Jeśli sześć razy z rzędu zostajesz mistrzem swojego kraju, a do tego od czterech sezonów dorzucasz jeszcze krajowy puchar, teoretycznie powinieneś być w pełni ukontentowany. Twoja hegemonia na krajowym podwórku nie podlega żadnej dyskusji. Problem jednak w tym, że z czasem możesz zapragnąć czegoś więcej. Gdy zaś lata mijają, a ty w dalszym ciągu nie potrafisz dosięgnąć gwiazd, może zrodzić się problem. Czy jednak w przypadku Juventusu możemy w ogóle pozwolić sobie na użycie takiego sformułowania?
Wszystko zależy od tego, z jakiej perspektywy spróbujemy podejść do postawionego pytania. Gdybyśmy na sytuację wokół „Starej Damy” spojrzeli pod kątem Ligi Mistrzów, trudno byłoby nam jednoznacznie określić, w którym kierunku wykonali swój ruch tego lata jej działacze. Z jednej strony klub opuściło dwóch niezwykle ważnych zawodników podstawowej jedenastki, którzy mieli swój bezpośredni wkład w ostatnie osiągnięcia. O ile jeszcze odejście Daniego Alvesa powinno się jakoś zrekompensować, o tyle strata Leonardo Bonucciego to już ubytek naprawdę solidnego kalibru. Taki, którego wymiana w wersji 1:1 może być nawet zadaniem niemożliwym do zrealizowania.
Z drugiej strony jednak w każdym zespole konieczna jest na pewnym etapie świeża krew. Rozpatrując zaś pod tym kątem działania klubu w ostatnich tygodniach, w zasadzie trudno się do czegoś mocniej przyczepić. Pierwotne założenie zostało mimo wszystko zrealizowane. Udało się dokonać inwestycji, które miały dostarczyć nowej jakości najbardziej tego potrzebującym pozycjom.
Juventus po drobnej przebudowie
Nowa jakość w ofensywie
W stolicy Piemontu już od dłuższego czasu zdawano sobie sprawę, że w pierwszej kolejności nowej siły rażenia wymagają pozycje skrzydłowych. O tym, że nie była to najmocniejsza broń „Juve”, mogliśmy się przekonać chociażby w spotkaniu finałowym Ligi Mistrzów w Cardiff. Walcząc przeciwko „Królewskim”, musisz mieć co najmniej kilka opcji na skonstruowanie ataku. Niestety dysponując „tylko” niezłymi zawodnikami w bocznych strefach, niezwykle wymagający przeciwnicy mogą ich łatwo zneutralizować. I rzeczywiście, Real Madryt udowodnił, że Mario Mandzukić i Dani Alves to nie jest optymalne rozwiązanie na dłuższą metę.
Nie powinno więc dziwić, że tym razem „Bianconeri” postawili na graczy o klasycznym profilu, czyli Douglasa Costę i Federico Bernardeschiego. Ten pierwszy po niezbyt udanym roku w Monachium spróbuje w najblizszym sezonie odbudować swoją pozycję. Wypożyczenie do „Juve” może zaś okazać się strzałem w dziesiątkę. Zarówno w Szachtarze, jak i Bayernie Brazylijczyk pokazał już, że potrafi stworzyć wraz z bramkostrzelnym napastnikiem bardzo obiecujący duet. W Turynie zaś przyjdzie mu grać z równie skutecznym Higuainem. Można w ciemno założyć, że ten transfer zaoferuje Allegriemu zupełnie nowe możliwości.
Równie udaną inwestycją, lecz zupełnie innego rodzaju powinien być definitywny zakup z Fiorentiny Bernardeschiego. Utalentowany pomocnik to wypisz, wymaluj idealne odzwierciedlenie konsekwentnie prowadzonej od kilku lat przez „Starą Damę” polityki sprowadzania najbardziej utalentowanych zawodników Serie A. Czymś takim było zakontraktowanie dwa lata temu Paulo Dybali. Rok temu głównych rywali osłabiono zakupem Higuaina i Pjanicia. Tego lata postawiono na 23-letniego Bernardeschiego, który tak samo jak Douglas Costa powinien bez trudu zaadaptować się w nowym środowisku. Wspomagać ich na skrzydle będzie również wykupiony definitywnie i, co istotne, sprawdzony w bojach Juan Cuadrado.












