Bardzo przyjemny jest fakt, że każdy z półfinalistów dostarczył do naszego zestawienia co najmniej dwóch zawodników. Przegrani nie byli na szczęście słabi. To, że w zestawieniu znalazło się aż pięciu piłkarzy Realu Madryt, chyba już nikogo nie dziwi.
Iker Casillas
Cztery lata temu, podczas poprzedniego turnieju o mistrzostwo Europy, reprezentanci Hiszpanii zmuszeni byli rozstrzygnąć ćwierćfinałowy mecz z Włochami przy pomocy serii rzutów karnych. Gdy Dani Guiza zmarnował swoją „jedenastkę”, zza linii bocznej usłyszał krzyk Casillasa: – Dani, spokojnie, obronię to. I obronił. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w tegorocznym półfinale. Gdy Xabi Alonso źle wykonał rzut karny, w obozie Hiszpanów nastroje jakoś szczególnie się nie zmieniły. Wszyscy pamiętali, że między słupkami stanie za moment „Święty”. Wszyscy wiedzieli, że on coś obroni. Takie są zasady panujące w świecie futbolu. Gdy trzeba przesądzać o losach tytułów, Casillas nie zawodzi nigdy. Pepe Reina powiedział niedawno, że on i jego koledzy mają ten komfort, że dla nich loteria rzutów karnych nie jest wcale loterią. „La Seleccion” ma szanse większe niż rywal. Casillas to facet ze stali, nawet gdy jest przestraszony, zachowuje stoicki spokój. Kapitan Realu Madryt nagrodę dla najlepszego bramkarza turnieju ma jak w banku. W finale powalczy o trofeum dla najlepszego piłkarza. Nie jest wcale bez szans.

Leonardo Bonucci
Najlepszy, obok Buffona, element bloku defensywnego Włochów. Przybysze z Italii załatwili Niemców w przedbiegach. Nasi zachodni sąsiedzi spodziewali się w miarę łatwego przetarcia przed wielkim finałem, a zastali prawdziwe piekło. Cesare Prandelli połączył genialną obronę zaczerpniętą z filozofii catenaccio z kreatywnością formacji ofensywnej. Powstał potwór, który pożarł obecnych jeszcze wicemistrzów Europy w mgnieniu oka. Bonucci był sercem tego potwora. I jego łapami. I jeszcze paszczą. Czternaście razy pewnymi wybiciami czyścił okolice pola karnego, swoimi interwencjami Włoch najzwyczajniej w świecie zniszczył Niemców. Razem z kolegami z obrony zanotował jeden z najlepszych meczów w karierze i w finale z pewnością będzie liczył na powtórkę. Do jedenastki półfinałów wybieramy go, a nie chociażby Barzagliego albo Chielliniego, bo mamy wrażenie, że Bonucci był najbardziej efektownym defensorem Italii.
Sergio Ramos
Cały świat rozpływa się w zachwytach nad grą stopera reprezentacji Hiszpanii. Andaluzyjczyk najpierw zaliczył bezbłędne 120 minut, a potem w serii rzutów karnych ośmieszył bramkarza rywali precyzyjnym uderzeniem a la Panenka. Nie wiadomo, co jest bardziej godne podziwu. To, jak świetnie kondycyjnie przygotowany jest stoper Realu Madryt, to, jak wielkimi umiejętnościami dysponuje, czy wreszcie to, jak niezłomny jest jego charakter. Sergio haniebnie zmarnował „jedenastkę” w półfinale Ligi Mistrzów, wielu mówiło, że nie potrafi poradzić sobie z presją, że to taki piłkarski pajac niegodny wszystkich pochwał, ale on się tym nie przejmował. Poprosił del Bosque o wpisanie na listę strzelających, wziął piłkę i trafił tak, że w milionach domów milionom ludzi szczęki opadły do ziemi. Wiadomo, była to trochę taka efektowna popisówka. Ale przestrzegamy przed spłycaniem tego wydarzenia do poziomu zabawy. Ramos pokazał, że ma – za przeproszeniem – jaja. Hiszpania potrzebowała kogoś, kto zastąpi Puyola. Zastąpi, nie tylko jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, ale też boiskową rolę. Sergio test na nowego lidera defensywy w każdym kolejnym meczu zdaje celująco.












