Selekcjoner reprezentacji Polski ma twardy orzech do zgryzienia w związku z obsadą bramki. Kandydatów jest czterech (choć w kadrze na Irlandię znalazło się trzech golkiperów) i każdy z nich ma mocne argumenty. Na kogo postawić? Postaramy się przybliżyć obecną sytuację całej czwórki.
Jako pierwszy pod ostrzałem znajdzie się Artur Boruc. On ostatnio dość często jest stawiany pod ścianą. Pierwszy raz ustawił się pod nią z własnej, nieprzymuszonej woli, kiedy na początku zaliczył słaby występ w meczu z Arsenalem. Były golkiper Legii zachowywał się, jakby sylwester trwał u niego trochę za długo. To nie zmienia jednak faktu, że Artie zaliczył dwa udane mecze w Southamptonie i pokazał, że dawny talent jeszcze nie został zakopany głęboko pod ziemią.

Boruc wydaje się wracać do dobrej dyspozycji. Selekcjonera przekonał do siebie nie nazwiskiem, ale dobrymi występami z Evertonem i Aston Villą. Jego atutem wciąż jest doskonały refleks, nie zawodzi też na przedpolu, lecz po obejrzeniu tych dwóch spotkań można wyciągnąć wniosek, że Artur wykluczył swoją największą wadę, którą było wprowadzanie piłki do gry. Pod znakiem zapytania stoi jego koncentracja. Czy ma już wszystkie kłopoty za sobą i jest w stanie się skupić wyłącznie na swojej grze? To jedyna wątpliwość.
– Po to są mecze towarzyskie, by trener wykorzystywał je na sprawdzenie pewnych piłkarzy. Waldemar Fornalik chce przejrzeć szeregi dostępnych zawodników i powołanie Artura w tym kontekście nie jest żadnym zaskoczeniem. Artur zaczął grać w pierwszym składzie, zaaklimatyzował się też w Anglii, więc ten krok nikogo nie powinien dziwić – mówi były bramkarz reprezentacji Polski, Wojciech Kowalewski.
Drugi w kolejce stoi Wojciech Szczęsny. To młody bramkarz, ale grający w najsilniejszym klubie z wymienionej czwórki. Podkreślić należy słowo „grający”, a nie figurujący w kadrze jak niegdyś Tomasz Kuszczak w Manchesterze United. Ogromną zaletą Wojtka jest to, że gra regularnie, ale jeśli przyjrzymy się dokładnie jego występom, to okaże się, że przydomek „Święty Wojciech” (Artura Boruca nazywano w Szkocji „Święty Artur”) będzie dewiacją. Wojtek ma jeszcze jeden problem – lubi czasem sfaulować sobie przeciwnika w polu karnym. Wiadomo, to syn Macieja Szczęsnego, więc geny mają coś do powiedzenia, może więc – podobnie jak ojciec – Szczęsny junior powinien nieco poczekać na miejsce w pierwszym składzie i nabrać jakże cennego doświadczenia, które posiada na przykład Boruc.
Mocne strony Szczęsnego są bardzo podobne do atutów Artura Boruca. Jednak bilans tegorocznych występów nie pozostawia złudzeń. Golkiper Arsenalu puścił pięć bramek w trzech spotkaniach, a do tego sprokurował jeszcze rzut karny. W Pucharze Anglii też się nie popisał, puszczając dwie bramki w meczu z przeciętnym Brighton. Wojtek w tym spotkaniu pokazał, że musi jeszcze mocno popracować nad wyjściem do piłki.













