już praktycznie stracony. W klubie głośno zaczyna się mówić o odejściu największych gwiazd, a gdyby nie awans do dalszej fazy Ligi Mistrzów, kto wie, czy od zespołu nie odwróciłaby się również większa część kibiców?
Po tej krótkiej, aczkolwiek treściwej retrospekcji wróćmy jednak do teraźniejszości. Rundę wiosenną Schalke 04, prowadzone już przez anonimowego dla przeciętnego kibica Jensa Kellera, rozpoczęło nieźle. Po pasjonującym meczu z Hannoverem 96 obfitującym w aż dziewięć bramek udało mu się zgarnąć komplet punktów, wygrywając to spotkanie 5:4. Potem miało być już tylko lepiej, w dwóch kolejnych seriach spotkań „Die Knappen” mieli bowiem bez większego trudu pokonać dwie najsłabsze ekipy obecnego sezonu. Tak się jednak nie stało i 25 stycznia, po bardzo chaotycznej grze i przeciętnym meczu, Schalke zaledwie zremisowało bezbramkowo z FC Augsburg. Jak się później okazało, najgorsze miało dopiero nadejść.
Na dzień przed meczem 20. kolejki, w której Schalke na własnym terenie miało spotkać się z ostatnią drużyną tabeli, Greuter Fürth, uciąłem sobie krótką pogawędkę z szefem naszego działu Bundesligi, Arturem Dylewskim:
– Ciekawe, czy piłkarze Schalke poradzą sobie z Greuter Fürth – zagaił Artur.










