Życie w Zjednoczonym Królestwie na chwilę się zatrzymało. Nagle lawina telefonów zaczęła zalewać psychologów i wszelkie poradnie. Wszystko to z powodu Fabio Capello, który zostawił swoich żołnierzy i spokojnym, dystyngowanym jak zawsze krokiem opuścił okopy. A licznik dni, które zostały do Euro, nie poczeka, już tylko cztery miesiące.
Wyspy Piłkarskie – tak z powodzeniem można by zamiennie nazywać Anglię i kraje do niej przyległe. Europejska kolebka futbolu, gdzie przecież piłka to coś ważniejszego niż życie i śmierć. Na płaszczyźnie rozgrywek klubowych – najlepsza liga świata, niczego nie brakuje angielskim klubom w rubryczce „osiągnięcia”, jednak jeżeli chodzi o reprezentację…

Skrajne emocje, które teraz opanowały ciała Anglików, to zupełna oczywistość. Frustracja mieszająca się z większymi nadziejami – jak przed każdym wielkim turniejem. Bo odnośnie do synów Albionu możemy mówić o ogromnym kompleksie wielkich imprez. Zawsze są w gronie najściślejszych faworytów wszelkich mistrzostw, a mimo to od 1966 roku ciągle łamią sobie zęby na mocniejszych ekipach.
Specjalna rada matematyków z wymyślnymi liczydłami powołana przy Euro 2012 tylko pogłębia angielską wściekłość. Do rozpoczęcia turnieju zostało już tylko 120 dni i nocy. Mistrzostwa Starego Kontynentu to temat o wiele bardziej drażliwy niż mundial. Przecież w 2008 fatalny Steve McClaren zawalił już nawet kwalifikacje. Stąd ogromna mobilizacja, debata i wielkie, wielkie oczekiwanie.
Premiership przeniosła się na sale sądowe. Wczoraj trąbiono o Redknappie, którego ostatecznie oczyszczono z podatkowych zarzutów, dzisiaj na nieprzyjemnych drewnianych ławach zasiądzie Terry, by przekonać wszystkich zgromadzonych o swojej miłości do czarnoskórej części świata. Dmuchany przez media balonik w końcu rozsadził cierpliwość Fabio Capello. Włoch, który zawsze zachowywał się dystyngowanie, także w sposób dżentelmeński poradził sobie z niewyobrażalną presją. Ostatecznie zrezygnował z prowadzenia angielskich kopaczy na cztery miesiące przed główną imprezą.

FA na to pozwoliła – musiała. To właśnie Football Association przelała czarę, zabierając opaskę lidera Johnowi Terry’emu na płaszczyźnie reprezentacyjnej. Włoski elegant był tego wielkim przeciwnikiem, bo nikt inny nie nadaje się do tej roli mimo haniebnej szramy na sumieniu Anglika. Ja jednak sprzeciwiam się Capello i przyznaję rację angielskiemu związkowi – ktoś taki nie zasługuje na wyróżnienie, bycie wzorem i natchnieniem. To był główny powód, dla którego włoski geniusz pożegnał się z Wyspami.












