Legia Warszawa celebruje zwycięstwo w Pucharze Polski! Legioniści uratowali sezon dzięki serii rzutów karnych, w której okazali się bezbłędni.
Mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa był pełen podtekstów. Obie drużyny od wielu lat toczą ze sobą pojedynki, które śmiało zasługują na miano hitu sezonu, dla obu ekip zwycięstwo w Pucharze Polski może być jedyną szansą na grę w europejskich pucharach, no i w końcu ten mecz miał dać odpowiedź na pytanie, który z dwójki trenerów Skorża – Bakero może pozostać na swoim stanowisku na kolejny sezon. Na początku głównymi bohaterami byli jednak kibice. Fani obu drużyn postanowili zaprotestować przeciwko mediom, które przedstawiają ich w złym świetle i po odegraniu hymnu na 15 minut opuścili stadion.

Przy pustych trybunach zawodnicy nie potrafili stworzyć większego zagrożenia. Jedyną godną uwagi akcję przeprowadził w 12. minucie Murawski, lecz jego podanie do Rudnevsa w ostatniej chwili przeciął Manu. Znacznie ciekawiej zrobiło się po powrocie fanów na trybuny. Najpierw strzelał z dystansu Kriwiec, a potem legioniści nie zdołali wepchnąć piłki do siatki w dużym zamieszaniu podbramkowym. W 28. minucie trybuny po raz pierwszy eksplodowały radością. Na odważny strzał z odległości około 35 metrów zdecydował się Injac, piłka długo leciała do bramki, ale mimo to zupełnie zaskoczyła Wojciecha Skabę i wpadła pod poprzeczkę warszawskiej bramki. Bramka warta powtórzenia, można oglądać ją niemal do znudzenia, z całą pewnością godna finału Pucharu Polski.
Legia chciała pokazać, że ma charakter, o którego brak posądzano piłkarzy z Warszawy, i ruszyła do ataku. Już po chwili groźny strzał głową wylądował tuż obok słupka bramki strzeżonej przez Kotorowskiego. Zryw był tylko chwilowy, bo kilka minut później w ofensywie był Lech i gdyby Murawski czysto trafił w piłkę, to Legia miałaby już cyfrę 2 po stronie strat. Pierwsza połowa nie była rewelacyjna, choć to Lech posiadał przewagę optyczną i stworzył więcej sytuacji podbramkowych, można więc powiedzieć, że poznaniacy prowadzili zasłużenie.
W drugiej połowie wciąż aktywniejszy był Lech. Artjoms Rudnevs po podaniu Jakuba Wilka był bliski pokonania Wojciecha Skaby, lecz po jego uderzeniu piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Później powoli Legia zaczęła wychodzić z cienia poznaniaków i w 67. minucie dopięła swego. Manu zdecydował się na strzał z okolicy linii pola karnego, odbita piłka od Grzegorza Wojtkowiaka zupełnie zmyliła Kotorowskiego i wylądowała w siatce lechitów. Chwilę później Legia mogła objąć prowadzenie, lecz Rzeźniczak w doskonałej sytuacji zamiast strzelać zdecydował się na podanie i zaprzepaścił znakomitą okazję na wyprowadzenie swojego zespołu na prowadzenie.










